DZIECI NIE BĘDZIE

Nie pytajmy, jak utrzymać związek bez dziecka. Pary mogą być równie szczęśliwe z dzieckiem, jak bez niego

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - POEZJA - Tomaszem Teodorczykiem rozmawia Magdalena Karst-Adamczyk RYSUNEK ANNA RUDAK

To jest osobne pytanie. Większość psychologów czy psychoterapeutów zgodziłaby się z poglądem, że człowiek nie jest monolitem, jednością. Jest pokawałkowany, zawiera w sobie różne aspekty, postawy, różne figury wewnętrzne. Każdy z nas jest jakby parlamentem, wktórym występują posłowie zgrupowani w rozmaite partie. Jeśli pani mówi, że ktoś chce mieć dziecko, to należałoby zapytać, jaka partia w tym parlamencie chce dziecka. Bo to jest ewidentnie pogląd, który nie jest głoszony przez cały parlament, tylko przez jakąś jego część, mniejszą lub większą. Załóżmy, że któraś partia mówi, iż rodzicielstwo jest warunkiem spełnienia się jako kobiety, jako mężczyzny, jako pary.

Tu wchodzimy w zagadnienie tożsamości człowieka. To rodzaj nakładki na rzeczywistość – na różnorodność, którą mamy w sobie, i tę, która jest na zewnątrz. Z jednej strony ta nakładka pozwala nam w miarę sprawnie funkcjonować, bo dzieli świat, zachowania, poglądy itp. na to, co jest zgodne z naszą tożsamością, oraz na to, co jest z nią niezgodne. Zwykle to, co jest zgodne, akceptujemy, a to, co niezgodne, odrzucamy. Problem polega na tym, że ta nakładka bardzo upraszcza i ogranicza percepcję człowieka. Jest kobieta, jest mężczyzna, chcą mieć dziecko. Ta potrzeba wynika z tożsamości każdego z nich. Długo się starają, aż idą do lekarza i dowiadują się, że jest problem.

To jest ten moment, w którym ich tożsamość zostaje wystawiona na próbę. Rodzi się pytanie: dlaczego nam się to nie udaje?

Musimy pomieścić to wydarzenie, które sprzeciwia się naszej tożsamości, w naszym wewnętrznym parlamencie. I każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego? Odpowiedź będzie zależna od tego, jaka ideologia tę osobę ukształtowała. Jeżeli ma ona tożsamość religijną, będzie tłumaczyła ten fakt wkategoriach religijnych, np. „to jest kara za grzechy” albo „to jest wola Boga”. Ktoś, kto nie jest religijny, wytłumaczy to sobie biologią. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś, kto bardzo chce dzieci, a nie może ich mieć, wytłumaczy sobie ten fakt w taki czy inny sposób i to zapewni mu spokój.

Jeżeli się pani rozejrzy w życiu dowolnego człowieka, zobaczy pani, jak trudno utrzymać tożsamość w obliczu różnych zdarzeń, które jej zaprzeczają. Oczywiście człowiek zwykle robi wszystko, aby zachować swoją tożsamość, i wszystko, co jej przeczy, próbuje wytłumaczyć, zracjonalizować. Np. uważam, że jestem człowiekiem spokojnym, ale od czasu do czasu daję komuś wmordę lub robię karczemną awanturę. Co robię? Pewnie się pan tłumaczy: to on/ona mnie sprowokował/a.

Albo diabeł mnie opętał – jeśli mam tożsamość religijną. Tak czy inaczej, dochodzimy do kwestii rozwoju człowieka. Moim zdaniem rozwój to umiejętność używania nieprzyjemnych doświadczeń do poszerzania własnej tożsamości. Jeżeli komuś przywaliłem, rozwojem będzie, kiedy uznam, że generalnie jestem kulturalnym człowiekiem, ale czasem bywam agresywny. Nie walczę z tym, co do mnie przychodzi, tylko używam tego do zmiany swojego sztywnego podejścia, poszerzenia go, uelastycznienia. A dopiero potem mogę próbować coś z tym zrobić. Odnosi się to do różnego rodzaju zjawisk. Np. człowiek opiera swoją tożsamość na tym, że jest zdrowy, a potem okazuje się, że jest chory. Myśli, że jest wszczęśliwym związku, a dowiaduje się, że partner czy partnerka go zdradziła.

Pozostaje to zaakceptować?

Ludzie często myślą, że wykorzystanie negatywnych zdarzeń polega wyłącznie na ich akceptowaniu. Nieprawda. To tylko jedno z możliwych rozwiązań.

Załóżmy, że jestem w związku i że jestem wrażliwym facetem uwzględniającym potrzeby partnerki bardziej niż swoje. Dowiaduję się, że ona mnie zdradziła. Wykorzystanie tego faktu może polegać na tym, że pomyślę, iż sprawa wierności jednak nie jest tak istotna, jak mi

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.