Szczyt Trump – Kim: Singapur odlicza dni

Luksusowy hotel na wyspie, drinki „Trump” i „Kim” na bourbonie i koreańskiej wódce oraz tysiące policjantów i dziennikarzy z całego świata – Singapur szykuje się na najważniejsze geopolityczne wydarzenie roku.

Gazeta Wyborcza - - WYDARZENIA - MARTA URZĘDOWSKA

„Serdecznie dziękujemy wspaniałym singapurskim gospodarzom za ich gościnność!” – napisała na Twitterze rzeczniczka Białego Domu Sarah Huckabee Sanders w ostatni wtorek, kiedy po tygodniach przepychanek ogłosiła, gdzie amerykański prezydent Donald Trump spotka się z przywódcą Korei Północnej Kim Dżong Unem.

Amerykanin liczy, że przekona Koreańczyka do rezygnacji z programu nuklearnego, zażegna widmo bomby atomowej w posiadaniu nieobliczalnego Pjong jangu i zwiększy szanse na pokój na Półwyspie Koreańskim. Przyznaje jednak, że na jednym spotkaniu raczej się nie skończy, a wtorkowe rozmowy w Singapurze kwituje jako „zapoznawcze”. Zapowiedział już, że jest gotów ugościć Kima w Białym Domu, choć zaprzeczył plotkom, jakoby planował zaprosić go do siebie na Florydę.

Sanders nie dziękuje Singapurczykom na wyrost. Impreza organizowana w hotelu Capella na wyspie Sentosa nie może się nie udać. Leżąca kilkaset metrów od brzegu wysepka, jedna z ponad sześćdziesięciu tworzących Singapur, słynie z doskonałych hoteli, pól golfowych, parków rozrywki i ulubionego kasyna Singapurczyków. Milionerzy stawiają tu swoje wille i przystanie dla jachtów, a sam hotel Capella zachwyca wnętrzami w starym stylu. Zaczęto go budować w XIX w. dla stacjonujących tam Brytyjczyków i foldery zachwalają, że w Capelli „stare i nowe łączy się w luksusie” (w większości pokoi noc kosztuje 500 dol., ale ceny najlepszych apartamentów sięgają 7,5 tys.).

Choć „sentosa” oznacza „spokój”, malownicza wysepka, na której stoi hotel, ma ponurą historię. Jak przypomina BBC, długo przed tym, zanim Singapur opanowali Brytyjczycy, znana była jako „wyspa leżąca dalej niż śmierć” i była ulubionym miejscem tamtejszych piratów. Kiedy w 1942 r. wpadła w ręce Japończyków, ci przemianowali ją na Światło Południa; zastrzelili tam setki Chińczyków, a egzekucje odbywały się m.in. w pobliżu hotelu Capella. Na Sentosie mieścił się też obóz dla jeńców wojennych, w którym przetrzymywano wielu alianckich żołnierzy.

Capella wygrała z inną perełką miejscowego przemysłu hotelarskiego – hotel Szangri-La tym razem musiał się obejść smakiem, choć też ma na koncie historyczne spotkania. Tym razem zatrzyma się w nim Trump, bo ponoć woli hotele położone bliżej centrum. Podobnie jak Kim, który prawdopodobnie zatrzyma się w St. Regis Singapore.

Choć więc w Capelli obaj panowie będą jedynie rozmawiać, trwają tam gorączkowe przygotowania do sensacyjnego spotkania. Jak opisuje agencja AP, odświeżane są fasady budynków, wejścia do hotelu wyścielono czerwonymi dywanami, a wszędzie pełno jest ochroniarzy. W mieście zostaną postawione na nogi dodatkowe oddziały służb bezpieczeństwa, przestrzeń powietrzna nad Singapurem będzie częściowo zamknięta, podobnie jak wiele dróg. Policja będzie zaś sprawdzać ludzi, samochody i łodzie w okolicy w trakcie szczytu.

Mimo że liczba ochroniarzy i policjantów na pewno będzie imponująca, mogą nie przebić tysięcy dziennikarzy szykujących się na relacjonowanie jednego z najważniejszych geopolitycznych wydarzeń ostatnich lat. Jak podaje AFP, po akredytacje zgłosiło się co najmniej 3 tys. osób.

Singapur to jedno z niewielu miejsc, gdzie Kim, który raczej nie bryluje na światowych salonach, ma szansę dobrze się poczuć. To miastopaństwo jako jedno z nielicznych ma północnokoreańską ambasadę, a – jak wyśledzili dziennikarze BBC – co najmniej dwie miejscowe firmy mimo sankcji ONZ na całego handlują z Pjong jangiem. Podobno cała rodzina Kimów zawsze lubiła lokować w Singapurze pieniądze i chętnie przyjeżdża tam na leczenie.

Sami Singapurczycy czekają na spotkanie ze spokojną rezygnacją. „Na pewno będzie sporo niedogodności. Czy rząd nie mógłby dać nam wolnego w tym szczególnym dniu?” – dopytuje na Facebooku pewien internauta. „O cholera, dwóch najbardziej nielubianych przywódców na świecie przyjeżdża do nas walczyć o światowy pokój” – szydzi inny.

Jednak właściciele miejscowych knajp, hoteli i sklepów zacierają ręce i liczą zyski. W barach pojawiły się już okolicznościowe drinki: „Trump” jest niebieski, a jego główny składnik to bourbon, podczas gdy czerwony „Kim” oparty jest na koreańskim soju – ryżowej wódce, która od kilku lat jest najczęściej sprzedawanym alkoholem na świecie. Oba drinki można kupić za jedyne 12,6 dolara, symbolizujące datę szczytu.

Choć przed spotkaniem nie obyło się bez kilku falstartów, a obaj przywódcy przerzucali się groźbami odwołania rozmów, Trump jest dobrej myśli. Niedawno wyznał, że nie musi się nawet specjalnie przygotowywać, bo polega na intuicji. – Tu liczy się odpowiednie podejście, chęć załatwienia sprawy – przekonywał.

Wcześniej jednak chwalił się, że jak mało kto zna się na Korei Północnej, dawno rozgryzł osobowość Kima, a do tego ma „wrodzoną umiejętność dogadywania się”.

Według cytowanych przez CNN osób z otoczenia Trumpa za nic ma on autorytet wieloletnich speców od tematu. Ponoć gniewnie dopytuje, dlaczego właściwie do tej pory nie rozwiązano problemu koreańskiego atomu, i zżyma się, że miałby słuchać rad ludzi, których jedynym osiągnięciem są coraz bardziej zaawansowane koreańskie zbrojenia.

Jakikolwiek będzie wynik spotkania dwóch najbardziej nieprzewidywalnych przywódców świata, dobrze, że zamiast dalej grozić sobie nawzajem atakiem, jednak porozmawiają. Ostatecznie, jak lubi powtarzać Donald Trump, sukces szczytu zależy wyłącznie od tego, „czy ludzie chcą, czy też nie chcą się dogadać”.

Trump przyznaje, że na jednym spotkaniu z Kimem raczej się nie skończy, a wtorkowe rozmowy w Singapurze określa jako „zapoznawcze”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.