Apostaci Kaczyńskiego

– Wiele wskazuje na to, że będziemy mieć do czynienia z efektem kuli śniegowej. Jeśli PiS zacznie tracić, już się nie zatrzyma przed przyszłorocznymi wyborami – mówi Rafał Matyja

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - ROZMAWIAŁA AGNIESZKA KUBLIK

Będziemy mieć do czynienia z efektem kuli śniegowej. Jeśli PiS zacznie tracić, już się nie zatrzyma przed przyszłorocznymi wyborami – mówi Rafał Matyja

AGNIESZKA KUBLIK: PiS powtarza, że nie ma żadnej afery KNF, bo prezes Komisji Marek Chrzanowski działał sam i już siedzi w areszcie. Ktoś w to uwierzy?

RAFAŁ MATYJA*: Na pewno część zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, bo chętnie przyjmujemy wiadomości spójne z naszymi przekonaniami. Ale tak naprawdę to bez znaczenia, bo ta część wyborców uwierzy w zasadzie we wszystko, co przekazuje im PiS. Problem dla obozu władzy jest inny: kierownictwo partii, posłowie, ludzie z nią związani coraz słabiej wierzą w taką narrację. To – na początek – krok ku zwątpieniu, a może się skończyć dekompozycją ugrupowania. Dlatego brak sensownej reakcji jest dla PiS groźny.

Państwo PiS było bardzo opieszałe – i prokuratura Ziobry, i służby specjalne Kamińskiego nie spieszyły się ani ze stawianiem zarzutu, ani z przeszukaniami w KNF.

– Przede wszystkim doszło do wymuszenia dymisji na szefie KNF i do aresztowania go, a to sprawia, że nie można tej afery całkowicie zamieść pod dywan. Jeżeli chodzi o reakcję PiS, to interesujące są tak naprawdę dwa gabinety – Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego. I wiedza o dwóch rzeczach. Pierwsza – kto rekomendował i w jakim trybie Marka Chrzanowskiego na szefa KNF, a wcześniej do Narodowej Rady Rozwoju i Rady Polityki Pieniężnej. To istotne, bo mechanizm państwa PiS ewidentnie polega na tym, że decyzje personalne, zwłaszcza takie, są skoncentrowane w jednym ręku – tu musiała być realna zgoda Jarosława Kaczyńskiego i formalna Beaty Szydło. Z punktu widzenia prezesa PiS KNF, zwłaszcza po aferze Amber Gold, był kluczową instytucją prawie tak ważną jak Ministerstwo Sprawiedliwości czy służby specjalne.

W sprawie rekomendacji dla Chrzanowskiego poszlaki prowadzą do Adama Glapińskiego. Znał go wcześniej z uczelni, był jego protektorem, a dla Kaczyńskiego jest autorytetem w sprawach gospodarki.

– Dlatego chciałbym mieć pewność, czy to jego odpowiedzialność. To jedno z pytań, na które Adam Glapiński mógłby łaskawie odpowiedzieć. To nie naruszy opinii o banku centralnym.

Druga rzecz – czy szef KNF informował premiera Morawieckiego i prezesa PiS o kłopotach Leszka Czarneckiego i jego Getin Noble Banku oraz o tym, co nazywa w rozmowie z Czarneckim planem Zdzisława Sokala. To kwestia mechanizmu nadzoru nad systemem bankowym. Bo tu nie chodziło o jakiś bank spółdzielczy o powiatowym zasięgu. Premier Morawiecki zna świetnie ten rynek, nie wierzę, żeby pominął notatkę, jeżeli w ogóle była, w tej sprawie.

Zresztą Czarnecki miał prawo myśleć, że szef KNF rzeczywiście go przed czymś broni. Bo jest bardzo dużo sygnałów, że obóz władzy chce kontrolować, przejmować, nacjonalizować, repolonizować obszary, które dotychczas były poza sferą zainteresowania rządu. Część zachowań w PiS pokazuje silne przekonanie o potrzebie rekonfiguracji w dostępie do konfitur w sektorze mediów czy banków, zwłaszcza że istnieje kuszący przykład węgierski. To mogło jakoś uzasadniać obawy Czarneckiego, że chcą go zniszczyć.

Te dwie kwestie – mechanizm powoływania szefa KNF i mechanizm nadzoru nad KNF – są niezwykle ważne w tej sprawie. To jest istotny problem dla PiS, nawet jeżeliby się okazało, że propozycja korupcyjna była pomysłem tylko jednego człowieka.

Bardzo mało prawdopodobne.

– Dlatego podkreślam „jeżeli”. PiS mówił, że jego receptą na słabości i błędy ośmiu lat rządów PO-PSL jest scentralizowana polityka kadrowa. Gdyby to była nominacja na wiceministra sportu, wszyscy byśmy się zgodzili, że Jarosław Kaczyński nie musiałby o tym kandydacie wiedzieć, ale tu chodzi o nominację na szefa KNF. Więc zapewne prezes o Chrzanowskim wiedział i go zaakceptował. Model decyzji personalnych przyjęty po 2015 r. niesie ze sobą odpowiedzialność partii za takie sprawy jak afera KNF. A przypomnę, że od momentu wybuchu afery Rywina do momentu, kiedy poparcie dla SLD spadło w sondażach do 5 proc., minęło 15 miesięcy.

Wtedy pracowała komisja śledcza, i to ona ujawniała wiele kompromitujących faktów.

– Czyli nawet w warunkach prac komisji śledczej władza upadała powoli i bardzo długo. Ale wtedy jednym z pierwszych skutków była pogłębiająca się dekompozycja w obozie władzy, a dopiero potem spadek notowań. Ten proces nie musi mieć teraz takiego rozmachu jak wtedy, kiedy Marek Borowski odszedł z SLD i powołał nową partię. Może mieć charakter słabnącej więzi, słabnącej reakcji na rozkazy prezesa, mniejszej dyscypliny. Dostrzegam to po wyborach samorządowych – partia zachwiała się w wierze w geniusz Jarosława Kaczyńskiego.

To są trzy partie.

– Nie wiem, czy trzy, czy jedna, nie wiem, na ile ludzie Ziobry i Gowina sądzą dziś, że w ostatecznym rozrachunku ważne jest to, co o nich pomyśli Jarosław Kaczyński, a nie Ziobro czy Gowin.

Tak czy inaczej, obóz władzy jest dość mocno poobijany przez wynik wyborów. Nie wygrali tak, jak wierzyli, że wygrają, stosunkiem 40 do 20 proc. Ten wynik to pierwsze ostrzeżenie dla PiS. Drugie wiąże się z tym, że PiS po wyborach stracił kontrolę nad tematami sporu. A miał ją wcześniej przez ostatnie trzy lata. Teraz nie jest w stanie odzyskać narracyjnej kontroli. Widać chaos decyzyjny i – w zasadzie – brak innej odpowiedzi na aferę KNF niż nadzieja, że to się da przeczekać. To jest absolutnie fałszywa wiara.

No i ta afera sprawia, że PiS już nie może dyskontować afery Amber Gold, mówiąc o braku nadzoru ze strony premiera, bo wywołuje wilka z lasu. Natychmiast w głowie nawet mało zorientowanej osoby pojawia się myśl o KNF, że wyście też tego nie dopilnowali.

PiS ma kilka segmentów elektoratu i mam wrażenie, że dla tego antyestablishmentowego i socjalnego sprawa KNF nie będzie bez znaczenia. Ci, którzy traktowali PiS jako anty-PO, coś, co ma być wolne od podejrzeń, teraz mogą nie pójść do wyborów albo zagłosować na Kukiza. A przecież spadek poparcia o 2-4 punkty procentowe może oznaczać dla PiS niezdolność do utrzymania się przy władzy.

A Kaczyński i Morawiecki w sprawie milczą.

– To może znaczyć, że przygotowują jakąś decyzję.

Albo czekają, czy i kogo sypnie Marek Chrzanowski.

– Jeśli chodzi o śledztwo, to myślę, że dla obu panów to kompletna niewiadoma. No i bardzo często jest tak, że ktoś z własnego obozu się boi i puszcza przeciek do prasy, żeby się z czegoś wyplątać. Tak było po wybuchu sprawy Rywina. Wtedy liczba przecieków, które były związane z tym, że ktoś chciał uderzyć kogoś innego, wybielić się, zablokować, była ogromna, zniszczyła SLD. Na początku rządów premier Leszek Miller miał pełną kontrolę nad partią, była widoczna sztama w obozie władzy. Potem ten obóz zaczął się rozsypywać, lojalność i zaufanie wyparowały. Tego się już nie dało odwrócić.

Tak samo może być z PiS. Kiedy partia się orientuje, że może nie wygra następnych wyborów, to zawsze powoduje panikę. Wielu ludzi, którzy z władzą trzymają z oportunizmu, zaczyna się ustawiać pod możliwe nowe rozdanie. To się może stać w PiS.

Zwykle Jarosław Kaczyński reagował w takich sytuacjach kryzysowych. Np. reakcją na kryzys z Dudą i jego wetami wobec ustaw sądowych była zmiana premiera, pokazanie, że to Kaczyński jeszcze rozdaje karty. Jeśli teraz prezes ma siłę, pewnie przygotuje coś, co pokaże jego kontrolę nad sytuacją. Bo na razie to sytuacja całkowicie kontroluje Kaczyńskiego. Od pierwszej tury wyborów samorządowych nie widzę w PiS inicjatywy – są bierność i dryf.

Najbardziej nerwowo reaguje prezes NBP. Żądanie, by usuwać już opublikowane teksty z wydań papierowych i internetowych „Wyborczej” i zakazać pisania dziennikarzom o aferze KNF, jest posunięciem bez precedensu.

– I jest strzałem w kolano. Teraz w każdym serwisie mamy informacje o tym, że NBP próbuje zablokować publikacje o związkach prezesa Glapińskiego z aferą. Więc te żądania są absurdalne z punktu widzenia interesu i spokoju NBP. Bardzo możliwe, że to jest już właśnie ten moment, w którym rządząca ekipa zaczyna popełniać klasyczne, nieodwracalne błędy. Strategia wymuszenia na prasie, żeby nic nie pisała, to jest spryt i wdzięk słonia w sklepie z porcelaną.

Jakie mogą być skutki polityczne tej afery?

– Dekompozycja i głęboka dezorganizacja obozu władzy. I to będzie miało wpływ na wyniki wyborów – europejskich wiosną i parlamentarnych jesienią. Dalsze to osłabianie wizerunku PiS jako partii antyestablishmentowej i antykorupcyjnej. I nie tylko przez samą aferę korupcyjną, ale również to, co przypadkiem po raz kolejny obnażyła – nepotyzm. Sprawia trafiła na czołówki tabloidów, wyborcy widzą, że mają do czynienia z partią, która jako kolejna musi powtarzać, że „nasze dzieci muszą gdzieś pracować”.

To jest bardzo mocny cios w wizerunek Prawa i Sprawiedliwości. I w tej sprawie dynamika afery Rywina jest bardzo pouczająca. W pierwszym sondażu po jej wybuchu był nawet lekki wzrost notowań SLD, bo zanim istota afery dotrze do przeciętnego obywatela, do zwolenników partii, że jednak coś jest na rzeczy, sporo czasu musi upłynąć, to jest kwestia miesięcy.

Ale okoliczności są dla PiS niekorzystne. Wybory europejskie mamy za pół roku, parlamentarne za rok. Jeśli ta sprawa będzie rozwojowa, a wszystko na to wskazuje, będziemy mieć do czynienia z efektem kuli śniegowej – jeśli PiS zacznie tracić, to już się nie zatrzyma.

politolog, historyk, wykładowca w Wyższej Szkole Zarządzania i Informatyki w Rzeszowie. Nakładem wydawnictwa Karakter ukazał się w tym roku jego esej „Wyjście awaryjne” RAFAŁ MATYJA

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.