GDZIE SIĘ PODZIAŁY WSZYSTKIE KOBIETY?

Dlaczego, skoro wiemy przecież, że życie ludzkie nie składa się wyłącznie z polityki i wojny, o przeszłości mówimy tylko tak, jakby się właśnie z nich wyłącznie składała?

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - Anna Dziewit-Meller

dpowiedzieć sobie na pytanie: skąd przyszłam i kim wobec tego jestem? – ta myśl od kilku lat zaprzątała mi głowę częściej niż wiele innych kwestii. Pewnego dnia bowiem wmojej opowieści założycielskiej ukazała się pierwsza biała plama, której do tej pory nie dostrzegałam, potem kolejna i jeszcze następna. Oto jestem kobietą, jestem Polką, jestem matką, córką, siostrą, pisarką, a zatem – kim właściwie jestem? Skąd się wzięłam tu, z tym sposobem myślenia, jaki mam, z tym miejscem w strukturze społecznej, jakie mi wyznaczono, ztym bagażem doświadczeń, których nie mógłby mieć żaden mężczyzna, z tą, a nie inną przestrzenią, którą dla mnie świat przewidział? Kto to wszystko budował, a kto burzył?

Opowieść o „brakującej połowie dziejów” jest więc moją własną opowieścią, tak jak – jestem tego pewna – stanie się osobistą opowieścią każdej kobiety, która po nią zechce sięgnąć. Anna Kowalczyk, choć można by pomyśleć, iż próbując stworzyć syntezę dziejów kobiet na ziemiach polskich, porwała się z motyką na słońce, wykonała pracę, która – moim zdaniem – jest w stanie zmienić myślenie o naszych dziejach. Ta popularnonaukowa, napisana z dużym polotem i werwą próba wypełnienia białych plam naszej wspólnej wszak historii, to – jak we wstępie pisze sama autorka – „książka zaproszenie do odkrywania własnych przodkiń – i tych złączonych więzami krwi, i tych, z którymi łączy nas tylko i aż to miejsce na Ziemi, w którym przyszło nam żyć”. Gdzie bowiem „podziały się te wszystkie kobiety, które były tu przed nami? Dlaczego prawie nic o nich nie wiemy? I czy naprawdę nie ma o czym mówić?”

Kowalczyk w brawurowy sposób – motywowany, jak sama przyznaje, entuzjazmem amatorki – rusza więc do specjalistów, historyków, badaczy, specjalistów wswoich dziedzinach i stawia im pytania takie jak to, które usłyszał na przykład archeolog Artur Sierosławski z Państwowego Muzeum Archeologicznego wWarszawie: „Co związanego z kobietami znajdę na wystawie?”.

OTak oto razem zkolejnymi ekspertami, nieraz całkowicie zaskoczonymi pytaniem o to, gdzie podziała się połowa populacji, ruszamy w podróż przez dzieje, szukając – czasem z wielkim trudem – wzmianek o naszych przodkiniach, o kobietach, które przecież były, tak samo jak byli mężczyźni.

Ot, choćby rozdział o edukacji – jeden z najważniejszych w książce – Kowalczyk rozpoczyna od cytatu z Jadwigi z Sikorskich Klemensiewiczowej, jednej z trzech pierwszych studentek na ziemiach polskich, których pojawienie się w 1894 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie było ukoronowaniem starań rzeszy kobiet pragnących uczyć się na równi ze swoimi kolegami. Ich wejście wpoczet studenckiej braci jest tym bardziej godne wszelkich wzmianek i upamiętnień, że mniej więcej w owym czasie neurolog i filozof nauki Henryk Nussbaum dowodził, iż żadna kobieta nie da rady skończyć studiów medycznych, ponieważ ma na to po prostu zbyt mały mózg. A jednak! Najprawdopodobniej coś źle pomierzył.

Nie trzeba jednak wcale sięgać do zamierzchłych czasów sprzed wieku, by białych plam znaleźć pod dostatkiem – czym bowiem, jeśli nie białą plamą, jest opowieść o roli kobiet w „Solidarności”? Gdzie podziały się wnarracji na jej temat wszystkie kobiety, które na równi z kolegami ze Stoczni Gdańskiej powinny być jej symbolami? Na przykład Anna Walentynowicz, wszak współzałożycielka Wolnych Związków Zawodowych, która dziś kojarzy się głównie ze sporem o agenturalną przeszłość Wałęsy. Tak mówiła o sobie wPolskim Radiu: „Stoczniowcy chcieli, żebym stanęła na czele strajku, ale powiedziałam, że nie mogę, bo ranga sprawy spadnie, gdy na czele będzie baba”.

Kto pisze historię? Kto jest i z jakiego powodu stał się redaktorem w tej wielkiej księdze zwanej opowieścią o rodzaju ludzkim? Kowalczyk stawia nam wszystkim kluczowe pytania: „Jak to możliwe, że spytani oważne momenty w dziejach naszego kraju opowiadamy o nich, jakby ich uczestnikami byli wyłącznie mężczyźni?”. Dlaczego, skoro wiemy przecież, że „życie ludzkie nie składa się wyłącznie z polityki i wojny, o przeszłości mówimy tylko tak, jakby się właśnie z nich wyłącznie składała? I dlaczego nas to nie dziwi?”. A może właśnie w końcu dziwić zaczyna i dlatego powstała taka bardzo potrzebna książka.

Anna Kowalczyk wykonała pracę, która może zmienić myślenie o naszych dziejach

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.