ŁAPCIE „NINĘ”, ZANIM ZNIKNIE

Nie było dotąd tekstu, w którym by dostrzeżono, że ten film to kulturowy przełom. A ja go w „Ninie” widzę

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Agnieszka Graff

ina”, debiut reżyserki Olgi Chajdas, miała potężnego pecha. Pierwszy polski film lesbijski wszedł na ekrany jednocześnie z pierwszym polskim filmem antyklerykalnym. „Kler” Smarzowskiego przyciągnął do kin dzikie tłumy (gdy piszę ten felieton – 2,5 mln widzów). W mediach zawrzało i wrze do dzisiaj. Co na to Watykan? Co na to wierni? Ile jest w Polsce dzieci księży? I najważniejsze pytanie: czy Kościół się pod wpływem „Kleru” zmieni? Otóż nie, nie zmieni się. „Kler” to świetny i ważny film (choć byłby ważniejszy dziesięć lat temu), ale Kościoła nie zmieni ani na jotę. Zamiotło się pod dywan sprawę biskupa Paetza, sprawę proboszcza z Tylawy oraz tysiąc innych podobnie obrzydliwych spraw, zamiecie się i „Kler”.

Tymczasem „Niny” szkoda iszkoda widzów, którzy „Ninę” przegapią. Bo to film niezwykły: piękny, wzruszający i mądry. A jeśli polityczny, to zupełnie inaczej niż sądzicie. Ukazała się garstka recenzji: to ktoś pochwali obyczajową odwagę lub świetną rolę tytułową, to ktoś pokręci nosem na scenariuszowe niedociągnięcia, to komuś się nie spo-

Ndobają kolory i światło. Ale nie ma dotąd tekstu, który by oddał „Ninie” sprawiedliwość, dostrzegł w niej kulturowy przełom. A ja uważam, że jest to film przełomowy.

Nina (Julia Kijowska) tkwi wmartwym związku zWojtkiem (Andrzej Konopka). Są razem od liceum i może już starczy. A może źródłami kryzysu są niepłodność, jej leczenie i presja rodziny? Tak czy owak, w ich życiu pojawia się młoda i śliczna Magda (Eliza Rycembel) i przez chwilę można pomyśleć, że będzie z tego romans (hetero, czyli zWojtkiem) albo dzidziuś (para roi sobie, że Magda będzie ich surogatką).

Co jest dalej, wiecie, bo wiecie, że to film lesbijski. Ważniejsza od fabuły jest jednak zawarta w tym filmie emocjonalna i obyczajowa prawda. Lęk, niepewność i zazdrość. Podejrzliwość, ucieczki, pogonie. Czułość, tkliwość, pożądanie. Sceny łóżkowe – nie tylko odważne, owszem, ale też jakoś zwyczajne. Wszystko to jest w „Ninie” pokazane bez skuchy. Gdzie tu przełom? Otóż ten film nie powstał na przekór Kościołowi, wbrew polskiej hipokryzji czy jako głos przeciw polskiej homofobii – on powstał obok nich, równolegle. Jedna ze scen rozgrywa się nawet wkościele. I co? I nic, tło jak tło, są też sceny w kuchni i w parku, i wszkole. Twórczynie zagrały konserwatywnej Polsce na nosie. „Kler” nie zmieni Kościoła, ale „Nina” pokazuje, jak bardzo zmieniły się w Polsce kobiety. Zaprawdę powiadam wam, łapcie „Ninę”, zanim zniknie z ekranów.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.