Ruletka pod siatką kobiet znów się kręci

Gazeta Wyborcza - - SPORT - JAROSŁAW BIŃCZYK

Niespodziewanie się okazało, że polskie siatkarki zagrają jednak w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich w Tokio. Nie wiadomo, kogo tam zastąpią, a przede wszystkim nie wiadomo, w jakim składzie wystąpią. Jak zwykle. Nasza reprezentacja od lat tkwi w chaosie. Gdy w połowie listopada światowa federacja ogłosiła najnowszy ranking reprezentacji, spełniły się najgorsze obawy. Nasza drużyna została sklasyfikowana na 26. miejscu – najwyższym, które nie zapewnia udziału w kwalifikacjach do igrzysk w 2020 roku w Tokio. W turnieju wystartuje bowiem 12 zespołów, a zapewniony udział ma tylko gospodarz. O pozostałe 11 miejsc będą rywalizować 24 kraje, a że Japonia jest szósta, to ostatnim szczęśliwcem z szansami na start w igrzyskach została zajmująca 25. pozycję Kuba.

Ale jak to bywa w siatkówce, dopóki nie zaczną się rozgrywki, zawsze coś się może zmienić. A to regulamin, a to obsada turnieju, bo znienacka ktoś dostaje – czytaj: zazwyczaj kupuje – dziką kartę. Już miesiąc temu pojawiły się informacje, że nie wszystkie drużyny sklasyfikowane przed Polską staną na starcie eliminacji. Kilka dni temu PZPS zakomunikował, że nasza drużyna jednak zagra w turnieju interkontynentalnym. Zamiast kogo? Nie wiadomo, bo oficjalne źródła milczą. Prawdopodobnie chodzi o Kubę, która zgodnie z zasadą serpentyny, według której ustalane są grupy, trafiła na Serbię, Tajlandię i Portoryko.

Szanse na wyjazd Polek do Tokio są jednak niewielkie, gdyż w siatkówce jest inaczej niż w piłce nożnej, gdzie drużyna dużo słabsza może szczęśliwie pokonać faworyta. Tutaj aż takie sensacje zdarzają się niezwykle rzadko, zwłaszcza w turniejach. Polska ostatni sukces odniosła trzy lata temu, a był nim finał igrzysk europejskich w Baku, w drodze do którego pokonała Serbię, obecnie najlepszą na świecie. To ważna data, bowiem wtedy po raz ostatni udało się zebrać w kadrze większość najlepszych polskich zawodniczek, z Katarzyną Skowrońską-Dolatą, Katarzyną Zaroślińską, Anną Werblińską i Joanną Wołosz na czele. Później było już tylko gorzej, a wytypowanie składu przypominało grę w ruletkę. Werblińska skończyła już karierę, Skowrońska-Dolata gra jeszcze w Brazylii, Zaroślińska nie zbliża się do poziomu prezentowanego przed trzema laty, a Wołosz w tym roku poprosiła o urlop w kadrze.

Siatkarek o klasie porównywalnej do Złotek trenera Andrzej Niemczyka nie mamy. Z jednym wyjątkiem. Teoretycznie kłopot bogactwa mamy na rozegraniu. W finale poprzedniego sezonu w najsilniejszej obecnie w Europie lidze włoskiej Igor Gorgonzola Novara – z Wołosz w szóstce – pokonał Imoco Volley Conegliano, którego grę prowadziła Katarzyna Skorupa, jedna z najbardziej utytułowanych rozgrywających na świecie w ostatnich kilku sezonach. Ta druga o powrocie do reprezentacji Polski nie chce słyszeć, dlatego pod nieobecność Wołosz w tegorocznej Lidze Narodów pierwszą rozgrywającą była Marlena Pleśnierowicz, obecnie tylko zmienniczka w Chemiku Police.

Nawet z Wołosz czy Skorupą Polska nie byłaby wiele silniejsza, bo na innych pozycjach po prostu brakuje nam klasowych zawodniczek.

Naszych przyjmujących, które w kobiecej siatkówce odgrywają kluczowe role, od kilku lat próżno szukać nie tylko we Włoszech, w Turcji i Rosji, lecz także w polskiej ekstraklasie, gdzie główne role odgrywają Serbki, Belgijki, Brazylijka czy Czeszka. Niewiele lepiej jest ze środkowymi, bo dopiero od niedawna we włoskiej ekstraklasie gra Agnieszka Kąkolewska. Coś drgnęło z atakującymi, bo latem do Italii przeniosła się Malwina Smarzek, a odkryciem ligi jest Magdalena Stysiak z Chemika mierząca 203 cm wzrostu. Ta ostatnia, która kilka dni temu skończyła 18 lat, razem z koleżankami z reprezentacji zdobyła brąz mistrzostw Europy juniorek, a kilka z nich już pokazało się w krajowych rozgrywkach jak Zuzanna Górecka.

Zdolna młodzież i kilka bardziej doświadczonych siatkarek to wciąż za mało, by marzyć o nawiązaniu do sukcesów z początku wieku. O awans na igrzyska jest bowiem trudniej niż o wygrywanie na kontynencie. Pokazuje to przykład Złotek, które po zdobyciu pierwszego mistrzostwa Europy w 2003 roku nie zdołały przebrnąć kwalifikacji przed turniejem w Atenach. O wynikach nie decyduje ruletka.

Polskie siatkarki rzadko miały ostatnio okazję do radości

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.