ONA WALCZY O CIEBIE i O MNIE

Męskie Granie? Chciałem podważyć tę cieknącą testosteronem nazwę. Pomyślałem, że należy do projektu zaprosić kobiety, by opowiedziały o dzisiejszych sprawach swoim głosem

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - URODA - Z Tomaszem Organkiem, muzykiem, rozmawia Natalia Waloch Harem Organka?

statnio ostro wystąpiłeś przeciw pewnemu felietoniście, który napisał tekst o tym, że dziewczyny z krótkimi włosami na Marszu Równości w Toruniu mają w sobie „mniejsze stężenie kobiecości” niż długowłose dziewczęta w zwiewnych sukienkach i rzemykowych sandałach. To było jawnie obleśne, chamskie i seksistowskie. Chodziło o styl i protekcjonalny ton. Mamy tego w Polsce mnóstwo: w polityce, na ulicy, w sklepie, w mediach. Teraz mieliśmy kampanię wyborczą, więc jest sporo nowych przykładów. Wystarczy sobie przypomnieć, jak prezydent Legionowa przedstawiał kandydatki do rady miasta.

OJak konie na targu.

Otóż to, dobrze, że im nie kazał pokazywać zębów. To jest straszne. Mniej więcej wtedy właśnie ukazał się ten felieton i tego było po prostu już za wiele. Naczelny portalu próbował za to przepraszać, ale w sumie napisał, że to wolność słowa. Tymczasem takiego gościa należałoby wywalić z redakcji i wysłać do szkoły, bo najwyraźniej nie rozumie, czym jest seksizm. Jemu się pewnie wydaje, że pochlebnie wyraził się o tych archetypicznych kobietach z długimi włosami, wyznając, że je lubi. Tylko sęk w tym, że on w ogóle nie ma prawa do oceniania kobiet w taki sposób. Na jakiej podstawie ktoś ma decydować, czy któraś kobieta jest kobietą w większym czy mniejszym stopniu? I nie trafia do mnie argument o wolności słowa. Gdyby autor zechciał napisać o swoim stosunku do samej idei Marszu Równości, to jakikolwiek by on był, nie odezwałbym się słowem, bo na tym polega postulowana przez redaktora naczelnego wolność słowa, ale on użył bardzo seksistowskiego języka w celu ośmieszenia tych kobiet. To nie jest wolność słowa, to zwykłe chamstwo. Ty, robiąc projekt ØNA na festiwalu Męskie Granie, oddałeś scenę kobietom.

I widzisz, największy problem miałem z tym, co właśnie powiedziałaś: że to ja miałem kobietom coś oddać. Czyli że coś było moje, a ja to odstąpiłem. Na początku, kiedy rozmawialiśmy z panami z agencji, która organizuje Męskie Granie, padł pomysł, żebyśmy zrobili coś, co by się nazywało „Organek i kobiety”.

No właśnie! Dlatego powiedziałem, że nigdy nie zrobimy takiego koncertu, bo to brzmi protekcjonalnie. Czy jakaś kobieta, np. Kasia Nosowska, robiła kiedyś koncert „Kasia i mężczyźni”? Masz ucho tak wyczulone na klisze kulturowe dlatego, że jesteś filologiem? Nie każdy słyszy w języku takie rzeczy.

Na pewno to się bierze ze studiów filologicznych w tym sensie, że tam się po prostu czyta dużo literatury. Na szczęście myśmy na anglistyce nie czytali jedynie literatury angielskiej i amerykańskiej, tylko był duży nacisk na literaturę powszechną. Słowo jest dla mnie bardzo ważne, można powiedzieć. Bo to zaczęło się tak, że miałem napisanych mnóstwo tekstów i dopiero potem pomyślałem, że trampoliną dla nich może być zespół. A co do projektu, to nazwa ØNA pojawiła się po burzy mózgów. Była najprostsza z możliwych, ale też zawierała w sobie całą istotę rzeczy. Największy kłopot miałem z dzwonieniem do tych wszystkich artystek i tłumaczeniem im, o co chodzi. Pierwszym problemem było wyjaśnianie, dlaczego do nich dzwonię i chcę im udostępnić scenę.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.