Brexit skończy raj na Gibraltarze?

Wyjście z UE zagrozi pozycji Gibraltaru. To „zamorskie terytorium” brytyjskie, do którego pretensje rości sobie Hiszpania, może przestać być rajem podatkowym. I przemytniczym.

Gazeta Wyborcza - - ŚWIAT - MACIEJ STASIŃSKI

Negocjacje rozwodowe to wyzwanie zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i UE. Gibraltar, choć to skrawek skały na południowym krańcu Hiszpanii, będzie kością niezgody w tych pertraktacjach. Chodzi bowiem o zasady i o miliardy euro.

Gibraltar ma 33 tys. mieszkańców i jest siedzibą 32 tys. przedsiębiorstw, w tym wielu fikcyjnych firm krzaków, przez które przepływają towary i pieniądze. Jest rajem podatkowym zarówno dla Hiszpanów, jak i Brytyjczyków.

Szczegółowe dane na temat jego gospodarki są niemożliwe do zweryfikowania. Wedle Hiszpanii statystyczny mieszkaniec Gibraltaru wypala rocznie 10 mln paczek papierosów. Władze Gibraltaru przekonują, że dane nie mają pokrycia w rzeczywistości, i przekonują, że firm jest o połowę mniej, a każdy miejscowy wypala „tylko” 3,5 mln paczek papierosów.

Gibraltar żyje z usług finansowych, hazardu i przemytu. Swoje siedziby mają tu międzynarodowe firmy hazardowe skuszone niskimi podatkami i dostępem do rynku europejskiego, tutaj zlokalizowane są też ich serwery. Hazard to jedna czwarta gospodarki Gibraltaru. Firmy z tej branży zatrudniają 3 tys. miejscowych, są warte 15 mld euro i rozwijają się niezwykle dynamicznie. 40 proc. ich klientów to obywatele UE. Jeśli Brexit pogorszy warunki robienia biznesu przez cła, taryfy czy podatki, wyniosą się najprawdopodobniej na Maltę. Kasyno internetowe 888, firmy hazardowe, jak Ladbrokes Coral Group i William Hill, już przed tym ostrzegają i pilnie śledzą, jak potoczą się brexitowe negocjacje.

Przeciętny dochód mieszkańca Gibraltaru to 64 tys. euro, po drugiej stronie, w La Linea de la Concepcion – 10 tys. euro. Bezrobocie w brytyjskiej enklawie nie istnieje, w La Linea sięga 35 proc. PKB Gibraltaru rośnie 10 proc. rocznie, to trzeci najlepszy wynik na świecie. La Linea jest jednym z najbiedniejszych zakątków Hiszpanii, wyludniłby się zupełnie, gdyby nie miejscowa rafineria i dwie fabryki. Z 63 tys. Hiszpanów mieszkających w La Linea 12 tys. codziennie chodzi do pracy na Gibraltar.

Mimo przepaści w dochodach symbioza ma się dobrze i miejscowi nie chcą zmian. Hiszpańscy pracownicy płacą podatki po brytyjskiej stronie i wolą tam pracować, bo pensje są wyższe, ale składki na ubezpieczenia społeczne płacą po hiszpańskiej stronie i tutaj pobierają emerytury, bo z kolei świadczenia są tu wyższe.

Aż 80 proc. klientów fryzjerów, pubów i dyskotek w La Linea to Gibraltarczycy.

– Jest niepewność – mówi Javer Arredondo, właściciel apteki w La Linea. – Bo jak zamkną rafinerię i fabrykę stali , zostanie nam tylko ratusz. Nie chcemy, by wróciły stare czasy, gdy do Gibraltaru jeździło się przez marokański Tanger.

– Mnie tam wszystko jedno, czy Gibraltar jest hiszpański, czy brytyjski – mówi kelner z miejscowej restauracji. – Ważne, żebyśmy mogli swobodnie przekraczać granicę i pracować.

– W La Linea są tylko hotele, knajpy i inne usługi – tłumaczy burmistrz Mario Fernández. – Jak zamkną granicę, to nie wiem, co się stanie.

Gibraltar, dawne hiszpańskie terytorium, został zajęty przez brytyjską marynarkę wojenną w 1704 r. i oddany Wielkiej Brytanii przez Hiszpanię w traktacie pokojowym z 1713 r. Ma unikalny status „brytyjskiego terytorium zamorskiego”. Chociaż nie jest niepodległym państwem i nie stanowi części Zjednoczonego Królestwa, to jest częścią Unii Europejskiej. Dzięki temu ma dostęp do jednolitego rynku europejskiego.

Londyn odpowiada jedynie za jego obronę i politykę zagraniczną. Gibraltar nie podlega w pełni ani prawu unijnemu, bo Wielka Brytania broni jego wyjątkowości, np. podatkowej, ani prawu brytyjskiemu. I z tych przywilejów Gibraltar nie zamierza rezygnować nawet po Brexicie. W ubiegłorocznym referendum 97 proc. mieszkańców głosowało za pozostaniem w Unii. Jakie przywileje jednak zdoła zachować, nie jest jasne. UE właśnie ogłosiła, że przyszłe porozumienie w sprawie Gibraltaru musi uzyskać zgodę Hiszpanii. Z tym stanowiskiem zgadzają się wszystkie kraje członkowskie UE, bo dla Madrytu Gibraltar jest wciąż brytyjską kolonią, której się całkiem nie wyrzekł. Musiał zawiesić swoje pretensje, kiedy Hiszpania wstąpiła do UE w 1986 r. Rząd w Madrycie wielokrotnie proponował Londynowi podzielenie się zwierzchnictwem nad Gibraltarem, ale pomysł odrzucali zarówno Brytyjczycy, jak i Gibraltarczycy w dwóch plebiscytach.

Madryt raczej nie zażąda po Brexicie zwrotu brytyjskiej kolonii, lecz będzie chciał ukrócić podwójne przywileje podatkowe i nieuczciwą konkurencję.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.