Najgorsza Rosja w historii? Może, ale i tak wygrała 5:0 z Arabią

Rosjanie przed meczem mieli cele minimum, a wykonali popis maksimum – żaden gospodarz nie strzelił pięciu goli na inaugurację powojennego mundialu.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - RAFAŁ STEC ŁUŻNIKI

Kiedy dwóch rozślizganych obrońców posłusznie usiadło na tyłkach, żeby Dienis Czeryszew mógł przywalić golem, pomyślałem, że byliby idealnym przeciwnikiem dla Legii w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.

To, co wyprawiali, właśnie tam nikogo by nie zdziwiło. Ale na mistrzostwach świata? Niepewne i niedokładne, chwilami paniczne wyprowadzanie piłki spod pola karnego; z rzutów rożnych wybijanie jej tak, że trafia w najbliżej stojącego rywala; niezdolność do skonstruowania ataku pozycyjnego, który skończyłby się inaczej niż potwornie chybionym strzałem z dystansu; leniwe ruchy niezsynchronizowych stoperów – nie tego oczekują kibice, którzy przez cztery lata zapomnieli, że w mundialu nie chodzi o możliwie najwyższy poziom gry, lecz spotkanie najrozmaitszych futbolowych cywilizacji, także tych prymitywnych.

Czeryszew zatem uderzył, zrobiło się 2:0, tętno wielu obecnych na trybunach – kiedy już wyrazili radość – prawdopodobnie spadło do spoczynkowego. Wcześniej ich serca waliły jak oszalałe. Mogli bowiem rosyjscy kibice miesiącami wyklinać swoich przegrywających na potęgę piłkarzy, mogli wyczekiwać MŚ w obezwładniającym lęku przed klapą nie z tej ziemi. Ale w dniu otwarcia smuta ustąpiła fieście – na stadion spłynęli już kilka godzin przed gwizdkiem, pasjami fotografowali się z Saudyjczykami (dla wielu było to zetknięcie z najbardziej obcą kulturą w życiu), piłkarzy powitali wrzawą przychylną, przepojoną nadzieją. A zarazem wrzawą pod wysokim napięciem. Wyczuwało się je nawet wysoko na trybunach – trener Stanisław Czerczesow najpierw na gole reagował umiarkowanie, czyli wcale, natomiast opieszałego chłopca do podawania piłek zrugał, jakby ten załadował swojej drużynie samobója. Jego piłkarze natomiast zasuwali nabuzowani, skupiali się raczej na włożeniu w grę maksimum energii niż maksimum precyzji.

Wystarczyło. Nie minął kwadrans, gdy Jurij Gazinski wyskoczył do dośrodkowywanej piłki, przyłożył do niej głowę, zdobył swoją pierwszą – idealnie dobrał moment, prawda? – bramkę dla reprezentacji kraju. Mroczna perspektywa zostania najsłabszym gospodarzem w historii mundiali bardzo się oddaliła. Jeśli uda się sforsować Egipt (we wtorek), to mecz z faworyzowanym Urugwajem na pożegnanie fazy grupowej będzie już rozstrzygał tylko o tym, czy do 1/8 finału awansują jako liderzy, czy wiceliderzy tabeli.

Na ile ich stać, nie wiadomo. Wprawdzie Władimir Putin wyraził w przededniu inauguracji oczekiwanie na drużynę grającą z godnością, walczącą do końca oraz serwującą kibicom styl atrakcyjny i nowoczesny, ale na razie potwierdziło to jedynie starą niepiłkarską prawdę, że dyktatorzy lubią odkleić się od rzeczywistości. Ani w latach minionych, ani w roku bieżącym rosyjscy piłkarze nie dali żadnych powodów, by posądzać ich o wysoką klasę światową, a w czwartkowe popołudnie nade wszystko wykorzystali marniuteńki występ Saudyjczyków.

I to się liczy – w futbolu nie sposób pomalować murawy na zielono, by ukryć przed szefem prawdę, tutaj brutalnie zweryfikować mogą cię nawet przeciwnicy, których przed analizą wideo nie widziałeś na oczy. Nawet przeciwnicy, którzy uzmysławiają, jak niewiele trzeba, by dorwać zaproszenie na mundial. Saudyjczycy przywieźli do Rosji zawodników, o których mgliste pojęcie mają najbardziej fanatyczni entuzjaści futbolowej egzotyki. I to się nie zmieni.

Gospodarze wygrali inaugurację wyżej niż ktokolwiek, kto organizował turniej po II wojnie światowej. Wezbrali entuzjazmem, nacieszyli się trochę futbolem, może pooddychają wreszcie pełną piersią. Wylansowali nawet pierwsze gwiazdki mundialu – Aleksandr Gołowin trafił z rzutu wolnego, dał asysty przy bramkach Gazinskiego i Artjoma Dziuby, znacząco zasłużył się też w natarciu poprzedzającym pierwszą bramkę Czeryszewa, natomiast ten ostatni uzupełnił jeszcze goleadę ładnym uderzeniem zewnętrznym podbiciem.

Okazja odświętna, chyba nie wypada im wytykać, że poznęcali się nad słabymi. Trudno natomiast uniknąć refleksji, że skoro obecne eliminacje zdołała przetrwać Arabia, to aż strach pomyśleć, kto odwiedzi mundial rozdęty do 48 drużyn.

Dienis Czeryszew strzela drugiego gola dla Rosji

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.