TRUMP TRACI IZBĘ NIŻSZĄ, ALE OGŁASZA SUKCES

Nie tylko Waszyngton

Gazeta Wyborcza - - ŚWIAT - MACIEJ CZARNECKI

Izba Reprezentantów dla Demokratów, Senat dla Republikanów. Wynik wyborów w USA oznacza, że w drugiej połowie swej kadencji Donald Trump będzie miał pod górkę. Prezydent udowodnił jednak, że jego magia nadal działa na konserwatywny elektorat.

Wtorkowe wybory parlamentarne ustaliły scenariusz amerykańskiej polityki do wyborów prezydenckich w 2020 r. Po ośmiu latach w opozycji Partia Demokratyczna odzyskała kontrolę nad Izbą Reprezentantów. Pozwoli jej to torpedować reformy Donalda Trumpa i zwiększyć nad nim nadzór w komisjach zajmujących się m.in. Russiagate i konf liktami interesów w administracji.

Po przeliczeniu wyników w 416 z 435 okręgów Demokraci odbili Republikanom 26 foteli. A wystarczyło im przejąć 23. Stacja CNN przewidywała, że ostatecznie odzyskają ok. 35 miejsc – na zachodzie kraju, skąd rezultaty przychodzą najpóźniej, w wielu okręgach mieli pewniaków.

Partia Republikańska utrzymała za to kontrolę nad Senatem, gdzie co dwa lata wybiera się tylko jedną trzecią składu. W tej izbie prawdopodobnie powiększy nawet przewagę, co m.in. ułatwi jej mianowanie konserwatywnych sędziów federalnych.

Gdzie Trump odniósł sukces

W najszerzej komentowanym wyścigu republikański senator Ted Cruz pokonał w Teksasie bożyszcze sił progresywnych Beto O’Rourke’a. O’Rourke przegrał jednak nieznacznie – i to w stanie, który od ćwierć wieku nie wybrał demokraty – co oznacza, że dalej jest w grze o nominację swojej partii w wyborach prezydenckich.

W dwóch głośnych starciach o fotele gubernatorów wieści są korzystne dla Republikanów.

W Georgii Stacey Abrams, która mogła zostać pierwszą w historii Afroamerykanką na tym stanowisku, po przeliczeniu 99 proc. głosów przegrywała z republikaninem Brianem Kempem. Wczoraj odmawiała przyznania, że zwyciężył jej rywal, licząc, że głosy wysłane wcześniej pocztą mogą jeszcze odmienić losy wyścigu.

Na Florydzie Andrew Gillum, także czarny i popierany na wiecach przez Baracka Obamę, nieznacznie przegrał z republikaninem Ronem DeSantisem. – Nie zapewniłem wam zwycięstwa. Ale gwarantuję jedno: nigdzie się nie wybieram – powiedział zwolennikom bliski łez Gillum.

To sukces Trumpa, który w ostatnich dniach poświęcił sporo energii na wspieranie DeSantisa na wiecach. Floryda to w praktyce drugi dom prezydenta i klucz do jego ewentualnej reelekcji.

Nie zmienia to faktu, że w siedmiu innych stanach Demokratom udało się wysadzić z siodła siedmiu republikańskich gubernatorów. Zyskali urzędy w Illinois, Kansas, Maine, Michigan, Nevadzie, Nowym Meksyku i Wisconsin. Ale też Republikanie mieli więcej do stracenia: z 36 gubernatorskich foteli, o które rywalizowano w tym roku, zajmowali aż 26.

Wszyscy ogłaszają zwycięstwo

„Ogromny sukces dziś wieczorem. Dziękuję wam wszystkim!” – napisał na Twitterze Trump. W innym tweecie napisał: „Do wszystkich mędrców i gadających głów, którzy nie oddają nam tego, co należne, za wspaniałe wybory, zapamiętajcie dwa słowa: FAKE NEWS!”.

Podczas środowej konferencji prasowej prezydent wymieniał kandydatów, którym udzielił poparcia, a oni wygrali. Oraz tych, którzy od niego stronili – i przegrali. Inne kombinacje przemilczał. Choć, jak wyliczyła CNN, spośród 33 kandydatów, których poparł w tweetach od soboty do wtorku, wygrało 12, a przegrało 16 (w pięciu przypadkach nie ogłoszono jeszcze rezultatów).

Zapytany, o czym świadczą wyniki wyborów, prezydent odparł: – Myślę, że ludzie mnie lubią. Podoba im się robota, którą wykonuję.

– Przejmujemy Izbę Reprezentantów w imieniu amerykańskiego narodu – triumfowała w przemówieniu Nancy Pelosi, przywódczyni Demokratów w Izbie Reprezentantów. – Tu chodziło o przywrócenie konstytucyjnego systemu nadzoru nad administracją Trumpa – dodała Pelosi, która mimo sprzeciwu niektórych nowych twarzy w Kongresie może objąć funkcję spikera.

Szef sztabu Pelosi poinformował, że Trump zadzwonił do niej z gratulacjami. Miał przytaknąć, że trzeba prowadzić współpracę ponad podziałami. To oczywiście (rzadka w wypadku prezydenta) kurtuazja, ale ma swoją wagę – przed wyborami Trump ostrzegał bowiem przed rzekomymi „oszustwami wyborczymi”.

Były prezydent Barack Obama, który mocno zaangażował się w kampanię, ocenił w oświadczeniu, że „zmiana nie przyjdzie za sprawą jednych wyborów – ale to dobry początek”.

Niespotykanie wysoka frekwencja

Głosowanie pokazało, że Ameryka jest głęboko podzielona. Demokraci wygrali wśród wykształconych liberałów, zwłaszcza kobiet, w wielu dużych miastach i na przedmieściach. Republikanów najmocniej poparli słabiej wyedukowani biali na terenach wiejskich.

Republikanie utracili izbę niższą, co będzie utrudniać prezydentowi rządzenie. Jego ożywiona kampania (kilkanaście wieców w ostatnich dniach) skupiona na okręgach, które głosowały na niego w 2016 r., udowodniła jednak, że wciąż potrafi skutecznie mobilizować swój elektorat.

Znamienne, że Partia Republikańska odbiła Demokratom senackie mandaty w Indianie i Missouri (ponadto także w Dakocie Północnej) – właśnie w tych stanach występował w przeddzień wyborów Trump. Demokraci odbili rywalom tylko jeden fotel – w Nevadzie. Wyników w czterech stanach – Arizonie, Missisipi, Montanie i na Florydzie – do zamknięcia tego wydania „Wyborczej” jeszcze nie ogłoszono. Republikanie mogli być pewni 51 mandatów w izbie wyższej, Demokraci 45 (wliczając dwóch senatorów niezależnych, którzy zwykle głosują wraz z nimi).

CNN konstatuje, że znów zadziałały „ciemne instynkty” prezydenta. „Donald Trump pokazał, że odwoływaniem się do kwestii rasowych i polityką potęgowania strachu, która rozpaliła jego wyborców, lecz odstraszyła resztę – wciąż można wygrywać duże wybory”, ocenia znienawidzona przez Trumpa stacja (na wczorajszej konferencji prezydent znów wdał się w pyskówkę z jej dziennikarzem Jimem Acostą).

W kontekście wyborów prezydenckich w 2020 r. Demokratów mogą cieszyć rezultaty z Krainy Wielkich Jezior: w Michigan i Wisconsin wygrali ich kandydaci na gubernatorów, choć oba stany dwa lata temu padły łupem Trumpa.

Z kolei Republikanom dodadzą otuchy sukcesy na Florydzie i w Ohio – stanach przechodzących z rąk do rąk, a więc kluczowych. W Ohio mają gubernatora, utrzymali wszystkie miejsca w Izbie Reprezentantów i większość w lokalnej legislaturze. Przegrali jedynie w wyborach do Senatu.

Oficjalnych danych o frekwencji jeszcze nie ma. Firma Edison Research szacuje, że głosowało 113 mln osób, czyli 49 proc. uprawnionych. Cztery lata temu frekwencja była znacznie niższa (36,4 proc.).

Większe zainteresowanie głosowaniem tłumaczy się retoryką Trumpa, która podzieliła Amerykanów i zmobilizowała zarówno jego zwolenników, jak i przeciwników. W exit poll CNN dwie trzecie badanych zadeklarowało, że wybory były dla nich plebiscytem w sprawie prezydenta.

Jak ten rezultat wpłynie na politykę Białego Domu?

Nowi kongresmeni pozwolą Partii Demokratycznej dokładniej patrzeć Trumpowi na ręce. Zwycięska partia zyskuje bowiem kontrolę nad komisjami.

Ta, która nadzoruje służby wywiadowcze, z większym wigorem weźmie się do tropienia związków prezydenta i jego ludzi z Rosją. Komisja ds. nadzoru i reformy rządu przyjrzy się zarzutom o konf likty interesów i nieprawidłowościom finansowym w administracji. Może np. wyjaśnić, dlaczego były szef Agencji Ochrony Środowiska Scott Pruitt tak długo pozostał na stanowisku mimo serii skandali.

Przyszły przewodniczący tej komisji Elijah J. Cummings zapowiedział już, że prawdopodobnie zażąda deklaracji podatkowych Trumpa, których ujawnienia prezydent dotąd odmawiał.

– Obecnie prezydent przed nikim nie ponosi odpowiedzialności – grzmiał w wyborczą noc Cummings.

Dodał, że weźmie też pod lupę kwestię dostępu do tajnych dokumentów dla objętych śledztwem specprokuratora ds. Russiagate byłych doradców prezydenta, Michaela Flynna i Roba Portera, oraz jego zięcia i doradcy Jareda Kushnera.

Czy będzie impeachment?

Szykowany na szefa komisji ds. sądownictwa Jerrold Nadler powiedział, że jest za wcześnie, by rozta-

czać wizje impeachmentu Trumpa, ale w przyszłości go nie wyklucza – trzeba poczekać na ustalenia specprokuratora Robera Muellera (z tym że Demokraci nie mają większości w Senacie, który musiałby przegłosować usunięcie prezydenta z urzędu, i to większością dwóch trzecich).

Nadler zapowiedział, że jeśli Trump spróbuje przeszkadzać w śledztwie Muellera, komisja postara się je chronić. – Prezydent przekona się, że nie stoi ponad prawem – ogłosił Nadler.

Dodał, że jego komisja przyjrzy się legalności polityki rządu w zakresie rozdzielania imigranckich rodzin, prawa dostępu do broni, ochrony środowiska i służby zdrowia.

W rozmowach z dziennikarzami Demokraci przyznają, że już od pewnego czasu szykowali się do przejęcia komisji i mają nakreślony plan działań. Są jednak świadomi, że ataki na Trumpa i jego ludzi na zbyt wielu frontach mogą im zaszkodzić. Prezydent już ostrzega przed „polowaniem na czarownice”. Jatki w komisjach mogą nie tylko ujawnić wiele niekorzystnych dla niego faktów, ale też pomóc mu mobilizować najwierniejszych wyborców, pogłębiając podziały w kraju przed wyborami prezydenckimi.

W środę Trump ostrzegł, że nie pozostanie dłużny. „Jeśli Demokraci myślą, że będą marnować pieniądze podatników na prowadzenie dochodzeń przeciwko nam w Izbie Reprezentantów, zostaniemy zmuszeni do rozważenia śledztw przeciwko nim w Senacie w sprawie wszystkich przecieków poufnych informacji oraz w wielu innych sprawach. Obie strony mogą grać w tę grę!” – napisał na Twitterze. Przy okazji wyborów w 34 stanach odbyło się ponad 150 referendów na różne tematy, od podatków po służbę zdrowia.

W efekcie Arkansas i Missouri zwiększą płace minimalne, odpowiednio do 11 dol. i 12 dol. za godzinę. Michigan jako pierwszy stan na Środkowym Zachodzie zalegalizuje rekreacyjne palenie marihuany. Na podobne regulacje nie zgodzili się wyborcy w Dakocie Północnej.

Uwagę zwraca przyznanie praw wyborczych byłym przestępcom na Florydzie oraz rozszerzenie programów Medicaid (darmowej opieki zdrowotnej) dla ubogich w konserwatywnych skądinąd Idaho, Nebrasce i Utah. W stanie Waszyngton przepadł projekt podatku węglowego, za którym lobbowali obrońcy środowiska.

Polaków może zainteresować zwycięstwo w wyborach do Izby Reprezentantów w New Jersey urodzonego w Słupsku demokraty Toma Malinowskiego. Wyjechał z Polski jako dziecko, był m.in. dyrektorem biura Human Rights Watch w Waszyngtonie i asystentem sekretarza stanu ds. demokracji, praw człowieka i pracy w administracji Obamy.

Zapytany, o czym świadczą wyniki wyborów, prezydent Donald Trump odparł: – Myślę, że ludzie mnie lubią. Podoba im się robota, którą wykonuję

Ilhan Omar

CAROLYN KASTER / AP

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.