Łowca użyczał ciał

35 skrzywdzonych nastolatek, ponad 140 tomów akt i pięciu oskarżonych, w tym znany przedsiębiorca, współtwórca ekskluzywnego klubu w Sopocie. Akt oskarżenia w sprawie pomorskiej seksafery jest już gotowy.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - KATARZYNA WŁODKOWSKA

35 skrzywdzonych nastolatek, pięciu oskarżonych. Główny antybohater zwany Łowcą z Sopotu „dzielił się” dziewczynkami m.in. ze znanym przedsiębiorcą Marcinem T., współzałożycielem znanego w całym kraju ekskluzywnego klubu na plaży. Reportaż z cyklu „Witamy w Polsce”

Niedziela 8 marca 2015 roku, chwilę po ósmej, gdańska dzielnica Orunia. – Będziesz mogła wyjść na podwórko, jeśli sprzątniesz swój pokój – głos mamy z kuchni. Anaid składa ubrania, w milczeniu zdejmuje z wieszaka skórzaną kurtkę.

– Co się stało? Pokłóciłaś się z Dominikiem? Cisza. – Kochanie, nie przejmuj się, chłopcy w tym wieku już tacy są, niedojrzali. – Joanna przytula dziewczynę. Godzinę później dowiaduje się, że jej córka rzuciła się pod pociąg. Na komórkę 14-latki przychodzi jeszcze SMS – różyczka z okazji Dnia Kobiet. Nadawcą nie jest jej chłopak Dominik, ale jakiś Krystian.

On mnie zgwałcił

W trakcie pogrzebu do Joanny podchodzi koleżanka Anaid. Mówi, że tragicznie zmarła dzwoniła do niej dzień przed śmiercią. Powiedziała: „On mnie zgwałcił”. Potem wyłączyła telefon. Joanna zaczyna pytać, dzwonić, pisać. Dowiaduje się, że feralnego dnia jej córka spotkała się z 38-latkiem z Wejherowa. Potwierdzą to potem nagrania monitoringu z centrum handlowego.

Kolega Anaid mówi Joannie, że dziewczyna żaliła się mu na namolność Krystiana W. Nagabywał na Facebooku, namawiał, żeby sprzątała u niego w domu albo zatrudniła się w nowo otwieranym punkcie z kebabem. W domu dziewczyny się nie przelewa, Joanna ma na utrzymaniu jeszcze jedną córkę, a Krystian dobrodziej zapewniał Anaid, że dzięki niemu będzie mogła zarobić pieniądze.

Sprawa się nie zakończy

Wiosną 2015 r. Joanna publikuje na Facebooku apel. Chce wiedzieć, czy są jeszcze inne ofiary Krystiana W., zwanego „Krystkiem”. Otrzymuje kilkadziesiąt wiadomości. Dziewczyny piszą o tym, że były napastowane, wywożone do lasu. Im także W. początkowo proponował pomoc lub pracę. Między innymi w sopockich dyskotekach. Chwalił się samochodami, jachtami, wejściówkami VIP do klubów przy Monciaku.

Joanna gromadzi dane i idzie na policję. Zaczyna się – z oporami – wielkie śledztwo w sprawie Krystiana W.

– Nie przypisuję sobie żadnych zasług – mówi dziś mama Anaid. – Dla mnie ta sprawa nigdy się nie zakończy.

Nie zakończy, bo za śmierć Anaid Krystian W. prawdopodobnie nigdy nie odpowie. Odpowie za kilkadziesiąt innych przestępstw. Akt oskarżenia jest już gotowy, liczy 187 stron.

14-letnie dziewczynki

Latem 2015 r. o śmierci nastolatki i dziwnym facecie, który wyławia dziewczęta rzekomo do pracy – a faktycznie do seksu – informują kolejne media. Od dziennika „Fakt” po „Gazetę Wyborczą” i program „Uwaga” w TVN. Na jednym z prezentowanych w prasie zdjęć „Krystka” rozpoznaje Andżelika (imię zmienione). Latem 2010 mężczyzna podszedł do niej w galerii handlowej i zaproponował pracę hostessy. Potem wywiózł do lasu i zgwałcił. 15-letnia wówczas Andżelika zgłosiła się na policję, ale śledztwo umorzono, bo nie udało się ustalić personaliów sprawcy.

– Powiedział, że chce pojechać w miejsce, gdzie spokojnie możemy porozmawiać o pracy – relacjonuje dziewczyna kilka lat po umorzeniu. – Jechaliśmy w stronę Gdańska, nagle skręcił do lasu. Zaczął się do mnie dobierać, rozrywać bieliznę, ciuchy, wyzywać od małych szmat. I powiedział, że ma kolegę, który ma burdel w Elblągu, więc jeżeli nie zrobię tego, co chce, to już nie wrócę do domu. Wszystko, co robiłam, nagrywał na telefon. Pokazał mi potem filmy, które tam miał. Były na nich 14- i 15-letnie dziewczynki, które tak jak ja płakały i prosiły, żeby przestał.

Nikomu nie powiedziała

W lipcu sprawa jest już tak głośna, że śledztwo przejmuje prokuratura okręgowa i komenda wojewódzka policji. W listopadzie Krystian W. zostaje zamknięty w areszcie. Śledztwo trwa i nie jest proste. Spośród dziewcząt i kobiet, które zgłosiły się do matki Anaid, pewnymi ofiarami „Krystka” jest tylko kilka. Ale zeznania pozostałych pozwalają poznać krąg jego znajomych i zwyczaje.

– Gdy go zatrzymaliśmy, w mieszkaniu znaleźliśmy dwa stare telefony Sony Ericsson – mówi jeden z dwóch funkcjonariuszy prowadzących sprawę. – A tam dziesiątki SMS-ów oraz kilkaset zdjęć i filmów. Część była opisana, np. Milena, Bolszewo.

W takiej sytuacji policjant bierze zdjęcie i jedzie do Bolszewa (nazwa przypadkowa). A tam szuka Mileny.

– Jedna z młodych kobiet miała nietypowe imię – ciągnie oficer. – Opis z jej profilu w sieci wskazywał na kaszubskie miasteczko liczące około 1,5 tys. mieszkańców. Zajrzeliśmy do bazy PESEL i okazało się, że mieszka tam zaledwie kilka kobiet o tym imieniu. Dwie w wieku odpowiadającym „Krystkowi”, czyli poniżej osiemnastki. Wysłaliśmy wezwanie, pierwsza osoba przyjechała do komendy. Pytamy, czy wie, w jakiej sprawie ją zaprosiliśmy. Ona, że nie. A czy zna pani Krystiana W.? W tym momencie kobieta zaczyna się trząść. Okazało się, że zgwałcił ją w 2011 roku w okolicy Wejherowa. Miała wtedy 16 lat. Nikomu o tym nie powiedziała.

Cofanie się w czasie

Po kilku miesiącach śledztwa okazuje się, że ofiary W. można znaleźć niemal na całym Pomorzu: w Trójmieście, Władysławowie, Wejherowie, Pucku, Redzie. Przedstawiają ten sam modus operandi: napisał do mnie wiadomość, zagaił pod szkołą, podszedł w galerii handlowej. Oferował pożyczkę, pracę w modnym lokalu w Sopocie, darmowe dyskoteki. Potem gwałt, najczęściej przymuszenie do seksu oralnego, nagranie, szantaż. Lata 2007-2015.

– To cofanie się w czasie było najgorsze – opowiada inny policjant. – Pokrzywdzone mówiły: „Było lato, rok 2011, pamiętam, że gdy wracaliśmy, zatrzymał nas patrol policji”. Więc weryfikowaliśmy kontrole drogowe z kilku miesięcy. Jeżeli pokrzywdzona mówiła, że po spotkaniu z „Krystkiem” opuściła się w nauce, analizowaliśmy jej oceny. Jeśli powiedziała, że była na terapii, szliśmy do psychoterapeuty. Gdy zeznała, że następnego dnia poszła do ginekologa, jechaliśmy do przychodni. To było najbardziej drobiazgowe śledztwo, jakie kiedykolwiek prowadziliśmy.

Żadna nie zmyśla

Ofiar, do których udało się policjantom dotrzeć, jest 35, choć wiadomo, że było ich więcej. Wiele kobiet odmówiło składania zeznań, bywało, że nie odpowiadały na wezwania. Z tych, które objął akt oskarżenia, pięć nie ukończyło w chwili przestępstwa 15 lat, trzy były pełnoletnie, pozostałe pomiędzy 16. a 18. rokiem życia. Były gwałcone lub wykorzystywane, namawiane do prostytucji, odurzane, szantażowane.

– Wszystkie pokrzywdzone zostały przesłuchane w obecności psychologa, żadna, w jego opinii, nie konfabuluje – dodaje Agnieszka Nickel-Rogowska, prokurator nadzorująca śledztwo. – W kilku przypadkach biegły miał wątpliwości, ale nie chodziło o wiarygodność. Wskazywał, że nie mówią wszystkiego, że wciąż wstydzą się tego, co im się przytrafiło.

„Krystek” uparcie twierdzi, że kobiety kłamią, a on sam jest niewinny. Nie gwałcił, nie przymuszał, nie wywoził do lasu. Zarzucił wszystkim 35 pokrzywdzonym, że składają fałszywe zeznania. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania.

Pan T. się nie przyznaje

W trakcie śledztwa okazało się także, że Krystian W. „dzielił się” złowionymi dziewczynkami. Jedną z nich miał odstąpić swemu koledze, 28-letniemu obecnie Jakubowi K. z Wejherowa. Trzy inne przekazał – za 200 złotych od ciała – Marcinowi T., przedsiębiorcy z Pucka, współzałożycielowi sopockiej klubo-dyskoteki. Jedna z dziewcząt miała wtedy 14 lat, pozostałe dwie – po 16. Na Marcinie T. ciążą jeszcze dwa inne zarzuty – uprawianie seksu za pieniądze z dwiema nastolatkami, z których jedna była pod wpływem pigułki gwałtu. Do przestępstw dochodziło w latach 2011-14, głównie w Pucku, raz w sopockim apartamencie przedsiębiorcy.

– Pan T. nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, jest osobą niewinną – twierdzi jego obrońca, mecenas Jacek Potulski. – Świadkowie w naszej ocenie są dalecy od wiarygodności. Jestem przekonany, że wykażemy to przed sądem.

Na świadków – podczas śledztwa – próbowano wpływać. Dwóch kolegów Krystiana W. odpowie za namawianie jednej z ofiar do zmiany zeznań. Próby wpłynięcia na świadków pojawiły się też w wypadku samego Marcina T. Aby wybronić biznesmena z najcięższego zarzutu – seksu z małoletnią – jednemu ze świadków zaoferowano pieniądze. W tym wątku sprawy do postawienia zarzutów ostatecznie nie doszło, bo nie było gróźb, a tych wymaga kodeks karny.

Ponad pół setki czynów

Według wysłanego w poniedziałek do sądu aktu oskarżenia na Krystianie W. ciąży w sumie 65 zarzutów, w tym 40 o charakterze seksualnym. Pozostałe to składanie fałszywych zeznań, wyłudzenie zasiłku czy nienależnych odszkodowań z tytułu rzekomych kolizji drogowych. W kwietniu 2018 W. został skazany na trzy lata więzienia za gwałt na 17-latce. W tej sprawie toczyło się śledztwo poprzedzające dochodzenie dotyczące łowców.

Marcinowi T. postawiono w sumie pięć zarzutów. Dwaj kolejni współoskarżeni mają odpowiedzieć za nakłanianie świadków do fałszywych zeznań. Ostatni – Jakub z Wejherowa – jest oskarżony o uprawianie seksu z dziewczynką poniżej 15. roku życia.

Termin rozpoczęcia procesu Krystiana W., Marcina T. i pozostałych nie jest jeszcze znany.

W trakcie śledztwa okazało się także, że Krystian W. „dzielił się” złowionymi dziewczynkami. Trzy z nich miał odstąpić – za 200 złotych od ciała – Marcinowi T., współzałożycielowi znanego sopockiego klubu dla bogatych

Krystian W., nominalnie bezrobotny osiłek, oskarżony jest o to, że dostarczał dziewczyny i sam z nich „korzystał”

Marcinowi T., przedsiębiorcy w branży rozrywkowej, prokuratura zarzuca m.in. uprawianie seksu z 14-latką

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.