Jeszcze większy Szu

Włodzimierz Bolecki jako wytrawny historyk i teoretyk literatury zawodowo zajmował się dotąd piśmiennictwem XX w. Tymczasem jego „Chack” dotyczy osób i zdarzeń z przełomu XVIII i XIX stulecia. No i najważniejsze: czy jest debiutem literackim warszawskiego

Gazeta Wyborcza - - KULTURA - DARIUSZ NOWACKI

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. „Chack” należy i jednocześnie nie należy do literatury zwanej piękną; może uchodzić tyleż za opracowanie popularnonaukowe, ile jego subtelną parodię. Albo za opowieść biograficzną, ale nietypową, gdyż w takim samym stopniu opartą na źródłach i zmyśleniach.

Owa „pograniczność” od razu odsyła do formy wypracowanej przez Jarosława Marka Rymkiewicza. To niedokładnie to samo, ponieważ u autora „Żmuta” trudno zauważyć nastawienia parodystyczne, z kolei u Boleckiego brakuje potyczek z rzeczywistością aktualną. Mam na myśli aluzje do współczesności – takie jak w „Wieszaniu”, w którym, nawiasem mówiąc, bohater Boleckiego kilkakrotnie się pojawia.

Powiedzieć o tym bohaterze, że to figura niesamowita, to nic nie powiedzieć. „Nawet nie wiadomo, jak się nazywał” – czytamy we wprowadzeniu. Chadźkiewicz, Chodźkiewicz czy może Chackiewicz lub Choćkiewicz (w grę wchodzą także formy pisane przez „H”)? Boleckiego zafascynowało to, że choć był jednym z największych awanturników epoki (większym niż Maurycy Beniowski, ciut mniejszym niż Giacomo Casanova), niewiele o nim wiadomo, „jakby go nie było”. Pozostawił po sobie sporo drobnych i rozproszonych śladów – w pamiętnikach, listach i dokumentach, ale jego biografia jest w zasadzie nie do zrekonstruowania.

Zasłynął jako „król szulerów”, i to na skalę europejską. W polskiej świadomości zapisał się jako wyjątkowa kanalia – agent kilku wywiadów, notoryczny donosiciel, niebywały intrygant, kapitan armii rosyjskiej, targowiczanin, „kret” w Legionach Polskich Dąbrowskiego, generał policji republiki Neapolu, podobno też dyplomata w służbie tureckiej.

Chodzi o to, że to bardzo niepełna lista ról, jakie odegrał lub mógł odegrać ów litewski szlachcic. Jego brawurowych przygód nie sposób skatalogować. Które z nich są pewne, które prawdopodobne, a które wymyślone po jego śmierci? Czy były udziałem Chacka czy może kilku osób z nim pomylonych? Pyta Bolecki, prowadząc na naszych oczach efektowne, wielowątkowe śledztwo w sprawie Wielkiego Szu. Dochodzenie nie do końca serio, stąd uwaga, że „Chack” podpada pod parodię wycelowanej w powagę historiografii i metody dociekań naukowych.

Wątpliwości są tu najważniejsze. A właściwie nasza, czytelników, niepewność. Wyrafinowana zabawa polega na tym, że autor podsuwa nam mnóstwo fałszywek. Niektóre są ostentacyjnym zmyśleniem (ulubiony chwyt: rękopis przypadkowo odnaleziony w archiwum), inne zaś do złudzenia przypominają autentyki. Autor „Chacka” nie tylko preparuje część źródeł, ale również literacko przetwarza autentyczne dokumenty bądź relacje. Na przykład fragmenty pamiętnikarskie podaje jako protokoły rozmów, archaizuje własne wypowiedzi (komentarze narratora) lub odwrotnie – teksty z przełomu XVIII i XIX wieku przerabia tak, żeby brzmiały współcześnie. Super!

Całość spaja rozwijana na różne sposoby metaforyka karciana. Wszystko jest grą, nawet nie tyle opartą na blefie, ile na bezczelnym oszustwie i śmiertelnym ryzyku. To ostatnie zostało odłożone w czasie, wszak szulerska kariera Chacka trwała co najmniej ćwierć wieku. Skończył marnie – jak każdy Szu.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.