Koniec in vitro

Do Sejmu trafił poselski projekt* ustawy, która radykalnie zmieniłaby kształt procedury in vitro w Polsce. – W praktyce by ją zlikwidowała – ocenia ekspert.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ROZMOWA Z DR KATARZYNĄ KOZIOŁ z przychodni leczenia niepłodności Novum w Warszawie

W Sejmie jest poselski projekt ustawy, która radykalnie może zmienić kształt procedury in vitro w Polsce. Praktycznie ją zlikwidować

MACIEJ ORŁOWSKI: Projekt zasadniczo sprowadza się do czterech kwestii: 1. ograniczenia możliwości stosowania jej wyłącznie do małżeństw; 2. ograniczenia liczby komórek rozrodczych, które mogą zostać zapłodnione, do jednej; 3. zakazu mrożenia ludzkich zarodków powstałych w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego; 4. likwidacji anonimowości dawców komórek rozrodczych.

DR KATARZYNA KOZIOŁ: Pierwszy punkt, zezwalający na in vitro tylko małżeństwom, jest o tyle bezsensowny, że już teraz ustawa ogranicza korzystanie z usług leczenia niepłodności tylko do par.

Partnerzy muszą podpisać dokument, w którym potwierdzają, że „pozostają we wspólnym pożyciu” i biorą na siebie odpowiedzialność za procedurę i przyszłe rodzicielstwo. To wydaje mi się wystarczające. Nie sądzę, by państwo musiało ingerować tak dalece w związek dwojga ludzi, by wymagać od nich małżeństwa. Przecież można mieć dziecko w nieformalnym związku i nadal to dziecko ma mamę i tatę. Skoro pary w nieformalnym związku mogą naturalnie spłodzić dziecko, to dlaczego nie miałyby mieć możliwości zapłodnienia pozaustrojowego? To dla mnie nielogiczne. Projektodawcy twierdzą, że „obowiązkiem państwa jest tworzenie warunków sprzyjających powstawaniu rodzin, przede wszystkim poprzez zawieranie małżeństw”. Może więc celem tego rozwiązania jest zmuszenie par starających się o dziecko do zawarcia małżeństwa?

– No tak, ale to rzucanie ludziom kłód pod nogi. Jeżeli ktoś jest bardzo zdeterminowany, to tylko z tego powodu zawrze związek małżeński. Nie wiem, czy to konieczne. Przecież ludzie mogą mieć swój sposób na życie i związek… Przejdźmy do następnego punktu: „ograniczenie liczby komórek rozrodczych, które mogą zostać zapłodnione, do jednej”.

– To absolutny bezsens. Już teraz nasza ustawa jest jedną z najbardziej restrykcyjnych na świecie, ograniczając liczbę zapładnianych komórek do sześciu. Jakoś sobie z tym radzimy. Ograniczenie tej liczby do jednej komórki spowoduje drastyczny spadek skuteczności leczenia, ponieważ nie z każdej komórki, która powstaje, jest ciąża i dziecko. I tak też się dzieje w naturze, bo o niepłodności mówimy dopiero po 12 miesiącach współżycia.

Zgodnie z doniesieniami naukowymi szansa na to, że z jednej pojedynczej komórki powstanie ciąża i urodzi się dziecko, wynosi ok. 3-6 proc. W tej chwili, gdy zapładniamy sześć komórek (a w niektórych wyjątkowych przypadkach więcej), ta skuteczność jest znacząco większa. Przy zapładnianiu tylko jednej komórki skuteczność spadłaby dziesięciokrotnie.

Za tym idą dwie rzeczy. Po pierwsze: taka kobieta będzie narażona na powtarzanie zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego, który obciąża jednak jej zdrowie – taki zabieg to punkcja jajników w znieczuleniu ogólnym, stymulacja hormonalna itp. Ponieważ te procedury będą nieustannie powtarzane – z powodu niskiej skuteczności – odłożone w czasie będą też szanse na ciążę. Skutek może być taki, że kobieta może zajść w ciążę w okolicy czterdziestki.

Po drugie: wszystkie kobiety, które będzie na to stać, będą po prostu jeździły za granicę, bo nie będą chciały poddawać się procedurze, która jest kompletnie nieskuteczna albo bardzo mało skuteczna. Gdyby taka ustawa przeszła, tak naprawdę byłby to koniec tego sposobu leczenia niepłodności w Polsce. Posłowie twierdzą, że chcą w ten sposób chronić zarodki.

– Obecna ustawa chroni zarodki. Żaden zarodek nie może być zniszczony. Trzeci zapis to niedopuszczenie do mrożenia zarodków, co – jak rozumiem – jest logiczną konsekwencją tego poprzedniego zapisu o dopuszczaniu do zapłodnienia tylko jednej komórki.

– No tak, ale to jest też konsekwencja absolutnego braku jakiejkolwiek wiedzy na ten temat. Bo mrożenie zarodków jest nieodłączną częścią procedury zapłodnienia pozaustrojowego i w dodatku absolutnie nie powoduje tych wszystkich uszkodzeń, o których piszą projektodawcy. Wręcz przeciwnie, mrożenie powoduje zachowanie zarodków przy życiu, tzn. chroni je w sytuacji, w której nie można ich podać do macicy. Dlatego musi być nieodłączną procedurą zapłodnienia pozaustrojowego.

Zawsze, nawet przy zapłodnieniu jednej komórki, może się zdarzyć sytuacja, w której do transferu – czyli do podania zarodka z powrotem do organizmu kobiety – w danym momencie nie może dojść. Bo normalnie jest tak, że pobiera się komórkę, zapładnia się ją i po maksimum pięciu dniach od punkcji trzeba podać ten zarodek do organizmu kobiety z powrotem, żeby on miał szansę się zagnieździć i przeżyć.

Ale czasem zdarzają się sytuacje losowe, jak chociażby choroba, kiedy tego zarodka podać nie można. Jeśli go wtedy nie podamy, to on obumrze. Tylko mrożenie zachowa go przy życiu. I umożliwi podanie zarodka w następnych cyklach, kiedy będzie to możliwe. Dlatego jeśli ta ustawa zabroni mrożenia zarodków, będzie narażała je na śmierć. Projektodawcy strzelają sobie w kolano. Kolejny punkt: likwidacja anonimowości dawców komórek rozrodczych.

– W tej chwili nasza ustawa gwarantuje dawcom anonimowość. Po uzyskaniu pełnoletności dziecko urodzone w wyniku in vitro ma dostęp jedynie do danych zdrowotnych dawcy, natomiast nie może dowiedzieć się niczego o jego personaliach, co też uniemożliwia mu nawiązanie z nim kontaktu.

Ten problem jest przedmiotem debaty już od dłuższego czasu. Na świecie jednak dąży się do tego, żeby znieść anonimowość dawcy, tzn. żeby dziecko po uzyskaniu pełnoletności mogło poznać dawcę, jego korzenie genetyczne, i w związku z tym także swoje korzenie. Dziś uważa się, że każdy człowiek ma do tego prawo.

U nas dawcy są nadal anonimowi. Prawdopodobnie uchwalono takie przepisy, ponieważ dawcy nie są jeszcze gotowi na to, że w przyszłości dzieci mogą chcieć ich odnaleźć. Może należałoby pomyśleć o zmianie przepisów tak, by dziecko z dawstwa po uzyskaniu pełnoletności mogło poznać swoją tożsamość. Ale nie przy okazji tej ustawy. ROZMAWIAŁ MACIEJ ORŁOWSKI

*Projekt podpisali posłowie z klubów PiS i Kukiz’15; kół PSL-UED, WiS oraz niezależni. Przedstawicielem wnioskodawców jest niezrzeszony Jan Klawiter

Dr Katarzyna Kozioł: – Pomysł niedopuszczenia do mrożenia zarodków jest konsekwencją absolutnego braku jakiejkolwiek wiedzy na ten temat

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.