JAK SIĘ NARODZIŁ OGÓLNOPOLSKI STRAJK KOBIET

CO TYDZIEŃ W „WYSOKICH OBCASACH”. DZIŚ MARTA LEMPART

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ADAM WAJRAK

Foki z roztrzaskanymi czaszkami i rozprutymi brzuchami są symbolem tego, co się dzieje, gdy politycy, zamiast rozwiązywać problemy, podgrzewają emocje.

Antyfocza kampania trwa nie od dziś. Dowiadujemy się, że przez foki nie tylko brakuje ryb, ale również – serio, to nie żart! – mogą one atakować ludzi. „Turysto, uważaj na foki, bo mogą zostać z ciebie zwłoki” – takie ulotki krążyły po Helu kilka lat temu. O fokach mówi się, że to szkodniki, że miłe są jedynie w zoo – takim mrugnięciem oka daje się do zrozumienia, że to jakieś straszne potwory.

Ale jest coś nowego. To posłanka PiS Dorota Arciszewska nawołująca do odstrzału „szkodników” i jej opowieści, że foki nie są naturalną częścią bałtyckiego ekosystemu. Teraz posłanka z tych słów się wycofuje – ale gdy padły, zabrzmiały niczym oficjalne przyzwolenie na mordowanie zwierząt.

Ustalmy kilka faktów. Foki były w Bałtyku zawsze. Dziś mamy trzy gatunki: najpowszechniejszą fokę szarą, fokę obrączkowaną – żyje tam, gdzie morze zamarza – a na zachodzie fokę pospolitą. Tysiące lat temu, kiedy klimat był zimniejszy, była jeszcze foka grenlandzka, o czym świadczą prehistoryczne obozowiska łowców.

Foki są jak najbardziej naturalnym elementem bałtyckiego ekosystemu i były w nim na długo przed człowiekiem, a już szczególnie przed człowiekiem z sieciami. Owszem, fok w Bałtyku jest mniej niż kiedyś – wybijaliśmy je, więc dziś zamiast 100 tys. tych zwierząt (tyle ich żyło jeszcze pod koniec XIX w.) mamy około 30 tys. fok szarych. I nie odnotowujemy gwałtownego przyrostu, a niektórzy mówią nawet o spadku.

W Bałtyku nie brakuje ryb. We wschodniej części mniej jest dorsza, ale z powodu zmieniającego się środowiska, a nie przez foki. Za to mamy więcej szprota i śledzia, więc jeżeli rybacy martwią się o przyszłość, to powinni się zająć tymi gatunkami.

Wyliczanie, ile ton ryb zjedzą foki i jakie to straty, nie ma sensu, bo brzmi, jak gdyby rybak hodował te ryby w swoim stawie, karmił, doglądał, a wredna foka wpadła i wyjadła mu przychówek do ostatniej sztuki. Bałtyckie ryby to wolne, dzikie stworzenia. Nie są własnością rybaków. Jeśli już w ogóle czyjąś są, to – te łowione w polskiej strefie – co najwyżej wszystkich obywateli.

Wskazywanie na takie kraje jak Szwecja czy Finlandia i tamtejszy odstrzał fok nie jest właściwe, bo po pierwsze, fok przy ich brzegach jest wielokrotnie więcej, a po drugie, zupełnie inne jest tam podejście do przyrody. Szwedzi czy Finowie akceptują zarządzanie naturą przez strzelanie, Polacy nie. To widać choćby po naszym stosunku do dużych drapieżników, takich jak wilki – i śmiem twierdzić, że polskie podejście jest bardziej dojrzałe.

Strzelanie do fok w Polsce nie przejdzie, podobnie jak strzelanie do łosi. Polityk, który się zgodzi na legalny odstrzał, będzie politykiem skończonym.

Polacy chcą mieć w swoich lasach łosie i wilki, a na swoim wybrzeżu chcą mieć foki. Ktoś zapyta: po co? A chociażby po to, żeby się nimi zachwycać. Polityk zaś jest od tego, żeby o to zadbać.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.