GWAŁCĄ. ALE NIE U NAS

Tytuł „Un-Heroic Act” nawiązuje do wyrażenia „gwałt heroiczny” charakteryzującego gwałt jako dramatyczną walkę, której kulminacją jest romantyczne poddanie

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - Z Moniką Fabijańską, kuratorką wystawy „The Un-Heroic Act: Representations of Rape in Contemporary Women’s Art in the U.S.”, rozmawia Monika Stelmach

wystawie „Un-Heroic Act” napisały wszystkie ważne gazety w Stanach. Zaprosiła do niej pani 20 Amerykanek reprezentujących trzy pokolenia i różne pochodzenie etniczne. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że artystki tak często poruszają temat gwałtu.

Jeszcze trzy lata temu ja też tego nie wiedziałam. W grudniu 2014 roku moja przyjaciółka Carolee Thea, niegdyś artystka, dziś ceniona autorka książek o sztuce, dała się namówić na pokazanie mi swojej sztuki. Wśród slajdów zobaczyłam fotografię instalacji przedstawiającej realistyczną scenę gwałtu zbiorowego w skali 1:1. Była inspirowana głośną sprawą Central Park Jogger z 1989 roku, kiedy to zgwałcono i zmasakrowano dziewczynę biegającą po Central Parku. Ta praca mnie zaskoczyła. Thea nie była nieznaną artystką – miała wystawy oraz recenzję w „New York Timesie”. Zapytałam: „A to gdzie wystawiałaś?”. „Chyba zwariowałaś, nikt nigdy by tego nie wystawił”, odpowiedziała.

Jestem wyczulona na wszelką cenzurę. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest więcej prac

Ona temat gwałtu, których nigdy nie widzieliśmy. Tego samego wieczoru otworzyłam wyszukiwarkę i wciągu kilku godzin znalazłam ich dziesiątki – tylko autorstwa najsłynniejszych artystek. Stało się dla mnie jasne, że to jeden z głównych tematów wsztuce kobiecej, całkowicie przemilczany w historii sztuki. Wystawa ma wypełnić tę lukę.

Tytuł nawiązuje do wyrażenia „gwałt heroiczny” charakteryzującego męską narrację gwałtu jako dramatyczną walkę, której kulminacją jest romantyczne poddanie. Użyła go Susan Brownmiller w przełomowej książce „Wbrew naszej woli. Mężczyźni, kobiety i gwałt” (1975). Tym, co radykalnie odróżnia prace kobiet, jest skupienie się nie na akcji czy dramacie, ale na trwałej psychicznej dewastacji ofiary – jej cierpieniu, wstydzie, milczeniu i samotności. Wystawa opowiada o różnych aspektach gwałtu w Stanach Zjednoczonych, choć przecież ten problem nie ma granic.

Kiedy w 2015 roku zaczęłam pracować nad wystawą, najczęstszą reakcją otoczenia było pukanie się w czoło. Amerykanie pytali, dlaczego tak straszny temat, a do tego obcy amerykańskiej kulturze, bo przecież gwałcą wIndiach, Rumunii, Bośni, ale „nie tu”, „nie u nas”. Sztuka i statystyki mówiły co innego. Te reakcje spowodowały, że postanowiłam się skupić wyłącznie na sztuce amerykańskiej, a nie wzmacniać wrażenie, że to egzotyczny problem. Jak udało się przekonać galerię, że to ważny temat?

Wlipcu 2015 roku tygodnik „New York” opublikował na okładce zdjęcia 36 kobiet, które oskarżyły Billa Cosby’ego o gwałt. Wtedy mogłam przestać tłumaczyć, że w USA problem naprawdę jest poważny. A galerii nie było trudno przekonać tylko dlatego, że John Jay College to uczelnia specjalizująca się w kryminologii i prawie karnym – zostałam zaproszona, by złożyć tam propozycję wystawy, i pomyślałam, że to może jedyna instytucja, która taki projekt zechce pokazać. Znacznie trudniej było znaleźć sponsorów. Rok pracy poświęciłam wyłącznie zbieraniu funduszy – mimo powstania ruchu #MeToo. Na wystawie są prace sprzed 40 lat. Dlaczego trzeba było tak długo czekać, żeby temat został potraktowany poważnie?

Naima Ramos-Chapman „I nic się nie stało”, 2016, film cyfrowy, kolor, dźwięk, 16 min

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.