JAK PIORUN

Gazeta Wyborcza - - KULTURA - KALINA MRÓZ

1 RP przy produkcji mojego pełnometrażowego debiutu „Hardkor Disko” z 2014 r. Jednak gdy przyjechałem do Warszawy, poszedłem już na swoje. Od kilku lat ja też staram się im pomagać.

A po kim masz te wszystkie zdolności? Robisz ładne zdjęcia, reżyserujesz filmy i seriale, choć nie skończyłeś szkoły filmowej, zrobiłeś fenomenalne teledyski.

– Interesuje mnie interdyscyplinarne podejście do sztuki, więc film jest tu idealny. W naszym domu była kamera, którą moja mama kręciła filmy ze mną i moją siostrą – użyłem ich zresztą w „Hardkor Disko” – kręciłem też nią jakieś deskorolkowe impresje. Studiowałem historię sztuki, lubię szczególnie malarstwo.

A z tymi teledyskami to na poważnie zaczęło się, gdy kupiłem lustrzankę i pojechałem z zespołem Pogodno w trasę koncertową, a potem tworzyłem z tego różne klipy. Pojawiły się kolejne propozycje. Każdy teledysk był dla mnie osobnym polem do eksperymentów ze sztuką filmową. I cieszę się, że jestem reżyserem bez szkoły, bo dzięki temu nie obowiązują mnie żadne narzucone reguły czy wyuczone zasady, nie mam obciążeń. Założyłem firmę producencką głębokiOFF i musiałem wszystko robić sam, od scenariusza, operatorki, montażu, identyfikacji wizualnej do właśnie produkcji. W pracy nad filmami przyświeca mi podejście Wernera Herzoga. Czasem jestem na planie dyżurnym, rekwizytorem, scenografem – wszystkim, czym potrzeba. Zawsze też opracowuję ścieżkę dźwiękową, w przypadku „Ślepnąc...” też tak było. Wszystko robię dla siebie, jestem swoim najważniejszym widzem, cieszę się, jak inni się w to wklejają, ale nie jest to dla mnie priorytet. Każdy reżyser zajmujący się kinem autorskim to potwierdzi.

Ale w przyszłym roku wracam do teatru, w którym zrobiłem kiedyś sporo rzeczy, teraz będę robił spektakl w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu na podstawie jednego z moich ulubionych filmów.

Robiłeś „Hardkor Disko” z własnej kieszeni, pozadłużałeś się. Nie bałeś się, że to będzie klapa?

– Nie, strach to uczucie raczej mi obce, jeśli chodzi o tworzenie, kluczowa jest tu chyba bezczelność w realizowaniu marzeń. Jak stałem rano pod prysznicem, po dwóch godzinach snu, a na dworze było jeszcze ciemno i zimno, to myślałem tylko o tym, jak znowu porwać moją ekipę do pracy wymagającej poświęceń. Pieniądze się zawsze jakoś odrobi. I opłaciło się, bo dzięki „Hardkor Disko” producentka HBO Iza Łopuch zaprosiła mnie do współpracy. Obejrzała mój film i tak jej się spodobał, że postanowiła coś ze mną nakręcić. Antony Root z HBO Europe szczęśliwie podzielił jej zapał.

I jest sztywniutko? Skąd wziąłeś to słowo? Wypromowaliście je w serialu i weszło do obiegu, ludzie domagają się linii odzieżowej i płyty rapera Pioruna, którego zagrałeś.

– Podchwyciliśmy je z Kubą Żulczykiem z ulicy, to mutacja zwrotu „na sztywno”, czyli potwierdzenia czegoś na 100 procent. Zdrobnienie wydało nam się chwytliwe i zabawne. Używa go właśnie Piorun. Znam wielu hiphopowców i z obserwacji tego środowiska stworzyłem postać hybrydę, archetyp. Przygotowałem się do tej roli, przypakowałem dwadzieścia kilo, dorobiłem sobie te wystające zęby u protetyka, nagrałem dwa utwory ze świetnym hiphopowym warszawskim składem. Do tego nakręciliśmy Piorunowi teledysk do serialu, drugi jest w drodze, będzie jeszcze przed świętami.

Wyobraź sobie, że jestem reżyserem zawiadującym setkami ludzi, którzy przewijają się przez plan, mam niewiele ponad 30 lat, muszę sobie wypracować autorytet u ekipy. A tu nagle wychodzę jako ta postać i przed nimi odpierdalam ten teledysk z półnagimi paniami w rozmiarze XXL, oblewam się szampanem, wciągam glukozę udającą koks – spuszczam mojego awatara z łańcucha. I co? Ekipa oszalała, pokochała Pioruna, krzyczała „sztywniutko!”, cały czas chciała słuchać tych numerów. Hip-hop nas zespolił.

Teledysk jest zrobiony tak profesjonalnie, że wielu widzów myśli, że Piorun to prawdziwa postać. Ludzie zaczepiają cię na ulicy?

– Oczywiście. Krzyczą: „Ej, mordo, kiedy album nagrywasz?!”. Odpowiadam, że jestem przede wszystkim reżyserem. A oni: „Ej, Piorun, nie pierdol, sztywniutko jest, kiedy ciuchy na miasto rzucacie?”. Oczywiście nie będę nic nagrywał, nie będę się wygłupiał, choć różnych propozycji dostaję cały czas sporo. Życie to nie film.

Jakub Żulczyk mówił, że „Ślepnąc...”, czyli opowieść o warszawskim dilerze kokainy, to odbicie jego osobistych doświadczeń – narkotykowych, alkoholowych itd. Ty też się tak w tym serialu odbijasz?

– Tak jak książka jest z Kuby, tak serial jest ze mnie, z moich doświadczeń i obserwacji rzeczywistości, która otacza nas tu i teraz, a także spotkań z różnymi ludźmi. Też mam swoją rymującą się z książką przeszłość, chociaż nigdy nie byłem wkręcony w twarde narkotyki. Świadomie, bo na moim rodzinnym osiedlu na Psim Polu we Wrocławiu kilku moich kolegów młodo zmarło przez narkotyki, w Warszawie też znam biografie złamane przez używki. Widziałem, jak wielką cenę można zapłacić za ucieczkę od siebie i od problemów, ucieczkę w eskapizm i hedonizm. Ten serial pomógł mi lepiej zrozumieć, kim jestem oraz skąd i dokąd idę, zwłaszcza że musiałem przefiltrować przez siebie każdą najmniejszą emocję, która w nim jest.

27 października o północy „Ślepnąc od świateł” stało się dostępne na wszystkich terytoriach europejskich HBO. Wstałem rano i poszedłem w miasto. Warszawa wydała mi się tak pięknie obca jak po powrocie z długiej podróży. Mleczna, przydymiona, klimat jak z „Blade Runnera”. Przepełniała mnie harmonia, spełnienie, nie miałem w sobie żadnej złości czy agresji, których w „Ślepnąc od świateł” jest dużo. Czułem się oczyszczony.

Nakręcisz kiedyś coś mniej brutalnego niż „Hardkor Disko” i „Ślepnąc...”?

– Pewnie, mój apetyt na robienie filmów rośnie z dnia na dzień. Wśród licznych projektów, które wręcz muszę zrobić, żeby mieć spokój sam ze Naturszczyk w roli głównej, demoniczny Jan Frycz z ogoloną głową, rekordowa liczba przekleństw na minutę i ryzykowne akrobacje formalne (np. wstawki rodem z horroru). Do tego animacje komputerowe czy inspirowana „Magnolią” Paula Thomasa Andersona scena, w której bohaterowie śpiewają piosenkę Myslovitz. Dawno żaden polski serial nie wzbudził tylu emocji i dyskusji co „Ślepnąc od świateł”.

To opowieść o dilerze kokainy, który w bożonarodzeniowej gorączce krąży po Warszawie. Chce uciec od problemów do Argentyny, ale domykając niezałatwione sprawy, zapada się coraz bardziej w bagno gangsterskich porachunków. W roli głównej wystąpił raper Kamil Nożyński (na zdjęciu), który kontynuuje aktorską karierę na Słowacji.

Serial jest ekranizacją powieści Jakuba Żulczyka z 2014 r. Po premierze książka wróciła na listę bestsellerów.

Ośmioodcinkową produkcję można oglądać na kanałach HBO oraz w serwisie HBO GO, gdzie dostęp do niej mają widzowie z 20 krajów Europy. W listopadzie „Ślepnąc od świateł” było najlepiej oglądanym serialem w HBO GO w Polsce.

sobą, chciałbym na pewno nakręcić też coś wyciszonego, spokojnego, subtelnego, ale w czym czuć będzie mojego ducha. Interesuje mnie ekspandowanie gatunków i poszukiwanie na pograniczu różnych stylistyk i estetyk, oczywiście przy zachowaniu własnego głosu. Za właśnie takie podejście podziwiam Stanleya Kubricka.

Na spokojnego człowieka to ty mi nie wyglądasz.

– Teraz już się trochę uspokoiłem. W przeszłości ocierałem się o ekstrema. Uwielbiam podróżować. Zjechałem całą Europę, trochę Afryki, sporą część Stanów Zjednoczonych, jakieś kraje azjatyckie czy te z Ameryki Południowej. Zawsze szukam rdzenności i autentyczności na tych wyjazdach. No i na przykład spotkałem się w dziczy RPA oko w oko z najbardziej jadowitą kobrą przylądkową, stała metr ode mnie na sztorc i mierzyła mnie wzrokiem jak w filmie. Trzymano nas pod bronią w Yumie w stanie Arizona. Brodziłem całą noc po szyję w bagnach w Rumunii. Podczas autostopowego tripa po Estonii porwał nas były wojskowy z nożem...

Filmowe życie.

– To są rzeczywiście filmowe historie, wiele w stylu: „ale se scenarzysta wymyślił”. Może je kiedyś nakręcę. Ale tak czy owak, życie zawsze będzie pojemniejsze i większe niż kino.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.