Rafał Stec o 33-dniowym karnawale

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - RAFAŁ STEC GAZETA WYBORCZA MOSKWA

Mundial to spektakl wyjątkowy, bodaj jedyny wytwór współczesnej kultury naprawdę obejmujący całą planetę i przeżywany wspólnie, w czasie rzeczywistym. Nawet Oscary wykluczają, nieanglojęzycznym artystom oddają maleńki skrawek sceny; z kolei igrzyska olimpijskie trwają krócej i nie dają wielu szans krajom mniejszym, jak Urugwaj, wielokrotny piłkarski medalista; bestsellery czytamy samotnie, tak jak samotnie zatracamy się w grach wideo. Tylko futbolowy karnawał łączy wszystkich. Jak celebrowanie Nowego Roku, tyle że rozciągnięte do 33 dni.

Kontekst uwiera, nie sposób o nim zapomnieć. Piłkarzy podejmuje dyktatura, która napadła na Ukrainę i wciąż toczy z sąsiadami wojnę, skrytobójczo truje swoich obywateli za granicą, szprycuje sportowców na skalę przemysłową i z udziałem sił specjalnych, a po Euro 2016 otwarcie wyrażała dumę z rosyjskich chuliganów, przez których francuskie ulice stawały w ogniu.

Mundial podarowała Rosji FIFA, która walkę z dyskryminacją trzyma na sztandarach, ale sama jest synonimem korupcji, odtrącona przez wiele globalnych korporacji, od pięciu lat podpisująca umowy sponsorskie wyłącznie z państwowymi firmami z Rosji, Kataru, Chin i Egiptu. Same zamordyzmy.

Już po przyjeździe do Moskwy chciałem wejść na stronę opozycjonisty Garriego Kasparowa, na której zebrano przykłady wokół mundialowych potiomkinowskich wiosek – np. podmoskiewską bazę reprezentacji Francji odgrodzono od okolicznych ruder wysokim płotem. Ale przeczytałem tylko informację, że witrynę „zablokowano decyzją władz państwowych”. To mój pierwszy kontakt z cenzurą internetu od letnich igrzysk w Pekinie w 2008 r.

Nad cynizmem polityki i komercji unosi się jednak czysty sport, autentyczne ambicje piłkarzy, którzy milionerami zostają w Lidze Mistrzów, lecz nieśmiertelność zyskują w drużynach narodowych. Leo Messi marzy, by ozłocić Argentynę, bo inaczej w oczach rodaków nigdy nie doścignie Diego Maradony. Brazylijczyków aż skręca, by wziąć odwet na broniących tytułu Niemcach za szokujące 1:7 w półfinale poprzedniego mundialu. Robertowi Lewandowskiemu nie wystarczy szaleć w Bayernie, by dorównać legendą orłom Górskiego i Piechniczka.

Dlatego wzywanie do bojkotu nie ma sensu. Do Rosji eksportujemy żywność, kupujemy od niej gaz i w ogóle zadajemy się na wielu polach, więc nie wiedzieć czemu sportowcy mieliby rezygnować z mundialu, który dla nich jest wyzwaniem życia.

A dla zwykłych Rosjan – którzy wręcz się napraszają, by pomóc kibicom gubiącym się na ulicach znaczonych cyrylicą – to intrygująca przygoda, frajda kontaktu z gośćmi ze świata. Po wylądowaniu w Moskwie łatwo poczuć, że tego wielkiego kraju nie zamieszkują jedynie Putin i jego świta.

Niemcy chcą obronić tytuł, Brazylijczycy – wyleczyć traumę, Polacy żyją największymi nadziejami od lat 80. FIFA chce odzyskać reputację, a Putin pożąda poklasku. Będzie się działo

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.