Kmicic, Tatar z natury

KRESYMENTALIZM Tatarzy, Ormianie, Karaimi, Cyganie, Żydzi, Wołosi, Grecy, Nogajowie – a nawet Czerkiesi, Turcy, Arabowie, Gruzini, Persowie, Kałmucy, Czeremisi, starowiercy – byli jak przyprawy. Nadawali smak polskiej historii. Polacy wierzący w zbitkę Po

Gazeta Wyborcza - - MAGAZYN - Z ADAMEM BALCEREM* O POLSKIM MULTI-KULTI ROZMAWIA MACIEJ STASIŃSKI

MMACIEJ STASIŃSKI: Mit polskich Kresów odżywa. Czym jest dziś? ADAM BALCER:

Można to zjawisko nazwać kresymentalizmem. Rządzący politycy kultywują mit Kresów wwydaniu sielankowo-martyrologicznym. Jest on sprzeczny wewnętrznie. Wuzasadnieniu projektu ustawy o Dniu Męczeństwa Kresowian przygotowanym w2016 r. przez PiS dawne ziemie wschodnie Rzeczypospolitej to utracona Arkadia – „obszar pokojowego współistnienia i przenikania się różnych narodowości, kultur i religii (…) naznaczony prawdziwą tolerancją ludzi wolnych i wzajemnie szanujących swoją tożsamość”.

I nagle spada bomba: Wołyń, czyli polskie męczeństwo i potworne cierpienie z rąk ukraińskiej „dziczy”. Skoro było tak słodko, to skąd ten wybuch nienawiści do Polaków? Przy okazji autorzy mijają się z faktami i dokonują „wrogiego przejęcia” bohaterów sąsiadów. Polakiem okazuje się Konstanty Ostrogski, hetman wielki litewski, zwycięzca spod Orszy w 1514 r. nad Moskwą, ruski kniaź wywodzący się z dynastii Rurykowiczów, prawosławny, który mówił i pisał po rusku, fundował cerkwie i spoczywa w ławrze Peczerskiej w Kijowie. Obie jego żony były Rusinkami. Nigdzie w źródłach nie ma informacji, żeby nazwał siebie Polakiem. Zagraniczni historycy, jak Daniel Beauvois, widzieli w naszej obecności na wschodzie panowanie kolonialne.

– Wielu polskich historyków daje dziś odpór Beauvois, totalnie odrzuca elementy kolonialne w polskiej historii. W „Polskim Przeglądzie Dyplomatycznym” wydawanym przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych został niedawno opublikowany po polsku i angielsku artykuł Hieronima Grali „Kolonializm alla polacca”. Autor dowodzi, że w polskim panowaniu na Wschodzie nigdy nie było kolonializmu. Niemal ani słowa o kilkunastu powstaniach kozackich i hajdamackich, o prześladowaniach Cerkwi prawosławnej, o niewykonaniu unii brzeskiej w kwestii wejścia do senatu duchownych greckokatolickich, o „zniknięciu” innowierców z polskiego sejmu, ani słowa o dążeniu polskich i spolonizowanych magnatów do podporządkowania sobie rusińskich wolnych chłopów, Kozaków i drobnej szlachty ani o tragicznym losie chłopów pańszczyźnianych w latyfundiach. Wielu Polaków nie chce dostrzec, że przechodzenie na rzymski katolicyzm i polonizacja arystokracji ruskiej nie odbywały się wyłącznie spontanicznie. Asymilacja była wspierana przez polskie państwo, elity i Kościół, a spotykała się z opozycją dużej części elit rusińskich.

A przecież kiedyś istniała w Polsce świadomość polskich grzechów na Wschodzie. Potrafił o nich pisać kanclerz wielki litewski Albrecht Stanisław Radziwiłł w czasie powstania Chmielnickiego, publicyści oświecenia, działacze polskiej emigracji demokratycznej w czasach rozbiorów, Mickiewicz czy powstańcy styczniowi ze stronnictwa Czerwonych.

Ale Kresy to też nie Aruba, czyli plantacja niewolnicza na Karaibach, jak twierdzi Beauvois czy wzorujący się na nim Jan Sowa. Ich wizerunek ziem wschodnich jest czarną antytezą różowego obrazu. Nie ma jednego wzoru kolonializmu. Inny był hiszpański, inny angielski czy francuski. Nasi piewcy kresowi nie chcą widzieć ani różnic, ani podobieństw z doświadczeniem polskim. Bo Polacy są wyjątkowi i nic z kolonializmem nie mieli wspólnego. To samo mówi Putin o Rosji – że zawsze była rajem na ziemi dla różnych religii i narodów, a straszny kolonializm to tylko Zachód. Pojęcie „Kresy” zmieniało się z czasem. Jak?

– „Kresy” ukrywają głębinowe znaczenia. Pojęcie to ukuł Wincenty Pol dopiero w połowie XIX wieku w poemacie o rycerzu Mohorcie. Używał terminów „Kresy” i „Ukraina” wymiennie albo razem, np. „ukrainne kresy”. Towarzyszem broni i przyjacielem Mohorta, greckokatolickiego mnicha, jest mirza, czyli krymsko-tatarski rycerz.

Kresy są związane ze starożytnym pograniczem między lasem a Wielkim Stepem, największą prerią na Ziemi, ciągnącą się od Europy Środkowej do Mandżurii. To pogranicze miało olbrzymi wpływ nie tylko na historię Ukrainy, ale także Polski. Kresy-Ukraina trzeba rozumieć w kontekście Eurazji i naszych relacji z imperium osmańskim, Persją, Złotą Or- dą, Mongołami i ludami turkijskimi, szczególnie z Tatarami.

Dopiero w okresie międzywojennym Kresami nazwano Lwów czy Wilno. Stosując ten termin wobec odległej przeszłości, wrzucamy do jednego worka bardzo różne regiony – od Żmudzi po Zaporoże. To zaciemnia rzeczywistość.

Jeśli Kresy są z natury polskie, to powtarzana przez PiS mantra o wieloetniczności okazuje się raczej marzeniem o Polsce jako mocarstwie panującym nad innymi narodami. Wieloetniczność kończy się często na jednym zdaniu, a potem już tylko słyszymy o Polakach, inni to tło. Przeciętny Polak kojarzy Stepana Banderę, ale niewiele wie o Tarasie Szewczence. Wieloetniczność to zresztą półprawda, bo Polacy byl i w zdecydowanej mniejszości, szczególnie przed okresem międzywojnia. W wielu regionach Rusini albo Litwini stanowili wyraźną większość. Polacy na Kresach to przecież przedmurze Zachodu.

– Paradoks polskiej tożsamości polega na tym, że chrześcijaństwo (rzymski katolicyzm) przyszło do nas z Zachodu i stało się bardzo ważnym elementem polskiej tożsamości, ale na naszą kulturę olbrzymi wpływ wywarł Wschód, czyli nie tylko prawosławie, grecki katolicyzm, judaizm, ale także islam, a nawet pogańska religia Bałtów. Tu nie chodzi tylko o sarmacki strój i broń. Jak zauważył szkocki historyk Neal Ascherson, elekcyjna monarchia z silną arystokracją w Rzeczypospolitej przypomina ustrój chanatu krymskiego i innych państw Wielkiego Stepu. Kozacy to także część polskiego dziedzictwa, a oni nie tylko turecką nazwą, ale także organizacją i systemem wartości przypominali janczarów.

Kuchnia sarmacka ze względu na orientalne przyprawy przypominała dzisiejszą kuchnię indyjską. Tatarzy, Ormianie, Karaimi, Cyganie, sefardyjscy Żydzi, Wołosi, Grecy i inni bałkańscy prawosławni, Nogajowie – a nawet Czerkiesi, Turcy, Arabowie, Gruzini, Persowie, Kałmucy, Czeremisi czy Lewantyńczycy i starowiercy, którzy mieszkali lub odwiedzali wschodnie ziemie unii litewsko-polskiej – byli jak te przyprawy. Nadawali smak polskiej historii. Polacy wierzący w mit przedmurza czy oblężonej twierdzy oraz zbitkę Polak katolik nie potrafią tego dania przetrawić.

Nie umiemy dostrzec, jak ważną cechą naszej tożsamości jest metysaż, czyli mieszanie kultur. Jednym z najbardziej fascynujących przykładów jest Wacław Emir Rzewuski. Przypomniano sobie o nim niedawno, gdy wybuchł skandal wokół stadniny w Janowie Podlaskim. Rzewuski założył pierwszą hodowlę koni arabskich w Europie. Jako pierwszy Europejczyk opisał wnętrze Półwyspu Arabskiego. Został adoptowany razem ze swoimi Kozakami przez Beduinów. Założył pierwsze naukowe czasopismo orientalistyczne w Europie. Jego fascynację Bliskim Wschodem wzbudził wuj Jan Potocki, autor „Rękopisu znalezionego w Saragossie”.

Rzewuski po powrocie na Podole mieszkał w namiocie beduińskim, chodził w arabskim stroju, praktykował islam. Step był dla niego jak pustynia, a Kozacy, jak Beduini. Jego dwór stał się centrum ukraińskiej muzyki i poezji. Poległ w powstaniu listopadowym, walcząc na czele swoich Kozaków. To kim był Rzewuski? Polski i ukraiński były dla niego mowami ojczystymi. Znał także świetnie języki orientalne. Stał się bohaterem poematów Mickiewicza i Słowackiego. Słowacki porównywał go do Czyngis-chana.

Metysaż zawsze wiąże się jednak z istnieniem jakieś kolonialnej hierarchii, którą właśnie mieszanie się kultur częściowo rozmywa. Jednak Polakom trudno zaakceptować taki sposób myślenia. Doświadczyli wswojej historii bycia skolonizowanymi i kolonizującymi. O tym pierwszym doświadczeniu mówią bardzo dużo, o drugim bardzo niechętnie. Hiszpanie mają świadomość metysażu od dawna.

– U nas Hiszpania i Polska były głównie postrzegane jako katolickie przedmurza na dwóch kresach Zachodu. Natomiast Hiszpanie zdali so-

bie sprawę z tego, że nie mogą siebie zrozumieć, ograniczając się do tradycji Kościoła katolickiego i rekonkwisty, bez islamu i judaizmu, a potem w Ameryce – kulturowego i rasowego „metysażu” z Indianami i Murzynami, bez których nie byłoby Metysów, Mulatów ani Kreolów.

Na Ukrainie renesans przeżywają idee zmarłego ponad 10 lat temu Omeljana Pritsaka, sławnego ukraińskiego turkologa, wieloletniego dyrektora Harvard Ukrainian Research Institute. Pritsak, absolwent przedwojennej lwowskiej orientalistyki, twierdził, że Ukraina jest jak Hiszpania. Powinna zaakceptować jako własne kultury wszystkich zamieszkujących ją w przeszłości ludów.

Polskie multi-kulti było czasami bardziej spektakularne niż iberyjskie. Od końca XIV wieku do drugiej połowy XVII wieku tylko około jednej trzeciej mieszkańców unii Litwy i Polski było etnicznie polskich, większość była prawosławna. W historii Hiszpanii protestantyzm odegrał ograniczoną rolę, a wPolsce bardzo dużą. Jednak polski Sejm w zeszłym roku, w 500-lecie reformacji, głosami PiS zablokował uchwałę upamiętniającą tę ważną rocznicę. Dzisiejsza prawica nie jest w stanie niczego krytycznego powiedzieć o roli Kościoła rzymskokatolickiego w naszej historii. Wyłącznie apologia. Abez tego nie uda się rozmawiać ze wschodnimi sąsiadami albo Żydami.

Żydzi mieszkają w Polsce od XI wieku i byli zawsze częścią krajobrazu.

– U nich też widać metysaż. Sejm żydowski zbierał się w Jarosławiu i Lublinie podczas wielkich jarmarków służących do handlu z kupcami z imperium osmańskiego. Chasydyzm powstał pod wpływem islamu i „orientalnych” Żydów sefardyjskich na pograniczu z imperium osmańskim, w tym na Podolu, które było pod koniec XVII wieku turecką prowincją.

Fascynującą postacią jest Jakub Frank, Żyd, którego językiem ojczystym był turecki. WTurcji przeszedł na islam, a po powrocie do Polski – na katolicyzm. Prawdopodobnie umarł jako prawosławny. Napisała o nim znakomitą książkę „Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk. Drogę Franka wybrało sporo Żydów, którzy stali się Polakami. Jak żona Mickiewicza. Inspiracją dla frankistów był Sabataj Cwi, który w XVII w. ogłosił się mesjaszem, a potem przeszedł na islam. Oni wierzyli w syntezę trzech religii: chrześcijaństwa, islamu i judaizmu. Warto pomyśleć o wpływie tych nurtów na mesjanizm polskiego romantyzmu.

Perspektywa polonizacji Żydów szczególnie przerażała Romana Dmowskiego. Odwołując się do pseudoteorii rasowych, uważał, że Żydzi to obcy cywilizacyjnie, orientalny wrzód, zdegenerowany moralnie („słynna” semicka rozwiązłość), stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa i niepodległości Polaków. Żydzi to V kolumna, żydokomuna. Do podobnych klisz odwołano się wostatnich latach, szerząc nienawiść do uchodźców.

Mieliśmy w „Wyborczej” niedawno debatę na temat polityki historycznej. Pokazała, jak trafny jest dziś tytuł eseju Józefa Szujskiego „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki”.

– W Polsce próbuje się dziś połączyć na siłę sprzeczne tradycje. Dmowski i Piłsudski rzekomo wreszcie łączą się harmonijnie w PiS. Jednak od stuleci widać zderzenie dwóch wizji Polski. Zdecydowana większość Polaków przez wieki mieszkała wzwartej grupie w centralnej Polsce. Ale ten teren zajmował tylko ok. 20 proc. terytorium dawnej Rzeczypospolitej, oprócz Polaków mieszkali tu przede wszystkim Żydzi. I to właśnie stąd, z Łomżyńskiego graniczącego z już mieszanym etnicznie Podlasiem, wywodził się Dmowski. Piłsudski pochodził natomiast z ziem wschodnich, gdzie Polacy byli wmniejszości. Jednak ci „kresowiacy” byli wyraźnie nadreprezentowani wnaszych elitach, wystarczy wspomnieć Mickiewicza i Słowackiego.

Piłsudski i Dmowski uosabiają dwie wizje polskiej tożsamości narodowej: obywatelską i etniczną. Nie da się ich połączyć.

Mitem jest wizja Polski jako przedmurza. To infantylna mieszanka kompleksów, niewiedzy z megalomanią. Przeżywająca zmierzch Polska przyczyniła się do klęski imperium osmańskiego, dla którego wyprawa pod Wiedeń była łabędzim śpiewem potęgi. Osmanowie nigdy nie byli w stanie podbić Europy i zdawano sobie z tego sprawę już wtedy. Schyłek Osmanów oznaczał wzmocnienie Rosji, która zniszczyła Polskę.

Kultywowanie mitu przedmurza wpływa negatywnie na nasze relacje ze wschodnimi sąsiadami, bo jest on kierowany nie tylko przeciw muzułmanom, ale także „hajdamackim” Ukraińcom. Wielu Polaków kojarzy bitwę pod Wiedniem, a nic nie wie o bitwie pod Orszą, która oddaliła o ponad 150 lat rosyjską dominację nad Europą Wschodnią. Wojny z Moskwą były dla Litwy i Polski znacznie ważniejsze niż z Turkami. To przecież Rosjanie już w połowie XVII w. podbili połowę Rzeczypospolitej, doszli do Wisły i zrównali z ziemią Wilno, stolicę Wielkiego Księstwa.

Mit przedmurza wpycha nas w pułapkę rosyjskiego punktu widzenia. Profesor Andrzej Nowak, jeden z najważniejszych twórców polityki historycznej PiS, kultywujący mit Wiednia, krytykuje rosyjski imperializm. Nie zauważa, że łączy go z historykami rosyjskimi jak najgorszy obraz Tatarów Krymskich. Prof. Nowak nazywa ich wyprawy po jasyr ludobójczymi. Rosyjscy historycy uzasadniają nimi podbój Krymu przez Katarzynę II. Jednak tych najazdów nie można uznać za ludobójstwo. Nowak nie dostrzega też, że od początku XVI do końca XVIII w. wkażdej wojnie polsko-rosyjskiej Tatarzy Krymscy walczyli po naszej stronie.

Pielęgnuje się wizję Polaków jako narodu szlacheckiego i rycerskiego. Sejm ustanowił 2016 Rokiem Sienkiewicza. Posłanka PiS Joanna Lichocka drżącym głosem mówiła: „Sienkiewicz z nas wszystkich, bez względu na pochodzenie, czyni szlachtę, naród rycerski”. Naród rycerski może mieć problem z rachunkiem sumienia. Przecież szlachetny rycerz nie jest zdolny do czynienia zła. Ta wizja wpisuje się idealnie w mit kresowej stanicy. Wystarczy poczytać „Do Rzeczy”, „WSieci Historia”, które redaguje prof. Jan Żaryn, senator PiS i wiceszef komisji nauki i edukacji, albo wywiady z prof. Nowakiem, żeby się poczuć niczym pan Wołodyjowski na szańcach Kamieńca czy Podbipięta w oblężonym Zbarażu.

Miłośnicy przedmurza nie dostrzegają, że kresowi herosi mają w sobie więcej ze stepowych dżygitów niż ze Zbyszka z Bogdańca. Prof. Nowak za symbol Polaka uznaje lisowczyka z obrazu Rembrandta, bo to „wspaniałej postury, dorodny, młody, piękny człowiek, groźny polski żołnierz przemierzający Europę”. Alisowczycy to znakomita lekka jaz- da wzorowana na… Tatarach. Lisowczycy byli nazywani Kozakami. Słynęli nie tylko z waleczności, ale także z rabunków i mordów na cywilach w różnych częściach Europy.

Warto, aby Polacy pamiętali, że na ziemiach wschodnich liczna drobna szlachta, choć nierzadko zadomowiona w kulturze polskiej, nie uległa polonizacji, odgrywała ważną rolę w ruchach narodowych naszych sąsiadów, wchodząc w konflikty też z polską magnaterią. Nawet niektórzy przedstawiciele polskich rodzin arystokratycznych i średniej szlachty stali się Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami.

Czy to nie jest wiedza powszechnie dostępna i dowodząca właśnie rodowodu wielonarodowego i wieloreligijnego Polski? Czy nie wyważamy otwartych drzwi?

– Nie. Polacy na ogół nie są świadomi skali związków Polski ze wschodnimi kulturami. Kto na przykład wie, że wśród pięciu uczestników pierwszego krajowego zjazdu PPS obok Piłsudskiego i Wojciechowskiego, przyszłego prezydenta Polski, było dwóch Tatarów, w tym Aleksander Sulkiewicz – Iskander Mirza Duzman Beg Sulkiewicz? Był prawą ręką Piłsudskiego i sekretarzem generalnym PPS. Czy przebiła się do opinii publicznej informacja, że niedawno odkryto Koran przetłumaczony na polski przez Tatarów pod koniec XVII w.? Został zapisany alfabetem arabskim i jest drugim w Europie tłumaczeniem na żywy język świętej księgi muzułmanów.

Od mądrych książek świadomość potoczna się nie zmieni, zwłaszcza jeśli za nacjonalizmem stoi władza.

– Wiem, ale fascynujące postaci i fakty niepasujące do dominującej narracji są bardzo ważne, żeby zainteresować ludzi inną historią.

Oczywiście, że najważniejsza jest „reforma zakonu polskości”, czyli odejście od endeckości, do czego wzywał Juliusz Mieroszewski, obok Giedroycia najważniejszy myśliciel „Kultury”. To był dla niego podstawowy warunek, aby zbudować relacje ze wschodnimi sąsiadami, a jednocześnie zakorzenić Polskę na Zachodzie.

Po 1989 r. Polska nie zrobiła tej reformy. Wystarczy się przyjrzeć historii w szkołach III RP, podręcznikom i polityce historycznej państwa. Dziedzictwo endecji nie zostało krytycznie przemyślane. W 1999 r., w rocznicę śmierci Dmowskiego, Sejm przyjął uchwałę będącą jego apologią. Zagłosowała za nią cała Unia Wolności. Przeciw była tylko część SLD.

WPolsce mamy dzisiaj do czynienia z renesansem Dmowskiego, a nawet faszystowskiego Obozu Narodowo-Radykalnego, Narodowych Sił Zbrojnych czy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Politycy polscy zachwycający się Dmowskim nie chcą pamiętać, że kluczowym elementem ideologii narodowych demokratów była mieszanka ksenofobii i imperializmu. Dmowski marzył o Polsce piastowskiej (Polska dla Polaków) w granicach jagiellońskich. WWersalu przedstawił Polskę w granicach, w których nie-Polacy stanowili ponad połowę mieszkańców, ale widealnej Polsce nie widział miejsca dla nie-Polaków, a Polak miał być katolikiem. Dmowski nienawidził Żydów, Niemców i Ukraińców. Wschodnimi sąsiadami pogardzał i odmawiał im prawa do własnych państw.

Niektórzy twierdzą, że Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) to ukraińska wersja NSZ, ale przy pewnych podobieństwach istniały między nimi znaczne różnice. W szeregach UPA, która kultywowała ideę prometejską, czyli wspólnej walki narodów podbitych przez Rosję, walczyli liczni nie-Ukraińcy. W NSZ nie było o tym mowy.

Faszyzmy różniły się stosunkiem do Innych. Żydzi byli wyraźnie nadreprezentowani welitach Włoch Mussoliniego. Generał Franco uważał Maurów za braci Hiszpanów, co powiedział Hitlerowi i wywołał tym jego zdumienie. Bez Regulares z Maroka Franco nie wygrałby wojny domowej. Lider chorwackich faszystów Ante Pavelić uważał bośniackich muzułmanów za najlepszy sort Chorwatów, nauczył się czytać i pisać w szkole przy meczecie, chodził w fezie i przebudował na meczet jeden znajwiększych budynków Zagrzebia.

A w Polsce endecja forever, czyli zespół misji cywilizacyjnej oraz ofiary i męczeństwa.

– Od końca XIX w. endecy wykonali ogromną pracę organiczną, promując swoją wizję polskości z wielkim poparciem Kościoła. Popularności wizji etnicznego narodu sprzyjał brak własnego państwa. II wojna przyniosła lobotomię polskiej pamięci i kultury. Po kilkuset latach Polska, jedno z najbardziej mieszanych etnicznie krajów Europy, stała się państwem najbardziej jednolitym. WPRL wbijano ludziom do głowy, że ta jednorodność to gigantyczny sukces. Najbardziej radykalnym wyrazem tego myślenia była duma z akcji „Wisła”. Miłosz miał rację, gdy pisał: „Jest ONR-u spadkobiercą Partia”.

Według badań Pew Research Centre prawie 60 proc. Polaków woli państwo jednej kultury, jednej religii i jednego narodu. 35 proc. preferuje państwo wielu kultur, religii i języków. Większość ma problem, żeby muzułmanin był obywatelem polskim. Znaczna część ma wątpliwości wobec Żydów i Romów. We wrześniu 2017 r. Sejm przez aklamację przyjął uchwałę apologetyczną o NSZ, wtym oBrygadzie Świętokrzyskiej. PO i Nowoczesna były za. Z tym upartym przywiązaniem do „zakonu polskości” będzie nam coraz trudniej odnaleźć się w Europie, ułożyć relacje ze wschodnimi sąsiadami oraz zrozumieć własną historię.

Według badań CBOS zdecydowana większość Polaków uważa się za naród szlachetniejszy od innych, który wycierpiał więcej. Wbadaniach Muzeum II Wojny Światowej Polacy uznali siebie za naród doświadczony przez wojnę bardziej niż jakikolwiek inny, w tym żydowski. W rzeczywistości w XX w. wiele narodów mieszkających na wschód od nas cierpiało tak samo albo bardziej, w tym Ukraińcy. A Polacy postrzegają ich jako zbrodniarzy, nie ofiary. Przykład idzie z samej góry. Jarosław Kaczyński stwierdził, że UPA przebiła Niemców w okrucieństwie w mordowaniu Polaków.

Co robić z tym kresymentalizmem?

– Polacy muszą przestać myśleć o sobie wyłącznie wkategoriach: „jak myśmy wpłynęli na wschodnich sąsiadów”, a zacząć bardziej myśleć: „jak oni nas zmienili”.

Średniowieczny Kijów oddziaływał na Polskę tak jak na katolicką Hiszpanię muzułmańska Kordoba. Doceńmy bizantyjskie freski epoki Jagiellonów w gotyckich kaplicach, orientalny sarmatyzm („lulki palą” i „biją w tarabany”) czy polską romantyczną fascynację Kozakami. Opowieść o Polsce powinna uwzględnić zjawisko metysażu, akceptując równocześnie elementy kolonialne polskiej obecności na Wschodzie, oraz umieścić własne dzieje także w kontekście Wielkiego Stepu i Eurazji, a nie tylko Europy. Są wybitne prace historyczne: „The Struggle for the Eurasian Borderlands” Alfreda Riebera czy „Europe’s Steppe Frontier 1500-1800” Williama H. McNeilla, które właśnie tak postrzegają unię Litwy i Polski. Historia tej unii to także zmagania z Moskwą o dziedzictwo Złotej Ordy, do której prawa przekazali nam wielokrotnie w traktatach sojuszniczych Tatarzy.

Chcemy być krzyżowcami, ale nie wiemy, że w państwach krzyżowców na Bliskim Wschodzie żyli muzułmanie i dzielili świątynie z chrześcijanami. Powstała wśród krzyżowców kultura lewantyńska łączyła elementy łacińskie z orientalnymi. Takim krzyżowcem był Sobieski, który znał turecki i tatarski, ubierał się orientalnie, zakładał manufaktury produkujące wschodnie rzeczy, zawarł pobratymstwo z arystokratami tatarskimi, osadził Tatarów w Bohonikach i Kruszynianach. Wielokrotnie dowodził tatarskimi chorągwiami. W listach opisywał Turków jako rycerskich przeciwników, a ich panowanie – jako mniejsze zło dla Węgrów niż władza Habsburgów.

Warto docenić elementy multi-kulti nawet u Sienkiewicza. Kmicica opisywał jako Tatara z natury. Ten polski dżygit nigdy nie protestuje, gdy tak go nazywają inni bohaterowie „Potopu”. Świetnie rozumie się z Tatarami, którymi dowodzi. Na Jasnej Górze, gdy chcemy się poddać Szwedom, do walki podrywa nas Tatar, muzułmanin. Sienkiewicz był sam pochodzenia tatarskiego i napisał małą trylogię, której głównym bohaterem jest współczesny mu Selim, polski Tatar.

Jak Hiszpanie powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że Zachód i Wschód to nie przeciwstawne światy, lecz przenikające się przez wieki. Tym bardziej będziemy na Zachodzie, im bardziej będziemy świadomi jego różnorodności i wpływów z różnych Wschodów.

Warto zakwestionować nasze „przeklęte położenie” między Rosją a Niemcami. Polska od wieków leży przede wszystkim między Ukraińcami a Niemcami. Żadne inne narody tak bardzo nas nie ukształtowały. Żeby to zaakceptować, trzeba jednak uznać Ukraińców za partnerów, a nie wrogów albo gorszych.

*ADAM BALCER – wykładowca Studium Europy Wschodniej UW. Autor podcastu w TOK FM Lechistan. Publikuje w „Nowej Europie Wschodniej” i „New Eastern Europe”. Wkrótce nakładem Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie ukaże się jego książka o związkach Europy Środkowej z Wielkim Stepem i imperium osmańskim

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.