AMBASADA POLSKA W JEROZOLIMIE? OWSZEM, MOGŁABY BYĆ, ALE W ZACHODNIEJ

Gazeta Wyborcza - - OPINIE - DAWID WARSZAWSKI

Mam nadzieję – powiedział w poniedziałek ambasador Izraela w USA Ron Dermer – że w przyszłym roku polski ambasador w Izraelu pójdzie w ślady amerykańskiego ambasadora w Izraelu i zapali menorę w polskiej ambasadzie w Jerozolimie”. Dermer powiedział to na przyjęciu wydanym przez swego polskiego odpowiednika Piotra Wilczka na cześć przypadających w tym roku rocznic: 100. odzyskania niepodległości przez Polskę i 70. niepodległości Izraela. Przyjęcie zorganizowano podczas trwającego właśnie żydowskiego święta Chanuka. Zapala się wtedy świeczki na świątecznej menorze i stąd pierwsza część nadziei wyrażonej przez Dermera – choć być może w ambasadzie polskiej w Izraelu jakieś uroczystości chanukowe też się odbyły. Mieści się ona jednak, jak ambasady niemal wszystkich państw, w Tel Awiwie, a nie w stolicy kraju Jerozolimie, gdyż do niedawna nikt nie uznawał praw Izraela do całego miasta. Jerozolima w 1948 r. została podzielona po agresji arabskich sąsiadów na powstające państwo izraelskie i zjednoczona 19 lat później, po kolejnej wojnie.

Decyzję prezydenta Trumpa z ub.r., by przenieść ambasadę USA do Jerozolimy, ONZ potępiła zdecydowaną większością 128 głosów. Oczekiwano też, że świat arabski wybuchnie antyamerykańską wściekłością. Polska (razem z Czechami, Węgrami, Rumunią i Chorwacją oraz 30 innymi państwami) w ONZ wstrzymała się od głosu, choć reszta UE głosowała przeciw USA; stąd nadzieje ambasadora Dermera. „Nic mi w chwili obecnej nie wiadomo o takich planach” – skomentował ambasador Wilczek. To z całą pewnością nie poparcie, ale też dużo mniej niż zaprzeczenie: Polska jak w ONZ znów się wstrzymała.

Choć do arabskiego wybuchu ostatecznie nie doszło, to w ślady USA w Jerozolimie poszły jak dotąd jedynie Gwatemala oraz Paragwaj, który się jednak po trzech miesiącach wycofał. Trump oczekiwał, że naśladowców będzie dużo więcej, i Polska mogłaby na takim geście dyplomatycznie zarobić w Waszyngtonie. Stosunki, zaognione przez ustawę o IPN i niedawny atak rządu na TVN, są nie najlepsze, co było widać podczas wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie.

Natomiast stosunki z Izraelem, paradoksalnie, wróciły po IPN-owskim kryzysie do znakomitej normy, odkąd deklaracja obu premierów – potępiona przez czołowych historyków Zagłady w obu krajach – wyłożyła oficjalnie obowiązującą interpretację historii. Polska obiecała nie ścigać za głoszenie innych jej interpretacji, Izrael zaś najwyraźniej obiecał w ogóle o nich nie wspominać: w obszernej mowie Dermera u Wilczka nie ma słowa o Zagładzie, najważniejszym w końcu dla Żydów wydarzeniu z historii Polski. Samo przyjęcie miało zaś pokazać Waszyngtonowi, jak świetne są te dwustronne stosunki – i do tego przede wszystkim są one polskiemu rządowi potrzebne, tak jak izraelskiemu rządowi Polska potrzebna jest przede wszystkim do zakłócania działalności UE postrzeganej w Jerozolimie jako twór Izraelowi wrogi. Nadzieje Dermera nie są więc całkowicie iluzoryczne, choć jak dotąd merytorycznie bezpodstawne. Warszawa nie będzie jednak chciała być Paragwajem – jeśli do Jerozolimy, to z całym Wyszehradem, bo inaczej reakcja Brukseli będzie miażdżąca. Tymczasem Węgry, skądinąd równie bliski przyjaciel Izraela co Polska, milczą; czeski prezydent chciałby, ale czeski premier już nie (a w Rumunii akurat odwrotnie). Może zdecydują się Filipiny, ale nawet PiS woli nie być widziany w towarzystwie prezydenta Duterte. Z drugiej strony może zdecyduje się Australia…

Z tego dyplomatycznego labiryntu istnieje jednak dyplomatyczne wyjście. Gdyby Trump ogłosił, że przenosi ambasadę do Jerozolimy Zachodniej, nie byłoby problemu: kilkanaście państw miało tam swoje ambasady, aż wycofało je w proteście przeciw ogłoszeniu przez Kneset w 1980 r. Jerozolimy „wieczną i niepodzielną” stolicą. Tymczasem we wschodniej połowie miasta swą stolicę chcą mieć Palestyńczycy. Oficjalne uznanie przez Trumpa izraelskiej deklaracji było przyczyną oburzenia ONZ, ale pół roku wcześniej Rosja też uznała izraelską stolicę – tylko że jedynie jej zachodnią część, a rok później obchodziła tam swe święto narodowe. Nie było ani ONZ-owskich, ani nawet palestyńskich protestów – i to może być wzór do naśladowania.

Polska polityka wobec Izraela (podobnie jak izraelska wobec Polski) jest dziś niebezpiecznie oportunistyczna, co źle wróży na dłuższą metę. Gdyby jednak rzeczywiście rozważano przeniesienie ambasady, by przypodobać się Trumpowi, to warto by to zrobić na warunkach Putina, nie Trumpa – a więc do Jerozolimy, ale zachodniej. Trump i tak będzie wdzięczny, bo tłoku nie ma, a cena do zapłacenia, gdy odwróci się trumpowsko-netanjahowska koniunktura, będzie mniejsza.

Większość w ONZ potępiła Trumpa za uznanie całej Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniesienie tam ambasady

Nikt jednak nie czepia się Rosji, że uznała zachodnią część Jerozolimy za stolicę Izraela. Polska mogłaby pójść tym samym tropem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.