CZAROWNICA Z ŁOMEM W DŁONI

Już nie chcę być popularna, nie chcę siedzieć każdego ranka i odpowiadać na pytania, nie chcę być miła i nie chcę, żeby pisały o mnie tygodniki

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - ODKRYCIE CARMEN MARIA MACHADO - TEKST AGATA NAPIÓRSKA

ędąc już bardzo znaną pisarką, Astrid Lindgren stała się zagorzałą aktywistką społeczną – stawała w obronie słabszych i uciśnionych, krzywdzonych dzieci, źle traktowanych zwierząt. Jak mało kto potrafiła wykorzystać popularność do czynienia dobra. Ojej rytuałach i nawykach, o tym, jak pracowała, o jej wpływie na społeczeństwo i politykę oraz o tym, jak pozostać sobą, będąc bardzo znaną osobą, opowiedziała mi jej wnuczka Annika Lindgren.

Bw chłopskiej rodzinie wSmalandii, w miejscowości Näs, którą potem uwieczniła w „Dzieciach z Bullerbyn”. Miała otwartych i pracowitych rodziców, którzy codziennie wieczorem w łóżku gawędzili o drobnych wydarzeniach dnia, po czym matka śpiewała psalmy, a ojciec odmawiał „Ojcze nasz”.

Trójka jej rodzeństwa także w przyszłości będzie pracować ze słowami: brat Gunnar będzie pisał satyryczne roczniki o życiu politycznym wSzwecji, siostra Ingegerd zostanie dziennikarką, a Stina – dziennikarką i tłumaczką.

Cała czwórka wychowywana była w poczuciu bezpieczeństwa i swobody. Oczywiście także w karności i według Bożych przykazań, jednak Astrid często podkreślała we wspomnieniach, że podczas zabaw nikt ich nie pilnował: „Bawiliśmy się, bawili i bawili, że to aż dziwne, żeśmy się nie zabawili na śmierć. Łaziliśmy jak małpięta po drzewach i po dachu domu, na strychu skakaliśmy ze stosów desek na siano, tak że aż jęczało nam wbrzuchu, wciskaliśmy się w niebezpieczne tunele w wielkich zsypiskach trocin, pływaliśmy w rzece na długo przedtem, zanim naprawdę nauczyliśmy się pływać”.

Matka Hanna nigdy nie stawiała dzieciom niemożliwych do wykonania żądań i nie gde- rała, że mają być punktualnie na obiedzie albo że ubrudziły czy podarły ubrania.

Ojciec Samuel August, zarządca ziemski na ponad 80 morgach, do wychowywania się nie wtrącał. Stale okazywał, jak jest szczęśliwy z matką. „My, dzieci, przywykłyśmy do widoku naszego ojca, jak codziennie przynajmniej przez chwilę obejmował pieszczotliwie naszą matkę. Czuliśmy się pewnie z tym dwojgiem ludzi, którzy byli sobie tacy bliscy i którzy stale byli obecni, jeśli tylko ich potrzebowaliśmy”.

Ale dzieciństwo czwórki rodzeństwa nie upływało wyłącznie na zabawach. „Było rzeczą naturalną, że uczyliśmy się pracować” – opowiadała Lindgren swojej biografce. Wwieku sześciu lat przerywała buraki i zbierała pokrzywę dla kurcząt, pracowała przy żniwach, nawet rano przed swoim bierzmowaniem nosiła snopki żyta. Od pracy nie można było uciec ani się od niej wymigać. „Sądzę, że to była pożyteczna lekcja, która w późniejszym życiu pomagała człowiekowi znosić okropnie nudną pracę bez wielkiego stękania czy narzekania” – pisała potem.

Astrid Lindgren bez większego problemu potrafiła wstawać o świcie i pracować, jeszcze nim poszła do pracy.

– W ciągu 24 lat pracy w wydawnictwie Rabén & Sjögren, gdzie była redaktorką, zwykle budziła się o piątej, żeby rano jeszcze popisać. Parzyła sobie herbatę, przygotowywała kanapkę z serem pleśniowym i marmoladą pomarańczową na gruboziarnistym chlebie i stenografowała, leżąc w łóżku w koszuli nocnej – mówi wnuczka Annika. – Potrafiła napisać dziesięć wersji tego samego fragmentu. Dopiero kiedy miała pewność, że to już wersja ostateczna, przepisywała tekst na maszynie. O ósmej rano wyjeżdżała do wydawnictwa. Kończyła o 17, wracała do domu i czytała. Popołudniami spotykała się z przyjaciółmi, ale też miała stale spotkania w bibliotekach i szkołach. Właściwie nikt nie wiedział, kiedy na to wszystko znajdowała czas.

– Babcia pracowała także na wakacjach: co roku latem miała trzy miesiące urlopu w wydawnictwie. Wtedy z całą rodziną jechała na wieś, gdzie również codziennie wstawała koło piątej – wtedy powstawały jej książki. Mieszkaliśmy obok, nasze letnie domy były na tej samej wyspie. Jednak do obiadu dzieciom nie wolno było jej przeszkadzać – wspomina Annika Lindgren.

przepisywała przez kalkę na podróżnej maszynie do pisania marki Halda. Na 80. urodziny dostała od producenta prototyp nowej maszyny elektrycznej. Ale nigdy z niej nie skorzystała, uznając, że takie wymysły są nie dla niej. Nowinki techniczne w ogóle jej nie interesowały. Od auta wolała rower. Prawo jazdy zdecydowała się zrobić dopiero po śmierci męża (który także nie prowadził samochodu – jako prezes Zrzeszenia Motorowego korzystał z pomocy szofera). Kiedy egzaminator chciał ją oblać, Astrid wypaliła: „Ależ nie może pan tego zrobić tuż przed Bożym Narodzeniem!”, i tłumaczyła, że potrzebuje prawa jazdy, by w razie wojny wywieźć dzieci i wnuki w bezpieczne miejsce. Na co egzaminator stwierdził, że prowadzenie przez nią samochodu jest większym niebezpieczeństwem dla dzieci niż wojna. W końcu jednak zdała egzamin, kupiła czarne volvo, które po niecałym roku odstawiła na parking i wróciła do jazdy rowerem. Rodzina odczuła ulgę.

Jeśli chodzi o inne techniczne nowości – walbumie „Portrety Astrid Lindgren” jest

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.