PRĄD BĘDZIE DROŻAŁ. WINNE FIRMY?

– Postępująca koncentracja rynku energii może zaowocować wzrostem cen prądu dla odbiorców końcowych – ostrzega prezes Urzędu Regulacji Energetyki. I sprawdza, czy w maju nie doszło do spekulacji na Towarowej Giełdzie Energii.

Gazeta Wyborcza - - GOSPODARKA - GABRIELA ŁAZARCZYK

Maciej Bando, prezes URE, ogłosi w przyszłym tygodniu, czy otworzy postępowanie wyjaśniające w sprawie zaobserwowanych niedawno podejrzanych wzrostów notowań kontraktów na energię elektryczną na Towarowej Giełdzie Energii.

Ich ceny w kontraktach terminowych zbliżyły się do 350 zł za megawatogodzinę. URE podejrzewa, że mogło dojść do spekulacji będącej przejawem coraz śmielszych poczynań dużych koncernów energetycznych na rynku.

Kto pompuje ceny?

– To niepokojące, gdy ktoś sprzedaje pewną pulę energii po niskiej cenie, a następnie ten sam podmiot lub podmioty powiązane odkupują ją nawet czterokrotnie drożej. Jeśli takie podbijanie indeksu dotyczy kilku megawatogodzin, to trudno uwierzyć w twierdzenia, że powodem wzrostu jest rosnąca cena praw do emisji CO2 czy drożejący węgiel – sugeruje Maciej Bando.

A takie właśnie powody wzrostu cen podają państwowe spółki energetyczne.

– Poprosiłem podmioty handlujące energią na giełdzie o wyjaśnienie kilku kwestii i po ich analizie zdecyduję, jaki będzie mój kolejny krok – zapowiada prezes URE. Jeśli na ich podstawie uzna, że na TGE faktycznie doszło do spekulacji, zapowiada wszczęcie postępowania wyjaśniającego sprawę – albo na podstawie prawa energetycznego, albo unijnego rozporządzenia REMIT. W konsekwencji koncerny mogą zostać ukarane finansowo.

Niebezpieczny proceder

Regulator zdecydował o interwencji, ponieważ obawia się, że jeśli takie incydenty na TGE będą się powtarzać, ich skutki mogą być dotkliwe dla rynku. – Jedną z konsekwencji może być wzrost cen energii dla odbiorców końcowych, bo tego typu działania mogą doprowadzić m.in. do wycofania się z obrotu mniejszych podmiotów i koncentracji rynku energii – ostrzega Bando.

Prąd drożeje, stałe opłaty też

Taki quasi-monopol sprawiłby, że wzrastające koszty funkcjonowania państwowych koncernów jeszcze mocniej odczuliby konsumenci zarzucani coraz to nowymi obowiązkami niezależnymi od poziomu zużycia prądu.

Już dziś stałe opłaty stanowią ponad 50 proc. kwoty na rachunku płaconym przez nas co miesiąc dystrybutorom, a wiadomo, że będą wyższe, na przykład opłata za emisję CO2 przez elektrownie węglowe.

– Tendencja wynikająca z unijnej polityki zwiększającej tempo redukcji CO2 sugeruje, że za prąd będziemy płacić coraz więcej. Według prognoz do 2030 roku cena uprawnień do jego emisji może skoczyć nawet do 30 euro za tonę, czyli prawie dwukrotnie – przypomina dr Mirosław Duda, ekspert rynku energii. To może wpłynąć na opłatę za zużytą energię.

Do tego już od przyszłego roku w rachunkach pojawi się nowa pozycja – opłata mocowa, którą odbiorcy będą wnosić za gotowość do wytworzenia danej ilości energii elektrycznej przez producentów w wypadku ewentualnych problemów z niedoborem mocy.

Szacuje się, że będzie to ok. 100 zł rocznie dla gospodarstwa domowego.

Należy się też spodziewać opłaty OZE, która obecnie nie jest doliczana, ponieważ – z uwagi na zwłokę przy określaniu kształtu nowego systemu sprzedaży energii ze źródeł odnawialnych – nie odbyła się w tym roku żadna aukcja. Prezes URE nie wyklucza, że przed końcem roku uda się ogłosić jedną, ale zostanie ona rozstrzygnięta najprawdopodobniej dopiero w przyszłym roku.

Powtarzające się spekulacje na giełdzie energii mogą doprowadzić m.in. do wycofania się z obrotu mniejszych podmiotów i koncentracji rynku energii. A to spowoduje wzrost cen prądu

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.