JAKIE MASZ SZANSE, BY ZOSTAĆ OJCEM

Połowa niepowodzeń przy poczęciu dziecka leży po stronie mężczyzny. Na szczęście z większością tych problemów medycyna potrafi sobie poradzić.

Gazeta Wyborcza - - NIEPŁODNOŚĆ - ANITA KARWOWSKA

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jeden na dwudziestu mężczyzn ma problemy z płodnością.

Na Zachodzie to już dość powszechne, że przed rozpoczęciem starań o dziecko partnerzy idą do specjalisty, by sprawdzić, czy mogą mieć potomstwo. W Polsce robią to częściej kobiety. Gotowość mężczyzn do zbadania płodności, zanim zaczną się starać o dziecko, też już się zdarza, ale zdecydowanie rzadziej.

A warto to zweryfikować, bo statystyki mówią, że czynnik męski odpowiada za mniej więcej połowę niepowodzeń przy poczęciu dziecka. W przypadku 20-30 proc. przyczyny leżą po obu stronach.

Dobra wiadomość: z większością kłopotów z męską płodnością medycyna umie sobie dziś poradzić. – Tylko w pojedynczych przypadkach nie jesteśmy w stanie pomóc. To około 2-3 proc. wszystkich pacjentów, którzy zgłaszają się do nas z problemem niepłodności – mówi dr hab. n. med. Michał Radwan, ginekolog, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości z Kliniki Leczenia Niepłodności „Gameta”.

Szukanie przyczyny

Zgodnie z definicją WHO o męskiej niepłodności można mówić w przypadku niezdolności mężczyzny do zapłodnienia partnerki po roku regularnego współżycia bez stosowania antykoncepcji. Niektóre jej przyczyny są już dobrze rozpoznane, ale wciąż jeszcze istnieje wiele niewiadomych.

– Mężczyzna, u którego diagnozuję niepłodność, na początku leczenia chce znać odpowiedzi na dwa pytania. Dlaczego? – to pada jako pierwsze. I drugie: jakie mam szanse na dziecko? – mówi dr hab. Radwan.

Coraz częściej podstawą trudności z poczęciem jest zbyt niska liczba plemników w nasieniu. Od tego właśnie zaczyna się diagnostyka męskiej płodności. Podczas badania nasienia sprawdza się liczbę plemników i ich jakość. Dawniej za prawidłowe wartości – minimum konieczne do zapłodnienia – uznawano 50 mln plemników w mililitrze, potem 20 mln. Dziś – 15 mln w mililitrze nasienia. – To wartość referencyjna, która określa, że przy takiej liczbie plemników w nasieniu 95 proc. mężczyzn może mieć dziecko. Nie oznacza to jednak, że przy mniejszej liczbie szanse spadają do zera. Zależy to od wielu czynników – podkreśla lekarz.

Przebieg diagnostyki i leczenia męskiej niepłodności ujęty został w standardach opisanych przez sekcję płodności i niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii.

Pierwszy krok to zawsze badania nasienia. Z doświadczeń dr. Radwana wynika, że dziś coraz rzadziej mężczyźni uchylają się przed taką koniecznością, gdy w związku pojawia się problem niepłodności. – Dwie dekady temu wątpliwości u pacjentów były na porządku dziennym. Dziś jesteśmy lepiej wyedukowani i takie badanie nie stanowi problemu – mówi. Z jednym wyjątkiem – niechętnie chcą się badać mężczyźni, którzy są już ojcami, a problem z płodnością pojawił się w staraniach o kolejne dziecko z inną partnerką. – Uważają wtedy, że problem nie może leżeć po ich stronie, bo na swoją płodność mają żywy dowód. Ale to tak nie funkcjonuje, bo może być ona różna w zależności od partnerki – tłumaczy lekarz.

Znaczenie ma m.in. jej wiek. – Większa płodność kobiety może niwelować problem u mężczyzny. Jeśli ma on nieco obniżone parametry nasienia i stara się o dziecko z młodszą partnerką, w wieku 20-25lat, to ta para może mieć znacznie większe szanse na potomka niż w przypadku prób poczęcia dziecka z 35-latką – wyjaśnia.

Jeżeli wynik badania nasienia wskazuje na problem, po miesiącu należy je powtórzyć, ponieważ mogło mieć to związek ze stanem zdrowia w chwili badania, np. gorączką towarzyszącą infekcji.

W badaniu nasienia oceniana jest także budowa plemników – wygląd główki, jej połączenie z witką, długość witki i jej kształt. To ważne, bo nieprawidłowa budowa często bywa oznaką, że przenoszony przez plemnik materiał genetyczny jest wadliwy lub słabej jakości. Takich plemników o prawidłowej budowie powinno być co najmniej 4 proc.

Bardzo istotna jest też ich ruchliwość. Podczas diagnostyki sprawdza się, ile plemników porusza się i jak wiele z nich potrafi poruszać się do przodu. Takich powinna być co najmniej jedna trzecia.

– W przypadku, gdy nasienie ma prawidłowe parametry, mężczyznę możemy już zostawić w spokoju – mówi dr hab. Radwan. – Jeżeli nie, konieczne są kolejne badania: uro-

Badanie nasienia sprawdza liczbę plemników i ich jakość. Za konieczne minimum uznaje się dziś 15 mln plemników w mililitrze nasienia

logiczne, hormonalne, a rzadziej również genetyczne.

Na tym etapie lekarze sprawdzają m.in., czy nie ma dużych żylaków powrózka nasiennego, oceniane jest stężenie hormonów. Od wyników tej diagnostyki zależy wybór drogi leczenia.

Co pomaga, co szkodzi płodności

– Co do niektórych czynników wpływających na płodność mamy mocne dane i możemy po nie sięgać w rozmowie z pacjentami, co do innych – wciąż jedynie przypuszczamy, że mogą przekładać się na problemy z płodnością – mówi dr hab. Radwan. W przypadku ok. 70 proc. mężczyzn z nasieniem gorszej jakości nie da się ustalić, jakie są tego powody.

Wiadomo jednak, że w różnym stopniu szanse na ojcostwo zależą od stylu życia. Płodność obniżają nadwaga, cukrzyca, nadużywanie alkoholu, palenie, brak ruchu, stres, chemikalia (np. obecne w wielu stosowanych na co dzień kosmetykach parabeny) oraz szkodliwe warunki otoczenia.

„Duże znaczenie dla płodności ma również aktywność fizyczna. Mężczyźni, którzy regularnie biegają, wytwarzają zdecydowanie więcej zdrowych plemników niż ich rówieśnicy, którzy preferują siedzący tryb życia” – ogłosili niedawno naukowcy na łamach pisma „Reproduction”. Warunek – bieganie musi być regularne. W przeciwnym wypadku wszelkie dobroczynne efekty tego sportu szybko znikają.

Nie tylko w kontekście kobiecej płodności, ale również męskiej nie da się uciec od wieku.

Badacze z Israel Deaconess Medical Center i Harvard Medical School w Bostonie przeanalizowali dane dotyczące prawie 19 tys. cykli zapłodnienia in vitro, które zostały przeprowadzone w Bostonie w latach 2000-14.

Okazało się, że gdy do zapłodnienia in vitro przystępowały kobiety w wieku 35-40 lat starały się zajść w ciążę z mężczyzną w wieku 30-35 lat, szanse na urodzenie przez nie dziecka wyniosły 54 proc., ale aż 70 proc., gdy mężczyzna był jeszcze młodszy – miał 30 lat

– Wartość tego odkrycia powinna po móc kobietom zachęcać swoich partnerów, aby wzięli się do roboty. Z wielu badań wynika, że jednym z powodów, dla których kobiety mają dzieci coraz później, jest to, że mężczyźni uważają, iż „ma ją jeszcze czas” – stwierdził w komentarzu do badania prof. położnictwa z Uniwersytetu w Southampton Nick Macklon. - To przy po mi na nam, że do tanga trzeba dwojga.

In vitro pomaga

Niestety, tylko nielicznym niepłodnym pacjentom udaje się pomóc dzięki leczeniu farmakologicznemu czy w przypadku zaburzeń anatomicznych – za pomocą zabiegów chirurgicznych. – Przyczyna problemu zwykle leży gdzie indziej – mówi dr hab. Radwan.

Kiedy przyczyną niepłodności pary jest mała ilość czy zła jakość nasienia, rozwiązaniem może się okazać in vitro.

Przełom na „męskim odcinku” nastąpił ćwierć wieku temu, kiedy wprowadzono modyfikację klasycznego zapłodnienia pozaustrojowego pozwalającą na wprowadzenie plemnika bezpośrednio do komórki jajowej. To tzw. in vitro metodą ICSI. Stosuje się ją, gdy mężczyzna ma uszkodzone czy niepełnowartościowe plemniki.

Medycyna daje dziś szansę na dziecko również pacjentom, którzy nie mają plemników w nasieniu. Czasem można je pozyskać drogą biopsji bezpośrednio z jąder. – To technika, po którą możemy sięgnąć u pacjentów z nieprawidłowo rozwiniętymi lub uszkodzonymi drogami wyprowadzającymi plemniki z jąder – wyjaśnia dr hab. Radwan.

Dzięki in vitro co roku rodzi się w Polsce ponad 6 tys. dzieci, około 1,5 proc. jednego rocznika. W innych krajach Unii Europejskiej metoda jest powszechniejsza, np. w Czechach albo Danii dzieci z in vitro stanowią około 4 proc. noworodków.

– Polskie przepisy regulujące pozaustrojowe zapłodnienie należą obecnie do najbardziej restrykcyjnych w Europie. Ustawa o leczeniu niepłodności kładzie ogromny nacisk na aspekt etyczny procedury, bardzo mocno chroni zarodki i określa jasne zasady dla pacjentów i lekarzy dotyczące korzystania z banku komórek rozrodczych czy ewentualnego dawstwa zarodków – mówi specjalista.

Według przepisów in vitro dostępne jest tylko dla par (małżeństw i związków nieformalnych), które bez sukcesu przeszły co najmniej roczną terapię leczenia niepłodności innymi metodami niż zapłodnienie pozaustrojowe.

Lekarz może podjąć decyzję o wcześniejszej kwalifikacji, jeśli zastosowanie innych metod nie rokuje ciąży.

Ustawa ogranicza również do sześciu liczbę komórek jajowych, które można zapłodnić podczas jednego cyklu in vitro. W przypadku kobiet po 35. roku życia lub przy wskazaniach medycznych liczbę zapłodnionych oocytów można zwiększyć.

Niewykorzystane zarodki są mrożone. Jeżeli para ich nie użyje, może je przekazać do dawstwa (kobieta może również przekazać do dawstwa zdeponowane komórki jajowe). Klinika ma wtedy obowiązek wybrać komórkę lub zarodek zbliżony cechami do cech biorców rodziców (pod względem koloru włosów, skóry, oczu).

Maksymalny czas na podjęcie decyzji to 20 lat. Po tym czasie zarodki automatycznie przechodzą do dawstwa.

Dawstwo komórek jajowych, plemników i zarodków jest anonimowe, niedopuszczalne jest dawstwo ze wskazaniem.

Jeśli para chce skorzystać z nasienia anonimowego dawcy (do inseminacji lub in vitro), partner musi wyrazić zgodę i z góry uznać swoje ojcostwo.

W bankach nasienia zgromadzony materiał genetyczny opisany jest między innymi pod kątem grupy krwi dawcy, czynnika Rh, koloru oczu i włosów, karnacji, budowy ciała dawcy.

Męską płodność obniżają nadwaga, cukrzyca, nadużywanie alkoholu, palenie, brak ruchu, stres, chemikalia oraz szkodliwe warunki otoczenia

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.