Gdzie jest Napoleon demokracji

Im mniej w kraju reform modernizacyjnych, tym więcej polityki historycznej, bo pozwala nie tylko idealizować przeszłość, ale i przesłaniać teraźniejszość. Jak u Putina, któremu bajki o historii wielkiej Rosji zastępują prawdziwy postęp

Gazeta Wyborcza - - MAGAZYN - MACIEJ STASIŃSKI

H„Historia fałszywa jako mistrzyni fałszywej polityki” – tak zatytułował swój esej Józef Szujski, jeden z twórców krakowskiej szkoły historycznej, który w 1877 roku bronił prawdy o historii, zadając kłam mitologii narodowej. Przyczyn upadku Polski w XVIII wieku oraz słabości myśli i polityki doby rozbiorów Szujski wraz z Michałem Bobrzyńskim i Walerianem Kalinką szukali w samych Polakach, a nie w spiskach najeźdźców. Przyczyn słabości narodu upatrywali w hołdowaniu swawoli i konspiracji, odrzucaniu prawa do krytyki, uleganiu gorączce namiętności i trzymaniu się dogmatów. Bronili rozumu przeciw sercu, wiedzy – choćby przykrej – przeciw ślepej wierze.

Czy to, czego broniła szkoła krakowska, nie ustępuje i dziś pod naporem ideologii i zabobonu? – zastanawiali się niedawno podczas debaty „Wyborczej” pod hasłem zaczerpniętym z Szujskiego Anne Applebaum, antropolożka Joanna Tokarska-Bakir, dyrektor muzeum Polin Dariusz Stola i wybitny ukraiński historyk Jarosław Hrycak.

– Czy historia nie staje się znowu narzędziem do bicia przeciwników oraz okłamywania ludzi? Czy polityka historyczna w Polsce i w innych miejscach świata nie służy niszczeniu prawdy historycznej? Czy historia nie staje się znowu dziwką, jak pisał Paweł Jasienica? – zapytał Adam Michnik.

– To bardzo stare kłopoty – odpowiedziała prof. Joanna Tokarska-Bakir, autorka pomnikowej książki „Pod klątwą”, demaskacji mitów o pogromie w Kielcach w 1946 roku. – Już w Atenach uważano, że prawda i prawdomówność są jednym z głównych filarów demokracji. Kiedy jej braknie, demos, czyli lud, wystawiony będzie na pochlebstwo, stanie się bezbronny wobec manipulacji, bo pozbawiony wiedzy.

Anne Applebaum dowodziła, że każde społeczeństwo używa historii, a ostatnie doświadczenia wielu krajów pokazują, że nic nie jest skończone. W USA stawiane są na nowo, wydawało się zamknięte pytania, np. o wojnę domową między Północą i Południem. Teza, że zwycięstwo Północy nad Południem, zniesienie niewolnictwa oraz zdobycze ruchu obrony praw obywatelskich, czyli długiej walki o równouprawnienie Czarnych Amerykanów, okazały się dobre dla Ameryki, długo nie ulegała dyskusji. Dziś to, co zdawało się raz na zawsze rozstrzygnięte, jest kwestionowane, ożywają dawne sprawy, odnawia się symbole Południa, dyskutuje się o sensie i wyniku wojny domowej.

Dobitniejszego przykładu, jak używa się historii lub mitologii przeszłości do wzbudzania namiętności, dostarcza nacjonalizm serbski pod przywództwem Miloszevicia – Kosowo jako kolebka tysiącletniej Serbii i bitwa na Kosowym Polu sprzed 600 lat.

– Niepojęte, że w Polsce można rehabilitować tradycje faszystowskie i przedwojenną skrajną prawicę nacjonalistyczną, ksenofobiczną i antysemicką z ONR czy NSZ. A wszystko to przez instytucję państwową jak IPN – skwitował Adam Michnik.

Dariusz Stola uważa, że polityka historyczna, która rewiduje dzieje i uprawia apologię faszyzmu, to – paradoksalnie – zwycięstwo historii jako dziedziny otwartej. Mimo to teza, iż ONR był partią faszystowską, jest oczywista. I ciekawe, że na najważniejsze dziś pytanie – czy faszyzm był dobry dla Polski? – apologeci endecji boją się odpowiedzieć twierdząco. Tym samym okazują słabość.

Stola cytował Szujskiego: – Na panów tych trzeba jakiegoś Napoleona demokracji, aby powiedział, żeśmy nie tacy jeszcze mazgaje, abyśmy prawdy znieść nie mogli. – Historia jest zbiornikiem tandetnych ideologii. Grzebanie w nim zakrawa na emancypację człowieka od reżimu rozumu, tyranii wiedzy, prawdy i logiki dwuwartościowej, która uprawiającym ją ideologom sprawia erotyczną wprost przyjemność. Pozwala im to mówić rzeczy wzajemnie sprzeczne – mówił Stola.

Tego dowodzą hasła „leave” w referendum nad brexitem, oparte na świadomych kłamstwach o wyzysku Wielkiej Brytanii przez Brukselę, oraz kampania Trumpa.

Rehabilitacja faszyzmu w imię antykomunizmu zmienia się w groteskę. – Przecież z tego, że Mołotow był bandytą, nie wynika, że Ribbentrop był przyzwoitym człowiekiem – zwracał uwagę Adam Michnik. Obrona przed niewygodną prawdą o własnych dziejach przybiera formę narodowej niewinności, a jej skrajną, klasyczną postacią jest teza, że bolszewizm był przekleństwem, a nie winą Rosji, bo został jej narzucony z zewnątrz. – Skoro Lenin to Tatar, Trocki - Żyd, Stalin i Ordżonikidze to Gruzini, Dzierżyński - Polak, to gdzie tu Rosja i Rosjanie? – przypominał Michnik.

Jarosław Hrycak zgodził się, że również na Ukrainie apologia nacjonalizmu w imię antykomunizmu się sprawdza. A profesjonalna historia drążąca przeszłość w imię prawdy jest postrzegana jako zagrożenie bytu narodowego. Bronił jednak tezy, że zawodowi historycy na Ukrainie nie uznają tematów tabu, również tak trudnych jak rzeź wołyńska.

Polityka historyczna ma też inną funkcję – zauważył Hrycak. – Im mniej w kraju reform modernizacyjnych, tym więcej tej polityki, bo pozwala nie tylko idealizować przeszłość, ale i przesłaniać teraźniejszość.

– Tak samo w Rosji bajki o historii wielkiej Rosji zastępują brakujące reformy – wtrąciła Anne Applebaum.

– Ale to właśnie Rosję i Ukrainę odróżnia od Polski – dziwił się Hrycak. – Bo w Polsce po 1989 roku były reformy - i to jakie! Ukraińcy mogli o takich tylko pomarzyć.

Tym niemniej coś się dzisiaj zmienia. Znika na Ukrainie wrogi podział na wschód i zachód, Donieck i Lwów, oraz nienawiść z czasów władzy Wiktora Janukowycza. Ukraina ma ważniejsze problemy niż polityka historyczna, np. wojna i korupcja. – Powstaje „trzecia Ukraina”, centralna i oddolna, w której mieszczą się rosyjskojęzyczni ukraińscy patrioci – zasugerował Hrycak.

Adam Michnik: – W Polsce mit narodowej niewinności prawica obraca przeciw wszystkim swoim wrogom. Wymazywanie Wałęsy, człowieka o ogromnych zasługach, to jak wycieranie starych bolszewików ze zdjęć z czasów stalinowskich.

Joanna Tokarska-Bakir: – Celem takich manipulacji jest władza, czyli kontrola własnej grupy wykluczająca grupę obcą. Owa kontrola odbywa się pod hasłem piętnowania „kalania własnego gniazda”, ale chodzi tu jedynie o władzę. Władzę nad wspólnotą „ponuro-etniczną”.

Dla Anne Applebaum potrzeba przynależności do grupy może, ale nie musi oznaczać tożsamości jednolicie etnicznej, jakiej chciała endecja. – Mnie dziwi to, że jedni Polacy mówią o drugich, że nie są Polakami, a przecież 94 proc. obywateli to etniczni Polacy. Czyli że chodzi raczej o grupę plemienną, o „swoich”, „naszych”, nasi przeciw „im” - obcym. To dla mnie tym trudniejsze, bo ja sama chciałam zostać Polką - mówiła.

Istotę paradoksalnej prawicowej ideologii, w której odżywa tożsamość etniczna, wskazał Michnik: – W Polsce obcym zostaje się z nominacji. Swój jest Bronisław Wildstein, a obcy - Tadeusz Mazowiecki.

Joanna Tokarska-Bakir zastanawiała się, czy racji nie miał filozof Walter Benjamin, który uważał, że w dziejach cyklicznie wracają dawne, nawet przegrane idee, jeśli sprzyjają im okoliczności. Dziś kwestionuje się jedność prawdy i rozumu. Być może przeżywamy „globalną porażkę Oświecenia”.

Trop postmodernistyczny podchwycił Jarosław Hrycak, cytując dziennikarza Petera Pomerantseva i jego książkę o Rosji Putina „Jądro dziwności” (Nothing is true, everything is possible). – Dziś w Rosji każda teza jest prawdziwa. To idealnie postmodernistyczny reżim.

Prawicowy nacjonalizm jest też na bakier z wolnością. Adam Michnik twierdził, że to łączy Putina, Orbána i Kaczyńskiego. Nie przypadkowo Putin kazał wydrukować w milionowym nakładzie tekst Aleksandra Sołżenicyna pełen pogardy dla rewolucji lutowej w Rosji, czyli rewolty demokratycznej, która obaliła monarchię.

Czy to oznacza, że źródłem nieszczęść jest sama wolność? Ludzie chcą wolności, kiedy jej nie ma. Ale wcale nie wszyscy. – Nawet w PRL-u w początkach opozycji demokratycznej czuliśmy, że więcej ludzi chciało spokoju, stabilizacji i bezpieczeństwa – mówił Michnik.

– A może wolność jest za trudna dla ludzi? Może nie wszyscy chcą żyć w wolności, tzn. w ciągłych sporach i dyskusjach? – zastanawiała się Anne Applebaum.

Joanna Tokarska-Bakir pytała, czy cała tożsamościowa ideologia nacjonalistyczna nie jest próbą zapanowania nad ogromną demokratyzacją i zróżnicowaniem we współczesnym świecie. Groźba, mowy nienawiści, wypędzenie, wykluczenie czy mord, najbardziej skrajny, bo nieodwracalny, to także sposoby budowania czy obrony tożsamości.

Anne Applebaum: – Szukać prawdy musimy wszyscy - historycy i publicyści. Także media społecznościowe powinny się stać trybuną dociekania prawdy i sensu.

Joanna Tokarska-Bakir: – Mówić prawdę, bo prawdomówność jest podstawą demokracji. Drugą są procedury, szczególnie ważne w demokracji. Dociekanie prawdy musi się odbywać według nich, nie każdy bowiem może ją wiarygodnie ustalać.

Jarosław Hrycak: – Potrzeba nie tylko fachowych historyków, ale publicznych intelektualistów. Mamy obowiązek pisać teksty krótkie dla młodej publiczności, a nie grube książki, których nikt nie czyta. Piszmy krótkie książki, teksty, blogi.

Dariusz Stola: – Przywiązanie do prawdy to nie tylko obowiązek, ale źródło siły. Kłamstwa, inwektywy i insynuacje mają kres.

Adam Michnik: – Intelektualiści dwukrotnie zawiedli wobec komunizmu i faszyzmu. Dziś mamy nowe wyzwanie. Damy radę!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.