SKĄD SIĘ WZIĘŁA LUKA W VAT?

Gazeta Wyborcza - - GOSPODARKA -

Po czwartkowym posiedzeniu Sejmu przegłosowanie powstania komisji śledczej do spraw VAT jest już właściwie formalnością.

Co to jest ta luka w VAT? Gdyby miał to pan wytłumaczyć jak trzylatkowi. Bo dużo się o tym mówi, a mało osób rozumie, o co chodzi.

To różnica pomiędzy tym, co teoretycznie powinno wpływać z podatku VAT do skarbu państwa, a tym co rzeczywiście wpływa. Tak w maksymalnym uproszczeniu. Ile osób potrafi ją policzyć?

– Niewiele. To jest dość skomplikowane. Lukę liczy Komisja Europejska. Dla całej Unii robi to Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. Liczy ją też – już tylko dla Polski – PwC. I taki szacunek jeszcze w niedawno robiłem ja. A Ministerstwo Finansów?

– Próbowało ją liczyć. Ale z tego, co wiem, nigdy nie miało pełnego modelu makroekonomicznego. Bo to... ...skomplikowane. A dlaczego to jest takie trudne?

– Żeby wyliczyć lukę w VAT, trzeba oszacować teoretyczne wpływy podatkowe. A podatek VAT nie jest – jak się wielu osobom wydaje – prosty. Jest bardzo trudny. Konsumujemy różne dobra, które są opodatkowane w różny sposób, np. na żywność mamy dwie stawki VAT – 5 i 8 proc., czasami jest też stawka 23 proc.

Niektóre branże, jak np. banki, płacą podatek VAT jak konsumenci. Czyli nie mogą go odliczać. A mimo to część swoich kosztów w niektórych przypadkach odliczają. Jaką część? Nie wiadomo. Samorządy terytorialne też tak konstruowały umowy, że część VAT sobie odpisywały. A z zasady odliczać go nie mogą. Dalej, jeśli firma inwestuje, to niby tego podatku finalnie nie płaci. Ale to następuje dopiero po jakimś czasie. Jakim?

Tych zmiennych jest dużo, dużo więcej. Trzeba zrobić model i założyć w nim pewne parametry. Dlatego CASE liczy lukę z tak potężnym, bo dwuletnim, opóźnieniem. Nasz model w PwC dla Polski był w stanie to oszacować z opóźnieniem sześcio, siedmiomiesięcznym. I ile ta luka wynosi?

– A to zależy, w którym roku. Kiedy zaczynałem jako PwC ją szacować w 2013 r., to mi wyszło pomiędzy 30 kilka a 50 mld zł, czyli potwornie dużo.

Lukę liczyliśmy wtedy we współpracy z Instytutem Badań Strukturalnych. Dałem mu te wyliczenia. Specjaliści obejrzeli je dokładnie i stwierdzili, że nie ma błędu. Potem pojawiło się wyliczenie Komisji Europejskiej, które było bardzo bliskie szacunkom PwC. Między 30 kilka a 50 mld zł? To jaki jest błąd takich szacunków?

– Duży. Ale w tym przypadku chodziło o to, aby pokazać skalę problemu. Że jest ogromna. Te miliardy to oszustwa podatkowe. To szara strefa, czyli np. remonty mieszkań na lewo, zakupy bez paragonu. Do tej kategorii wkłada się także upadłości podatników czy ich błędy oraz niewydajność aparatu skarbowego. A czego jest najwięcej? Jakie są tu proporcje?

– Nie wiadomo. Wyliczenia luki są makroekonomiczne, tzw. top-down, czyli upraszczając – dotyczą one całej gospodarki.

Samej struktury luki VAT, z tego co mi wiadomo, w Polsce nikt nie badał. Owszem, można brać pod uwagę każdą branżę po kolei i zastanawiać się, jaka jej część to upadłości, a jaka to szara strefa, a później wszystko sumować. Tak robili Brytyjczycy. Ale błąd jest wtedy dużo większy. Czyli nie wiadomo, jaki udział ma w luce np. szara strefa?

– Nie wiadomo. Natomiast według GUS to kilkanaście procent gospodarki. Teraz, żeby odzyskać VAT za paliwo, trzeba się już rzeczywiście postarać, udowodnić, że się je wyeksportowało Tyle że gdy ktoś działa w szarej strefie, to też jakiś tam VAT płaci. Bo pan Józio, który na lewo pomaluje mieszkanie, owszem, nie wystawia faktury na koniec prac, ale wcześniej w sklepie płaci VAT w cenie pędzli i farb.

Sama szara strefa luki nie wyjaśnia, bo zmienia się wolno. Wolno rośnie i wolno opada. Tu zmiany były zaś bardzo dynamiczne. Mając dane za rok 2013 i gotowy model, mogliśmy już stosunkowo łatwo policzyć lukę wstecz. I okazało się, że jeszcze w 2007 r. była niska. A dopiero od tego momentu zaczęła gwałtownie rosnąć. Gdyby w 2013 r. była na poziomie z 2007 r., w budżecie znalazłoby się prawie 37 mld zł ekstra. Dlaczego zaczęła tak mocno rosnąć?

– Przez mafię zajmującą się wyłudzeniami VAT. Działa to w uproszczeniu tak, że mafia fałszuje dokumenty, żeby otrzymać zwrot podatku, który nigdy nie był zapłacony do budżetu. Mafia odzyskuje VAT od skarbu państwa, a towar sprzedaje poniżej ceny rynkowej, bo bez tego podatku.

Kiedy do polskiego przedsiębiorcy ktoś przychodził i mówił, że da mu towary, np. paliwo, tańsze o 23 proc., to ten człowiek po prostu je kupował. I nie zastanawiał się, czy to uczciwe i legalne. Robił dobry interes.

– A jak. Były i pewnie dalej są znacznie bardziej skomplikowane przypadki. Na rekrutację do dużej firmy handlującej np. elektroniką przychodził człowiek mafii. Nam się wydaje, że tacy ludzie wyglądają jak przestępcy. Nie. On był w porządnym garniturze, wykształcony, mówił kilkoma językami, był świetnym handlowcem, z referencjami często z zagranicy. Firma go zatrudniała, on kupował tanio, sprzedawał drogo, obroty rosły. I wszystko było pięknie do momentu, aż do firmy przyszły służby skarbowe.

Tylko że wtedy tego pracownika już tam nie było. A tu nagle okazywało się, że firma uczestniczyła w wyłudzaniu VAT.

Trzeba sobie też uzmysłowić, że jeżeli mafia zarabia np. 30 mld zł rocznie, to może wynająć dobrych ludzi, opłacić kogo trzeba (w skarbówce też), wynająć cyngli, aby strzelali, do kogo trzeba, i zastraszali, jeśli trzeba. A urzędnicy skarbowi?

– Nie byli w stanie sobie z tym poradzić. Owszem, mogli pójść do uczciwych przedsiębiorców, skontrolować ich i stwierdzić, czy dochowali należytej staranności, jeśli chodzi o VAT, czy też nie.

Ale pani Irenka z urzędu skarbowego w Białej Podlaskiej naprawdę nie była w stanie walczyć z bandziorami.

A nawet jeśli coś tam robiła, to dostawała w kopercie zdjęcia swoich dzieci i traciła zapał do jakichkolwiek kontroli. Przy takich sprawach skarbówka musiała zacząć współpracować z policją i ABW. Co na to wszystko Ministerstwo Finansów?

– Na początku nie było w stanie w to uwierzyć. Czyli jak wy pokazaliście swój raport w 2013 r., to zjawisko luki VAT było dla wszystkich kompletnie nowe?

– W Polsce na pewno. Owszem, coś na ten temat wiedzieli ludzie z poszczególnych branż. Bo nagle na rynku zaczęły się pojawiać pręty stalowe, które miały niższą cenę, niż w momencie, kiedy wyjeżdżały przez bramę huty. Niektóre zakłady jak ArcelorMittal Warszawa musiały z tego powodu w styczniu 2013 r. wygasić piece. Nikt nie miał jednak jeszcze pełnego obrazu sytuacji.

Resort, gdy już uwierzył, że dzieje się coś złego, zaczął wprowadzać odwrócony VAT w najbardziej dotkniętych wyłudzeniami sektorach. Przy odwróconym VAT to kupujący, a nie sprzedający odprowadza podatek do urzędu skarbowego. Znika wtedy ryzyko, że nabywca towaru odzyska pieniądze, zaś dostawca go nie wpłaci.

Odwrócony VAT na stal wprowadzono w październiku 2013 r. W izbach skarbowych powstały wydziały, które zaczęły problem analizować. Zaczęto robić mapy przepływu towarów, identyfikować podejrzane miejsca i wysyłać tam odpowiednie służby, czyli nie panią Irenkę. I to pomogło?

– W 2014 tak. Zintensyfikowane ściganie przyniosło na moment rezultaty. Ale mafia szybko się do tego przyzwyczaiła. Bo te trudniejsze warunki w Polsce wciąż jednak były prostsze niż w krajach zachodniej Europy.

W latach 2015 i 2016 luka znowu się powiększyła, osiągając minimum ok. 50 mld zł. I to mimo tego, że wprowadzano odwrócony VAT, m.in. na elektronikę. Premier Mateusz Morawiecki mówi, że ta luka w latach 2007-15 wyniosła 260 mld zł, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, że 500 mld zł, Zbigniew Ziobro, że 600 mld zł. Która z tych liczb jest najbliższa prawdzie?

– Myślę, że 260 mld zł. Dlaczego luka zaczęła się znowu zmniejszać?

– Resort finansów za rządów ministra Mateusza Szczurka opracował projekt ustawy, zgodnie z którym firmy co miesiąc muszą wysyłać fiskusowi szczegółowe dane na temat swoich zakupów i sprzedaży związanych z VAT. To jednolity plik kontrolny (JPK). Duże firmy wysyłają JPK od lipca 2016 r., małe i średnie – od początku 2017 r. a najmniejsze – od początku tego roku. JPK bardzo pomógł.

Na najbardziej zagrożonych rynkach za rządów PiS zaczęły obowiązywać pakiety: paliwowy, energetyczny, tytoniowy. Teraz żeby odzyskać VAT za paliwo, trzeba się już rzeczywiście postarać, udowodnić, że się je wyeksportowało. Czyli jest trudniej?

– Jest znacznie trudniej. W 2017 r. luka znacząco zmalała – o blisko 13-14 mld zł. Rząd próbuje zaś robić kolejne rzeczy: powstała Krajowa Administracja Skarbowa, buduje się Centralną Bazę Faktur, są centra analityczne, które nadzorują podejrzane transakcje. Jak na Zachodzie. Od 1 lipca w życie wejdzie też split payment. W Europie na taką skalę wprowadzamy go jako pierwsi, w ograniczonym zakresie funkcjonuje we Włoszech i Rumunii. Jestem przekonany, że to też utrudni mafii działanie, choć niestety zmniejszy przy okazji płynność finansową niektórych firm. Czy da się odróżnić wzrost dochodów z VAT od likwidacji luki? Bo może za zwiększeniem wpływów z tego podatku stoi po prostu wzrost gospodarczy?

– Da się. W 2017 r. VAT wzrósł o ponad 13 proc., a konsumpcja o 6,4 proc. Jeżeli dochody z VAT rosną szybciej niż konsumpcja, a tak jest teraz w Polsce, to po prostu maleje luka VAT.

Dobrze, żebyśmy sobie uświadomili, że każde ominięcie VAT jest większym bądź mniejszym przestępstwem. Czy ktoś go ukradnie jak mafia, czy nie zapłaci podatku jak pan Józio – różnica jest tak naprawdę niewielka.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.