12 GODZIN DZIENNIE ZA GROSZE

W Polsce haruje coraz więcej Koreańczyków z komunistycznej Północy. Jeden z nich – pracujący w Gdyni – pozwał holenderską stocznię, która czerpała zyski z jego niewolniczej pracy.

Gazeta Wyborcza - - WITAMY W POLSCE - KRZYSZTOF KATKA

O złożeniu pozwu poinformowała „Wyborczą” Global Legal Action Network (GLAN), organizacja pozarządowa zaangażowana w obronę praw człowieka i zwalczanie pracy niewolniczej.

„Północnokoreański robotnik, który przetrwał lata niewolniczych warunków pracy dla polskiej firmy Crist SA, podwykonawcy holenderskiej firmy produkującej statki, złożył skargę prawną przeciwko holenderskiej firmie. Twierdzi, że firma wiedziała o nieludzkich, niewolniczych warunkach, w jakich przebywają pracownicy firmy Crist, ale nadal zamawiała komponenty statków po niższych kosztach. (...) Skarga opiera się na badaniach Remco Breukera i Imke van Gardingena z Uniwersytecie w Lejdzie, jest wspierana przez GLAM i kancelarię prawniczą Prakken d’Oliveira reprezentującą powoda”.

Tajemnicza holenderska stocznia

W skardze znajduje się informacja, że dane robotnika – który najprawdopodobniej urwał się swoim panom – są chronione ze względu na jego bezpieczeństwo. Zarzuty stawiane przez jego prawników mówią, że pracował w Polsce po 12 godzin dziennie w niebezpiecznych warunkach, a większość jego zarobków przejmował reżim Korei Północnej. „Raporty polskich inspektorów pracy ujawniły, że przepisy bhp były rutynowo lekceważone, co skutkowało wypadkami i co najmniej jedną ofiarą śmiertelną. Robotnicy pracujący dla Crist, wiodącej stoczni na rynku europejskim, mieli ograniczoną wolność i mogli wrócić do domu [w Korei] dopiero po latach pracy w złych warunkach – czytamy w raporcie GLAM. – Przypadek ten przypomina nam, że także w Europie kwitnie współczesne niewolnictwo”.

Prawnicy robotnika skorzystali z unikatowego zapisu w holenderskim prawie, który kryminalizuje czerpanie zysków z pracy niewolniczej. – Otwiera to możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności tych spółek, które nie są bezpośrednimi sprawcami wyzysku w pracy, ale mimo to świadomie korzystają z tego wyzysku, osiągając wysokie zyski kosztem pracowników z krajów rozwijających się – ocenia przywołana w komunikacie GLAM adwokat Barbara van Straaten.

Na nasze pytanie, w jakim okresie trwała praca niewolnicza, na ile opiewa pozew i jak nazywa się holenderska firma, która została pozwana, dr Gearóid Ó Cuinn z GLAM odpisał: „Zachowujemy na razie tożsamość i szczegóły czasu pracy robotnika w tajemnicy. Nie chcemy zaszkodzić w śledztwie holenderskiego prokuratora, który właśnie otrzymał nasze dokumenty”.

Polska na to pozwala

Crist SA to stocznia w Gdyni, która specjalizuje się w produkcji off shore. To w praktyce oznacza, że tanio wytwarza elementy dla zagranicznych kontrahentów. Firmę stworzyli Krzysztof Kulczycki i Ireneusz Ćwirko, od kilku lat sprawują nad nią częściową kontrolę, udziały w ich spółce posiada też skarb państwa. Stała załoga zatrudniona bezpośrednio w Crist to 50-70 osób – Polacy. Do tego dochodzi ok. 2 tys. osób pracujących przy konkretnych projektach zatrudnianych przez podwykonawców lub prowadzących własną działalność gospodarczą.

– Trudno mi jest komentować ten konkretny przypadek – mówi Tomasz Wrzask z Crist SA. – Nie możemy się do niego odnieść, nie znając okresu pracy ani nawet nazwy holenderskiej stoczni. Mogę jednak powiedzieć, że mieliśmy swego czasu takiego podwykonawcę – firmę Armex, z którą rozwiązaliśmy współpracę latem 2016 r., gdy dotarły do nas niepokojące informacje na temat jej pracowników z Korei Północnej. Oni wykonywali pracę na naszą rzecz, to prawda, nie mieliśmy jednak wiedzy na temat panujących w Armeksie relacji pracowniczych i warunków pracy. Ale podkreślam, na razie nie wiem, której firmy dotyczą ostatnie doniesienia.

W sierpniu 2014 r. na terenie stoczni Crist doszło do śmiertelnego wypadku, jeden z koreańskich spawaczy doznał ciężkich poparzeń i zmarł. Pracował dla Armeksu. Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy wykazała szereg nieprawidłowości.

Gdy teraz zadzwoniliśmy pod numer kontaktowy firmy Armex, usłyszeliśmy, że jest to numer prywatny i nie będzie komentarza.

– Jeśli pojawiają się oskarżenia o korzystanie z pracy niewolniczej, to cała uwaga skupia się na firmach – mówi jeden z przedstawicieli branży stoczniowej z Trójmiasta. – A należałoby się zainteresować tym, że to państwo polskie wydało zgodę na pracę dla ludzi z Korei Północnej. Polska dała przyzwolenie na niewolnictwo.

Według GLAM reżim północnokoreański wysłał ok. 150 tys. swoich obywateli do innych krajów, gdzie są wykorzystywani jako tanie źródło siły roboczej. Są zmuszani do pracy w warunkach niewolniczych i muszą oddawać reżimowi lwią część wynagrodzeń.

Koreańczycy coraz liczniejsi

W 2006 r. w tekście „Filia gułagu w kolebce »Solidarności«” ujawniliśmy, że w Stoczni Gdańskiej pracowało niewolniczo dziewięciu Koreańczyków. Za miesięczną pracę spawacza stocznia płaciła ok. 2,5 tys. zł miesięcznie (Polakowi trzeba by dać dwa razy tyle). Robotnik niewolnik dostawał – na konto w Korei – równowartość 60 zł miesięcznie. Resztę przywłaszczał sobie reżim Kimów.

W kolejnym roku w Trójmieście pracowało już 28 obywateli Korei Północnej, wykonywali prace montersko-spawalnicze przy budowie statków i konstrukcji stalowych. 26 z nich było spawaczami, dwóch tłumaczami i partyjnymi nadzorcami. Pracowali po 10 godzin dziennie, także w soboty, czasami w niedziele.

W 2016 r. na podstawie pozwoleń wydanych przez wojewodów pracowało w Polsce – legalnie – od 800 do 1000 obywateli Korei Północnej.

W 2006 r. w Stoczni Gdańskiej pracowało niewolniczo dziewięciu Koreańczyków. Dziesięć lat później – licząc tylko zatrudnionych legalnie – było ich w Polsce około tysiąca

Przykładowy niewolnik zarabiał w polskiej stoczni 2,5 tys. zł miesięcznie, z czego dostawał 60 zł. Resztę kradł reżim Kimów

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.