TO SIĘ UKRYWA PRZED WSZYSTKIMI

Chcesz, żeby to się zmieniło, skończyło, marzysz o zmianie, ale nie chcesz opuścić kogoś, kogo kochasz. Bo kto kochający chce utracić osobę kochaną?

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - Z Zuzanną Janin rozmawia Ewa Rogala MARCIN KALIŃSKI

zarny toczek z woalką, ciemna suknia z koronką wokół szyi, białe rękawiczki, w dłoni eleganckie binokle – taką cię zobaczyłam na planie filmu „Siłaczki” w reżyserii Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego [w kinach od stycznia 2019 r.]. Obie statystowałyśmy, ale twoja postać nie była wcale anonimowa.

W„Siłaczkach” wcieliłam się w swoją prababkę Natalię Rosińską-Egiersdorff. To ona założyła wWarszawie przy ulicy Smolnej prywatną szkołę żeńską.

Placówka działała do jej śmierci, czyli do 1920 roku. O samej szkole i aktywności Natalii Rosińskiej nie wiadomo zbyt wiele, ale dla nas, jej rodziny, dla mnie zawsze była wzorem, prawdziwą, niezłomną emancypantką. Jej postawa nauczyła mnie, by wszystko jedno kiedy, w jakich warunkach politycznych, sytuacji życiowej zawsze dążyć do wymarzonego celu.

Niesamowite, że niedawno, w czasie remontu naszego starego domu na Żoliborzu, znalazłam w stropie pod podłogą maleńką łyżeczkę zwygrawerowanymi inicjałami N.R. – to pamiątka po prababce Natalii. Teraz na mojej wystawie w galerii Foksal stała się częścią instalacji – objet trouvé, obok znalezionego w czasie remontu przełącznika prądu i misia z kluczami do bieliźniarki dziadków.

Jest tam też bambusowa fifka mojej babci i puste opakowanie po papierosach Sport mojej mamy. To symbole emancypacji. Nasze matki i babki nie mówiły o sobie „feministki”, ale wiodły życie feministek, były studentkami, uprawiały sport, nosiły spodnie przed wojną, a odlotowe mini – po wojnie. I paliły. Teraz rozumiem, dlaczego chciałaś utrwalić postać swojej prababki w filmie o polskich emancypantkach.

Myślę, że „Siłaczki” to najważniejszy film tego stulecia, temat absolutnie przegapiony przez polskich reżyserów. Dlaczego w szkołach nie uczymy się o Bujwidowej, Dulębiance i innych kobietach, które walczyły o nasze prawa? Dlaczego wcześniej nikt nie opowiedział historii naszych sufrażystek? Dlaczego takiego filmu nie zrobił Andrzej Wajda?

CNo właśnie – dlaczego?

Bo reżyserzy mężczyźni od dawna robią kolejne ekranizacje XIX-wiecznego mitu mężczyzny. Wajda zresztą nieraz wygumkowywał kobiety. Film „Powidoki” jest oWładysławie Strzemińskim, ale brutalnie została w nim pominięta Katarzyna Kobro. W filmie oWałęsie wjednej ze zrekonstruowanych scen nie ma Ewy Ossowskiej, która nawoływała do kontynuowania strajku w Stoczni. Jest na to nawet dowód w postaci archiwalnego zdjęcia, które wykorzystałam w swojej pracy „Wajda. Wałęsa. Ossowska” – obecnie na wystawie „Niepodległe. Kobiety a dyskurs narodowy” wMSN wWarszawie. Niebywałe, że ten męskocentryczny świat tak mocno się trzyma.

To jest nie do zniesienia. Gdzie są kobiety? W filmach biograficznych mocne, ważne kobiece postacie są wyeliminowane. W kolekcjach polskich muzeów jest mniej niż 20-30 proc. prac kobiet. Nawet w Muzeum Sztuki Nowoczesnej niewiele więcej. A ja pytam: gdzie są ich emocje, światy, potyczki z życiem, zachwyty i odkrycia, które analizuje i dostrzega sztuka? Męczy mnie świat „objaśniany przez mężczyzn”. Wolę świat objaśniany mężczyznom. Bo jest wiele do objaśnienia.

Czujesz się siłaczką?

Mam wrażenie, że jestem tak postrzegana i traktowana. Ale są we mnie skrajne sprzeczności. Z jednej strony jestem naprawdę wrażliwa, mam cienką skórę, łatwo mnie zranić, a z drugiej – jestem silna, mam w sobie instynkt, który sprawia, że wszystkie swoje straty przerabiam na zyski i z nich też m.in. tworzę swoją sztukę. Wychowałam się w domu odbudowanym z ruin bombardowania i wiem, że każde zgliszcza można zamienić w piękną budowlę.

Kiedy byłam młoda, miałam swój rodzinny bezpieczny dom, a jednak postanowiłam być osobą niezależną, wałęsałam się po Warszawie, a także po Londynie, który okazał się moim drugim miejscem na ziemi.

Miałam nawet wtedy taką fantazję, że wyemigruję, to były lata 80. Jednak nie zostałam za granicą, wróciłam do Warszawy, ale Londyn i tak wraca do mnie. Tam urodziła się moja córka, tam działała filia mojej ukochanej galerii lokal_30 i dziś znowu to mój drugi dom.

Wszystko, co spotyka mnie w życiu, nawet to, co złe, kolekcjonuję i przetwarzam na to, co dobre dla mnie.

Ból zamieniasz w sztukę?

Ból jest jakimś zasobem, doświadczeniem, które każe myśleć, przeżyć i uzbroić się na przyszłość. Zajmuję się w sztuce tematami granicznymi i wypełniam puste, nieopisane przestrzenie. W tym roku przygotowałam performance na swoją wystawę „Historia pewnej zdrady” odbywający się w instalacji wideo „ROOMS / POKOJE”.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.