ŻEBYŚMY NIE SKOŃCZYLI W ZUPIE

Gazeta Wyborcza - - Z DRUGIEJ STRONY - RAFAŁ ZAKRZEWSKI

Słyszę głosy, że polityka to ostra gra, jak z serialu „House of Cards”.

Tak, polityka to ostra gra, ale także minimum zaufania i dotrzymywanie słowa. A także emocje wyborców. Ci patrzą na podobne spektakle z niesmakiem i nie znoszą, gdy ktoś absorbuje ich swoimi personalnymi konfliktami.

Jak widać, dla Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej nie jest oczywiste to, co stało się oczywiste dla Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. Teraz to prezes PiS może się przyglądać z zadowoleniem dzieleniu Nowoczesnej. Podobnie jak Robert Biedroń, który dystansuje się do idei wspólnej koalicji i dziś znalazł potwierdzenie swoich kasandrycznych przestróg.

Przejście siedmiorga posłów Nowoczesnej do Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska to żadne trzęsienie ziemi, choć tak to wygląda w mediach. To tylko kawałek wyboistej drogi, po której do wyborów jedzie antypisowski autobus. I uważam, że im szybciej ten kawałek drogi partie opozycyjne pokonają, tym lepiej.

Ale po kolei. Weźmy opinię, że to, co się stało w środę, to katastrofa wizerunkowa. Niewątpliwie jest to uszczerbek na wizerunku Koalicji Obywatelskiej, ale nie jest to – jak się przedstawia – połykanie małej Nowoczesnej przez platformianego Lewiatana ani niszczenie z trudem dogadanej koalicji.

Nowoczesna boryka się z wewnętrznymi problemami nie od dziś, słabnie. Więcej niż na odejściu Gasiuk-Pihowicz mogłaby stracić na wyniszczającej, długotrwałej walce wewnętrznej między liderkami. Wrzód został przecięty.

Schetynie moim zdaniem niesłusznie przypisuje się chęć szybkiego pogrzebania Nowoczesnej. Jemu Koalicja Obywatelska jest potrzebna, bo to przepustka do zwycięstwa nad PiS. Szef PO wie, że jest w tej koalicji rozdającym, wie też, że jej rozpad osłabi także jego. Bonus za dogadanie się KO dostała już w wyborach samorządowych, a klimat na popieranie anty-PiS-u wciąż się utrzymuje.

Dlatego Schetyna uspokaja koalicjantów i uparcie zaprasza Katarzynę Lubnauer do współpracy.

To on może załagodzić konf likt rozsadzający Nowoczesną. I nie musi tego robić z dobrego serca, tylko z politycznego wyrachowania. Przecież koalicyjny wehikuł ma go dowieźć do zwycięstwa.

Uważam, że te kłopoty, choć bolesne, są przejściowe. Oczywiście część wyborców na jakiś czas wpadnie w oburzenie, co pokażą najbliższe sondaże. Ale pamiętajmy, że do tych najważniejszych wyborów – parlamentarnych – jest trochę czasu.

Dlatego trzeba szybko odcedzić koalicyjne fusy, by mikstura stała się klarowna. Jak mówił mi kiedyś wytrawny polityk, który własnymi rękami budował niejedną koalicję: to robota niewdzięczna, wymagająca cierpliwości i czasu. Dlatego wszyscy bohaterowie tej politycznej rozgrywki – również PSL – muszą się wykazać spokojem i dojrzałością. Bez tego – jak w znanym wierszu Brzechwy „Na straganie” – wszyscy skończą w jednej zupie. Dotyczy to także nas, wyborców demokratycznego frontu.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.