TWÓJ NOS SIĘ NIE NADAJE

– Jestem tylko dziewczyną z Nowego Jorku, która w dzieciństwie marzyła, by zostać aktorką. Dzisiaj wiem, że na 100 osób 99 w ciebie nie uwierzy. Ale nie wolno przegapić tej jednej skłonnej dać ci szansę – mówi gwiazda „Narodzin gwiazdy”

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Lady Gaga,

ława to emocjonalna huśtawka – mówi Bradley Cooper. – Na festiwalu, koncercie czy premierze filmu z każdej strony jest się atakowanym przez hałas, krzyk, przepych. Ale chwilę później zostaje się samemu w pustym hotelowym pokoju. W ciszy, która boli równie mocno jak zgiełk.

W„Narodzinach gwiazdy” debiutujący w roli reżysera aktor sportretował młodą piosenkarkę. Opowiedział o sile, jaką trzeba mieć, aby przebić się na szczyt show-biznesu i po drodze nie zatracić siebie, ale również o delikatności, której artysta nie gubi nawet pod zbroją wizerunku, kostiumu, kreacji scenicznej. I nie mógł znaleźć lepszej odtwórczyni głównej roli niż Lady Gaga. Ikona współczesnej popkultury może sobie pozwolić na dowolny kaprys. Ale wciąż potrafi powiedzieć: – Jestem tylko dziewczyną z Nowego Jorku, która w dzieciństwie marzyła, by zostać aktorką. Dzisiaj wiem, że na 100 osób 99 w ciebie nie uwierzy. Ale nie wolno przegapić tej jednej skłonnej dać ci szansę. Dla mnie tym kimś okazał się Bradley.

Historia jest znana. Nakręcone w 1937 roku przez Williama Wellmana i Jacka Conwaya „Narodziny gwiazdy” doczekały się już

Sdwóch remake’ów: z 1954 roku – George’a Cukora z Judy Garland, i z 1976 roku – Franka Piersona z Barbrą Streisand. Po czterech dekadach znów starzejący się, zapity gwiazdor spotyka na ekranie młodą, nieznaną wokalistkę. Gdy słyszy jej śpiew w obskurnej knajpie, trzeźwieje, chce jej pomóc w karierze. I się w niej zakochuje. Jednak kiedy są już małżeństwem, kobieta staje się bardzo sławna, mężczyzna zaś obsuwa się wmroki własnej psychiki i uzależnień.

Wkolejnych ekranizacjach tej legendy o Kopciuszku show-biznesu fabuła niemal się nie zmienia. Ale różnią się niuanse i akcenty. I te subtelności układają się w historię powojennej kultury amerykańskiej. Bo czy współcześnie bohaterka mogłaby na ekranie wygłosić kwestię Judy Garland: „Myślę teraz wyłącznie omyciu włosów. Gdy coś mi się przydarza, dobrego lub złego, od razu sięgam po szampon”? Podryw w garderobie, na który w filmie z 1954 roku pozwala sobie gwiazdor musicali, dziś prosiłby się o hashtag #MeToo. Symbolem upadku słynnego aktora zaś staje się tam czekanie na żonę z obiadem zrobionym – jak podkreśla bohater – „własnymi białymi rękami”.

– Widzieliśmy wokół siebie dużo podobnych losów i nie mieliśmy wątpliwości, że historia przetrwała próbę czasu – mówi Lady Gaga. Ale we wcześniejszych remake’ach „Narodzin gwiazdy” czuło się nostalgię za odchodzącą wizją mężczyzny, zaś Bradley Cooper pisze swój film nie nostalgią, lecz goryczą.

Czasy, kiedy bełkoczący pod nosem macho z butelką whisky w dłoniach symbolizował męskość, minęły. Upadek nie ma w sobie romantyzmu. Tak jak półnagi, owłosiony facet, któremu urywa się film na kanapie whotelu tuż po zaproszeniu przyszłej żony do pokoju. Nie przypadkiem wielu krytyków sugeruje, że współczesny film powinien nosić tytuł „Pożegnanie gwiazdy”.

Jest tu jednak także katalog wyzwań, które współczesny show-biznes rzuca kobietom. Lady Gaga nie ukrywa, że w postać, którą stworzyła, włożyła dużo z siebie: – Rozumiem emocje tej dziewczyny. Kiedy w wieku 19 lat postanowiłam profesjonalnie śpiewać, par-

Na pierwszej próbie Bradley

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.