Unia szuka chętnych już tylko do dobrowolnej relokacji

Gazeta Wyborcza - - ŚWIAT - TOMASZ BIELECKI, BRUKSELA, DEUTSCHE WELLE

Bruksela chowa głęboko do szuf lady projekt nowej obowiązkowej relokacji uchodźców. Na stole negocjacyjnym teraz leży „rozwiązanie tymczasowe”, które polegałoby na dobrowolnych zobowiązaniach.

Austriacka prezydencja w Radzie UE przedstawiła w czwartek unijnym szefom MSW rezultaty konsultacji z krajami Unii na temat polityki migracyjnej. Austriacy doszli do wniosku, że – choć pierwotnie taki był oficjalny cel Brukseli – nie ma szans, by Unia przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego przyjęła reformę prawa azylowego w tej części, która dotyczy dzielenia się odpowiedzialnością za migrantów docierających do granic zewnętrznych Unii.

Rzym się upierał, by rozdzielać między kraje UE wszystkich migrantów – bez dokonywania wstępnej oceny, czy należy im się azyl. A z kolei Węgry czy Polska nie były gotowe na żadną formę „elastycznej solidarności” (zamiana obowiązku przyjęcia uchodźców na np. wpłaty na służbę graniczną), która nie pozwalałby całkiem uniknąć relokacji.

Od 2016 r. powtarzano, że przy „reformie dublińskiej” (dotyczącej relokacji) UE powinna dążyć do konsensusu, mimo że zgodnie z traktatami do przyjęcia rozdzielnika wystarczyłoby głosowanie większościowe w Radzie UE. Tyle że przyjęcie tymczasowej, dwuletniej relokacji w 2015 r. bez jednomyślności okazało się tak politycznie toksyczne, że nie może być powtórki. – Jednomyślność albo nic. Tak teraz odczytujemy także stanowisko Berlina. Trzeba ten projekt odroczyć na daleką, nieokreśloną przyszłość – tłumaczy nam zachodni dyplomata.

Pogodziła się z tym także Komisja Europejska, która wiosną 2016 r. przedłożyła projekt rozdzielnika skrojonego pod przyszłe kryzysy uchodźcze. Komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos przed kilku dniami zwrócił się do krajów UE, by rozdzieliły pakiet siedmiu reform migracyjnych na pięć, które uda się przyjąć jeszcze przed eurowyborami, oraz resztę (z relokacją), które nie mają szans na akceptację.

Jednak pomysłowi sprzeciwiło się osiem krajów. W efekcie reforma dublińska wędruje do zamrażarki. A jej zwolennicy tracą narzędzie politycznego nacisku, jakim było jej związanie w pakiecie z wzmacnianiem ochrony granic zewnętrznych.

– Musieliśmy wyjść z klinczu. I udało się osiągnąć ruch w kierunku nowego, pragmatycznego paradygmatu – mówi szef austriackiego MSW Herbert Kickl.

Projekt wniosków przyszłotygodniowego szczytu UE, który udało nam się poznać, potwierdza nowy „paradygmat”. Kickl tłumaczył w czwartek, że „rozwiązanie tymczasowe” musi być oparte na dobrowolności. – Chodzi o to, by uniknąć gorączkowego szukania ratunku z sytuacji, gdy we włoskim porcie stoi statek z rozbitkami i trzeba szukać chętnych do ich przyjęcia. Potrzebujemy zobowiązań na piśmie – tłumaczy unijny ekspert. Czy to ma być nowe rozporządzenie, czy po prostu deklaracja chętnych krajów? – Zobaczymy, co zaproponuje rumuńska prezydencja w I półroczu 2019 r. – tłumaczy nasz rozmówca. Czy chętni do dobrowolnej relokacji mogą grozić reszcie, że bez solidarności skończą poza jakimś nowym mini-Schengen? Kiedyś sugerowali to Holendrzy, ale teraz to wydaje się nierealistyczne – słyszymy w Brukseli.

Szefowie MSW nie zdołali w czwartek uzgodnić tempa i skali zwiększania unijnej straży granicznej Frontex. Komisja we wrześniu zaproponowała, by unijnych funkcjonariuszy granicznych było 10 tysięcy. Kraje UE mają wobec tego planu zastrzeżenia, m.in. finansowe.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.