Absolwent: mechanik czy humanista?

Jeśli nauczyciele nie dostaną podwyżek i nie poprawimy wizerunku kształcenia zawodowego, wszyscy młodzi zdolni nam wyjadą, a reszta nie znajdzie pracy – pisze w liście do „Gazety” Krystyna Boczkowska, prezes firmy Robert Bosch

Gazeta Wyborcza - - PROJEKT: PRACA - Krystyna Boczkowska* *Krystyna Boczkowska – jest prezesem firmy Robert Bosch w Polsce. Jej przedsiębiorstwo zatrudnia 2 tys. osób na stanowiskach technicznych, sprzedażowych, usługowych, menedżerskich i szkoleniowych

Zaprzyjaźniona firma polsko-niemiecka zatrudniła ostatnio absolwentkę germanistyki. Dziewczyna nie potrafi powiedzieć po niemiecku trudniejszego zdania. W końcu przyjęto ją na stanowisko recepcjonistki, ale zachodziliśmy wszyscy w głowę: Jak to możliwe? Po pięciu latach studiów na filologii niemieckiej? Jestem szefem dużej międzynarodowej firmy działającej na rynku polskim od ponad 20 lat. Zatrudniam prawie 2 tys. osób na bardzo różnych stanowiskach: od obsługi technicznej, poprzez specjalistów od sprzedaży i szkoleniowców, aż po menedżerów. Na nasze ogłoszenie o pracę nierzadko odpowiada 1 tys. osób. Na rozmowę zapraszamy zaledwie dwie, i tak jedynie częściowo spełniające wymagania. Bywa, że musimy rekrutację powtórzyć. Koszty są przez to dużo wyższe, a czas wydłużony.

Od lat obserwuję absolwentów szkół wyższych i średnich, którzy najczęściej nie mają wiedzy ani umiejętności, jakie są poszukiwane na rynku pracy.

Winię za to polski system edukacji. To przecież jego naczelnym zadaniem jest właściwe i kompetentne przygotowanie młodych ludzi do włączenia się w życie społeczno-gospodarcze, czyli do podejmowania pracy. Niestety, zapaść intelektualna, która nastąpiła po ostatnich reformach systemu edukacji, a w szczególności po wprowadzeniu gimnazjów i załamaniu się szkolnictwa zawodowego, sprawiła, że to zadanie nie jest w ogóle realizowane. A to grozi poważnymi konsekwencjami dla Polski.

Po pierwsze, brakiem pracy dla młodych, o czym od lat głośno w mediach i nie tylko. Bezrobocie wśród młodzieży do lat 24 dochodzi do 28 proc. i ciągle rośnie. Przyczyną jest przede wszystkim nadmiar absolwentów uczelni. Polska ma taką samą liczbę uniwersytetów i politechnik jak Niemcy przy liczbie mieszkańców o połowę mniejszej.

Dodatkowo system edukacji w nadmiarze „produkuje” specjalistów, na których zapotrzebowanie jest minimalne. Efekt? Nadmiar absolwentów z niewłaściwymi kompetencjami i osłabym poziomie wiedzy. Niektórzy z pracodawców wykorzystują sytuację, w której na jedno miejsce pracy zgłasza się więcej niż 10 zdesperowanych kandydatów, i zaniżają znacząco wynagrodzenia.

Ci absolwenci, którzy mają większe ambicje i możliwości (biegła znajomość języków obcych, praktyki zagraniczne, pomoc finansowa rodziców), sfrustrowani długim procesem poszukiwania pracy i nieatrakcyjną ofertą płacową, bez trudu znajdują pracę za granicą. W efekcie kształcimy najlepszych na potrzeby innych rynków pracy, które dużo lepiej potrafią wykorzystać ich kompetencje i talenty.

Rzetelna edukacja jest receptą na większość polskich bolączek: zatrzyma najlepszych w kraju, przyciągnie inwestorów, podniesie poziom życia

Na słaby poziom wiedzy naszych absolwentów ma też wpływ drastyczne obniżenie poziomu matury. Aby ją zdać, wystarczy zaliczyć ledwie 30 proc. testów (dla porównania – aby zdać egzamin zawodowy, należy zaliczyć 75 proc. testów). Co gorsza, zostały zniesione egzaminy na wyższe uczelnie. Wwalce o studentów uczelnie państwowe i prywatne coraz bardziej obniżają barierę przyjęć, co automatycznie psuje poziom nauczania.

Osobny temat to uczelnie prywatne, które przyjmują wszystkich, a podstawowym lub jedynym kryterium jest opłacenie czesnego. Poziom większości z nich jest tak niski, że potocznie określa się je jako szkoły „żartu i fartu”. Konsekwencją tego jest wyraźna niechęć pracodawców do przyjmowania do pracy absolwentów takich uczelni. To ważna informacja dla rodziców, którzy nierzadko kosztem dużych wyrzeczeń łożą na kształcenie swoich dzieci w takich szkołach, a potem przeżywają dramat dziecka, które nie może znaleźć pracy.

Ale prawdziwą piętą achillesową polskiej gospodarki jest żenujący poziom szkolnictwa zawodowego. Za ustawą, która miała coś w tej sprawie zmienić, nie poszły żadne pieniądze, a nie da się przecież reformować szkolnictwa zawodowego bez doposażenia szkół średnich w nowoczesne maszyny.

Nie zadbano też o stworzenie zaplecza praktycznego (praktyki w zakładach produkcyjnych, warsztatach samochodowych etc.). W średnich szkołach samochodowych egzaminy nierzadko odbywają się na samochodach marki Fiat lub Polonez.

Skutki takiego stanu rzeczy odczuwamy wszyscy na co dzień; zanika rzemiosło, czas oczekiwania na hydraulika wydłużył się do wielu tygodni, a zagraniczni inwestorzy nie znajdują w Polsce odpowiednich specjalistów, więc po prostu stąd uciekają.

Największym błędem resortu edukacji okazało się wprowadzenie gimnazjów. W środowiskach akademickich panuje pogląd, iż od wprowadzenia gimnazjów rozpoczęła się wPolsce zapaść intelektualna. Te trzy lata edukacji są praktycznie stracone.

Gimnazja to również okres ważnych wyborów: studia poprzez liceum czy szkoła zawodowa i ewentualnie studia. Nauczyciele gimnazjów, dla których młodzież jest „nieznana”, nie potrafią, a może nie chcą doradzać. Wsystemie ośmioklasowym, w którym nauczyciele obserwowali rozwój uczniów od lat, sprawa wyboru była oczywista. Teraz pozostaje to w rękach rodziców. Jakie są skutki takiej sytuacji? Najlepsi absolwenci opuszczają Polskę, wktórej znalezienie pracy jest trudne, a płaca często nie starcza na życiowy start.

Polska staje się zapleczem Europy, gdzie lokuje się najprostsze czynności, takie jak montaż, centra usługowe etc. Obywatele pozbawieni są podstawowych usług w związku z niewystarczającą liczbą absolwentów szkół zawodowych, ale też z powodu braku praktycznych umiejętności.

Hasło „innowacyjna Polska” odkładamy do lamusa. Zagraniczni inwestorzy od nas uciekają. Wurzędach rośnie niekompetencja. Spada jakość i spraw- ność wszystkich systemów administracji i gospodarki. Brak wiedzy i społecznej świadomości powoduje wewnętrzne konflikty, rośnie frustracja społeczna.

Moja recepta na poprawę sytuacji jest prosta: zaczynamy od nauczycieli. To powinien być zawód dla najlepszych z najlepszych. Podnieśmy pensje tak, aby nauczyciel całkowicie mógł oddać się pracy i swojej misji. Pozwólmy mu kształcić się bez ograniczeń. Wsystemie kształcenia młodzieży połóżmy duży nacisk na myślenie, praktykę, prezentacje etc. Uczymy solidnie języków obcych. I niech WF stanie się ważnym przedmiotem.

Zmienić się powinna również szkoła. Jej zadanie to uczyć i przygotowywać do życia i pracy w coraz bardziej skomplikowanym technologicznie środowisku, uczyć samodzielności myślenia, szukania potrzebnych informacji w gąszczu dostępnej wiedzy. To powinno być miejsce wzmacniające ucznia, uczące asertywności.

Również egzamin maturalny musi odzyskać swój prestiż. Absolwent szkoły średniej ma umieć w formie pisemnej sformułować swoje myśli i je zaprezentować. Obowiązujące wtej chwili testy eliminują takie umiejętności, niezwykle przecież potrzebne w życiu zawodowym i społecznym. Dodatkowo uczelnie powinny weryfikować wiedzę kandydatów poprzez egzaminy wstępne. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego musi sprawdzać, czy wszystkie uczelnie gwarantują konieczny poziom nauczania. Dzisiaj zdarzają się absolwenci germanistyki niemówiący po niemiecku, a na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Stosunków Międzynarodowych nie uczy się w ogóle języków obcych!

Szkolnictwo zawodowe musi odzyskać prestiż. Pomoże w tym wprowadzenie systemu nauki, w którym wiedza praktyczna odzyskuje swoje miejsce. Nauczyciele zawodu powinni być specjalnie kształceni, a szkoły – dysponować nowoczesnym, adekwatnym do potrzeb wyposażeniem.

Należy się zastanowić, czy powinny nadal istnieć trzy oddzielne ministerstwa – Edukacji, Szkolnictwa Wyższego i Sportu. Tajemnicą poliszynela jest to, że szefowie tych ministerstw nie współpracują ze sobą.

Jako pracodawca oraz obywatel uważam, że rzetelna edukacja może być receptą na większość polskich bolączek: przyczyni się do zerwania ze stereotypami, zatrzyma najlepszych w kraju, przyciągnie zagraniczne inwestycje, podniesie poziom życia i zagwarantuje dalszy rozwój naszej gospodarki.

Uczniowie średnich szkół samochodowych w Polsce nie mają dostępu do najnowszych rozwiązań technicznych

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.