Niecała Stocznia zatopiona

Gazeta Wyborcza - - SPORT - MATEUSZ KASPRZYK

Na pokładzie pozostało tylko pięciu siatkarzy, ale szczeciński klub nie wycofa się z rozgrywek PlusLigi. – Wprowadzamy wariant oszczędnościowy – informuje prezes Jakub Markiewicz. Stocznia miała mocarstwowe plany i chciała poważnie namieszać w ligowej czołówce. Zdołała ściągnąć m.in. Bartosza Kurka ( jak się później okazało, najlepszego gracza mundialu), Łukasza Żygadłę i Bułgara Mateja Kazijskiego.

Na parkiecie wszystko wyglądało bardzo obiecująco, ale szybko się okazało, że klub jest niewypłacalny i oferował gwiazdom wirtualne pieniądze.

– Sprawdziliśmy umowy – zapewnia Żygadło. – Potwierdzały, że finansowanie projektu jest zagwarantowane.

Wyszło na to, że klub nie ma żadnych środków. Siatkarze przez kilka miesięcy byli cierpliwi i wierzyli w obietnice, że gotówka w końcu pojawi się na ich kontach. Długi jednak rosły i sytuacja stała się dramatyczna. Po ostatnim meczu z Tref lem Gdańsk (porażka 0:3) większość zawodników płakała. Przekonana, że nie ma już ratunku i drużyna zostanie wycofana z rozgrywek.

– Będziemy walczyli do końca, ale sytuacja jest bardzo trudna – przyznawał Markiewicz.

Prezes kilka razy przekładał podjęcie ostatecznej decyzji, bo rozwiązanie drużyny niosłoby za sobą ogromne konsekwencje. On sam zainwestował w szczecińską siatkówkę miliony złotych, a koniec klubu oznaczałby koniec dopiero co reaktywowanej dyscypliny w mieście na wiele lat. Na lodzie zostaliby też kibice, którzy wykupili karnety (nawet 300 zł za sztukę).

Przełomowe okazało się środowe spotkanie z władzami Polskiego Związku Piłki Siatkowej w Warszawie. Wygląda na to, że siatkówkę w Szczecinie – przynajmniej na razie – uda się uratować. Liga zadeklarowała doraźne wsparcie dla Stoczni, a pozostałe kluby – w geście dobrej woli – są skłonne wypożyczyć zawodników, którzy u nich grają niewiele.

Kadra musi zostać totalnie przebudowana, ponieważ na pokładzie, poza trenerem Michałem Gogoloem, pozostało tylko pięciu zawodników: Janusz Gałązka, Marcin Wika, Adrian Mihułka, Bartłomiej Kluth oraz Belg Simon Van De Voorde. To za mało, żeby móc rozegrać mecz, dlatego Stocznia postara się przełożyć dwa najbliższe spotkania z Chemikiem Bydgoszcz i MKS-em Będzin, żeby skompletować kadrę na dokończenie trwających rozgrywek.

Stocznię opuściły już największe gwiazdy z Kurkiem, Żygadłą i Kazijskim na czele. Łącznie dziewięciu siatkarzy, bułgarski dyrektor sportowy Radostin Stojczew oraz włoski asystent Gogola Dario Simoni. Ich odejście nie oznacza jednak końca problemów finansowych, ponieważ ze wszystkimi trzeba się będzie kiedyś rozliczyć. A chodzi o miliony.

Na razie nie wiadomo, kto im zapłaci, ale klub w specjalnym oświadczeniu informuje, że winę za obecny stan rzeczy ponosi przede wszystkim sponsor tytularny (od kwietnia tego roku), czyli Stocznia Szczecińska, która nie wywiązała się ze zobowiązań.

„Jesteśmy w sporze prawnym ze sponsorem tytularnym i oczekujemy z jego strony uregulowania należności, wynikających z podpisanej w tym roku umowy z klubem. O szczegółach, dotyczących historii wzajemnych kontaktów i wydarzeń związanych z sytuacją w jakiej obecnie się znaleźliśmy, poinformujemy niezwłocznie po uregulowaniu wszelkich kwestii dotyczących aktualnego funkcjonowania zespołu, który jest dla nas najwyższą wartością” – czytamy.

Jeśli Stoczni uda się przełożyć dwa najbliższe mecze, to na parkiet wróci 15 grudnia (wyjazdowe spotkanie ze Skrą Bełchatów). Ma nieco ponad tydzień na odbudowanie zespołu.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.