Wolę być szczęśliwa, niż mieć rację

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - PLEBISCYT „WYSOKICH OBCASÓW” POLKA STULECIA - Z Urszulą Dudziak rozmawia Aga Kozak

uszę ci, Aga, powiedzieć, że miałam w życiu taki czas, kiedy uważałam, że cały świat powinien należeć kobiet. Mężczyzn trzeba uspokoić, przeznaczyć ich do innych celów, no, jednym słowem – spacyfikować.

Jestem zodiakalną Wagą – czyli mam raz tak, raz tak – i żeby osiągnąć równowagę, potrzebuję dystansu, czasu i zrozumienia procesów, które się toczą wokół mnie.

Wiem, że jak się czymś „podpalę”, to lecę. I mówię sobie wtedy: „Uważaj, Ula, za dużo jest w tym emocji, a wiesz dobrze, czym to grozi”. Ja potrzebuję – jak to William Butler Yeats pięknie kiedyś ujął – „rzucić chłodnym okiem na życie i śmierć”. A jak tak teraz rzucasz chłodnym okiem, to co widzisz? Bo ja widzę, że łatwo nam nie jest. I kobietom, i mężczyznom.

Ależ oczywiście! Ale to my, kobiety, jesteśmy ciągle w gorszej sytuacji.

Proces docenienia nas, zmiany myślenia o nas jest bardzo powolny. Ciągle druga strona nie rozumie, że naprawdę możemy pomóc: i wrodzinie, i na podwórku, na ulicy, wpaństwie i na świecie, i na naszej planecie.

Musimy mieć więcej do powiedzenia, czyli więcej władzy.

Układ patriarchalny ma się za dobrze. Bez silnego kobiecego głosu mało i za wolno się zmienia. Intensywnie obserwuję przyrodę iwiem, że gdy ona ma te pierwiastki – męski i kobiecy – w równowadze, to

wszystko działa.

MAmy, zamiast dążyć do balansu, błądzimy i ulegamy terrorowi trendów. Ostatnio czytałam bardzo ciekawy artykuł w „New York Timesie” o operacjach plastycznych. W Ameryce jak ktoś sobie nie zrobi operacji, ma zmarszczki albo tu mu coś zwisa, to tak, jakby miał dziurawe zęby i unikał dentysty.

Uważam za niezwykle krzywdzący stereotyp, że trzeba się wstydzić starości i że starzenie się jest właściwie chorobą. Narzuciły go koncerny farmaceutyczne i kosmetyczne, bo dzięki niemu zarabiają pieniądze.

Ja z tym stereotypem ostentacyjnie walczę. A ty szukasz w tym balansu.

A tak – między starszą generacją i młodą generacją. Żeby nie było tak, że młoda dziewczyna, jak ty, patrzy na starsze kobiety, jak ja, i mówi: „Dinozaury, spadajcie, zróbcie nam, młodym, miejsce!”. A dinozaury patrzą na tę młodą i myślą: „Jezu, jaka ona szczupła, jaką ma gładką cerę, jaka laska. Ja też chcę być taka!”, i robią sobie różne rzeczy – wymazują całą historię swojego życia z twarzy i chcąc poprawić naturę, nieczęsto robią sobie krzywdę.

A przepaść między tymi dwiema generacjami, o których mówię, robi się dziś olbrzymia. I to jest niepraktyczne. Bo na wagę złota jest doświadczenie – wiedzę możesz sobie wygooglować, ale doświadczenia, które przychodzi z wiekiem, już nie.

Jestem przykładem kobiety, która ma 75 lat, jest w świetnej formie, pełna życia, ma niezwykłą energię. I to może mieć każda kobieta. Porzućmy to nasze „nie umiem”, „nie uda się”, „nie nadaję się”, „ ja już tak mam”. Na swoich koncertach – i wksiążkach – mówisz, że zawsze możemy sięgnąć po naszą moc. Rozwinąć swój potencjał.

Oczywiście, nasza moc to wielka rzecz. Każdy ją ma. Choć czasem albo nie szuka- my wystarczająco dokładnie, albo uważamy, że nie mamy jej w ogóle, bo ktoś nam powiedział coś krytycznego.

Jeśli chcemy mieć szczęśliwe życie, powinniśmy wykorzystać swój potencjał i sami zadbać o zdrowy, zbalansowany stan umysłu. Ale ludziom wygodniej jest nie korzystać z własnej mocy… Nie trzeba wtedy nic robić. A jak się ma moc i potencjał, to trzeba coś robić.

Oczywiście. A najwygodniej to w ogóle być ofiarą. Żyć w przekonaniu, że to, co się dzieje, to wina nie nasza, ale nauczyciela, matki, ojca, męża, który mnie zostawił. To jest powszechnie znany syndrom ofiary.

Tymczasem nasz własny potencjał może zmienić całe nasze życie. A czym jest ten „potencjał”?

To energia, która jest jak wulkan, który czeka na erupcję – często niewydobyta na światło dzienne zostaje nawet nie tyle niedostrzeżona, ile upchnięta gdzieś i ujarzmiona. Więc jak nie ma ujścia, to wybucha. Niekoniecznie w dobrym miejscu, bo jak ta sfrustrowana energia przypadkowo gdzieś tam zaczyna błądzić, może być kłopot. Warto więc nią kierować. Mogę ci opowiedzieć, co mi się przed chwilą zdarzyło?

Przed wyjściem z domu przez roztargnienie nie mogłam znaleźć swojej portmonetki. Kiedyś bym się wkurzała i klęła jak szewc. A teraz mówię do siebie pieszczotliwie: „Uleńko, nie denerwuj się, Aga na ciebie poczeka, aty przecież wiesz, że za chwilę znajdziesz, kochana moja, ten twój portfelik”. I oczywiście za minutkę go znalazłam. I prawie zawsze znajduję, jak coś mi się zawieruszy. Spróbuj. Zdziwisz się, jak to działa. U ciebie to zaklinanie jest bardzo ważne, niczym u rasowej wiedźmy.

Zaklinanie, czyli inaczej pilnowanie myśli, to jest esencja, bo myśl to materia, czyli sprawdza się to, co sobie wymyślimy. Trzeba uważać, co się myśli, i nie nakrę-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.