RYDZYK STAWIA SIĘ PiS

Wszyscy mówią: a, Tadeusz robi partię, czyli próbuje postawić Kaczyńskiego pod ścianą. Prawda, ale nie cała. Jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - PIOTR GŁUCHOWSKI*

TTadeusz Rydzyk zawsze potrzebował – jak sam to określił przed dwudziestu laty – marności. Dóbr ziemskich, które przemijają. Urodzony w 1945 roku, w ostatnim miesiącu wojny, wychował się w Olkuszu, w biedzie. Matka, Stanisława Rydzyk, która dała Tadkowi nazwisko po swoim pierwszym, schwytanym w łapance i zabitym w Buchenwaldzie mężu, była pracownicą emalierni, miała siedmioro dzieci, jedno zmarło. Ojciec – konkubent Stanisławy, Bronisław Kordaszewski – mało pracował, dużo pił, aż w końcu wyrzuciła go z domu. Zmarł jako włóczęga. Starsza siostra została robotnicą, bracia – pracownikami fizycznymi w różnych instytucjach, jeden – chałupnikiem, czyli rzemieślnikiem w mieszkaniu. To mieszkanie – dwa pokoje w fabrycznym familoku przy bocznicy kolejowej – już nie istnieje.

Dziecięce zabawy Tadka i jego braci: machanie rękoma do podróżnych pociągów przejeżdżających przez Olkusz, jazda na fabrycznych wózkach z opałem. Prezenty na urodziny: buty po starszym albo książeczki do nabożeństwa. Wakacyjne atrakcje: pielgrzymki.

Pierwsze zetknięcie z polityką i manifestacja siły charakteru – rok (w przybliżeniu) 1960. Brat zostaje pobity przez milicję za szwendanie się po dworcu bez peronówki. Nastoletni Tadeusz, nie mówiąc nic rodzinie, jedzie do Warszawy. Prosto z pociągu idzie do gmachu Komitetu Centralnego PZPR i składa skargę. We wspomnieniach napisze: „Przyjął mnie człowiek, który nie bardzo wiedział, co ze mną zrobić. W końcu wsadzili mnie do powrotnego pociągu”.

W szkole powszechnej Tadzio uczy się słabo, do ogólniaka go nie przyjmują. Idzie do zawodówki przy matczynej emalierni, zostanie robotnikiem – jak wszyscy wokoło. Tygodniami szlifuje pilnikiem jakieś kawałki metalu. Nie widzi w tym sensu, płacze. W czytanym przez matkę czasopiśmie „Msza Święta” znajduje adres seminarium duchownego w odległym o 150 kilometrów Tuchowie. Przyjmują chętnych.

– Zobaczyłem klasztor – powie w wywiadzie rzece. – Najpierw nie podobali mi się ci redemptoryści. Klerycy bladzi, wychudzeni, ostrzyżeni na zero. Ale wyszedł do mnie ojciec i ładnie się uśmiechnął…

Do wstąpienia w szeregi zakonne ostatecznie namawia Tadeusza starszy kolega z Olkusza, kleryk Leszek Gajda. Rydzyk wraca do domu, by zakomunikować nowinę rodzinie i sąsiadom. Natychmiast ktoś donosi. Wzywają go na milicję, przesłuchanie prowadzi zastępca komendanta, czyli szef lokalnej Służby Bezpieczeństwa. Pyta: „Dlaczego chcesz zostać księdzem?”. Odpowiedź: „Bo mi życie zbrzydło”.

Jest pobożny, a na co księdzu matematyka?

– Nie radził sobie z fizyką, matematyką, chemią – wspomina nauczyciel i współbrat o. Jerzy Galiński. – Przełożeni uznali, że się nie nadaje, lecz ostatecznie zadecydowała opinia opiekuna grupy: „Jest pobożny, a na co księdzu matematyka?”.

Kleryk Tadeusz istotnie jest i pobożny, i aktywny. Zakłada zespół gitarowy, prowadzi chór. Wygadany i aż nazbyt rzutki nie rokuje na mnicha, więc prefekt kleryków chce go przenieść do seminarium dla księży diecezjalnych. Młodego entuzjastę ratuje wiceprowincjał polskiej odnogi zakonu. Wyświęcony w 1971 roku Rydzyk dostaje posadę w Toruniu. Będzie katechetą w klasztorze.

Energia nadal go rozpiera. Nie ma pieniędzy, ale załatwia sobie motorower Jawa – marzenie młodego człowieka. Organizuje futbolówkę, magnetofon i stół do pingponga dla katechizowanych dzieci, gitary elektryczne dla ministrantów. W przygrywającym do mszy zespole bigbitowym gra młody Jurek Wenderlich, późniejszy rzecznik SLD. Obok mszalnej kapeli wyrasta druga, potem trzecia.

Inwenci i Truwersi grają nie tylko na nabożeństwach, lecz także na potańcówkach, dają koncerty, podczas których dziwnie ubrana młodzież dziko podskakuje. Przełożeni znów się niepokoją. Ojciec Karol Szrant, radny generalny zakonu, słysząc bigbit w kościele, mówi: „Nostra congregatio facte est”. Nasze zgromadzenie skończone.

Inwigilujący redemptorystów esbek pisze: „W nawiązaniu do informacji o różnicach poglądów między starą i nową generacją zakonników, komunikuję, że katecheta RYDZYK na skutek zatargów z miejscowymi przełożonymi przyjął całkowicie bierną postawę”.

Przełożeni wysyłają zbuntowanego mnicha do klasztoru w Szczecinku na Pojezierzu Drawskim. Tutaj rodzi się Tadeusz lider.

Babcie najlepiej się goli

W 1981 r. zostaje kapelanem miejscowego Klubu Inteligencji Katolickiej. Zaprasza do zabitego dechami garnizonowego miasteczka działaczy Komitetu Obrony Robotników i Wolnych Związków Zawodowych. Przyjeżdżają Halina Mikołajska, Kazimierz Świtoń i Jacek Fedorowicz z wiązankami antysocjalistycznych dowcipów. Za sprawą Rydzyka uczniowie ogólniaka wieszają w klasach zrobione przez niego własnoręcznie krzyże. Trwa festiwal „Solidarności”, partyjna dyrekcja boi się je zdjąć. Sprawa opiera się o chorego już prymasa Wyszyńskiego. Ostatecznie krucyfiksy znikają w wakacje, a ojciec Tadeusz znów zostaje przeniesiony.

– Esbecja naciskała na redemptorystów, by go gdzieś schowali – wspomina były prezes KIK w Szczecinku Antoni Troiński.

Kolejne przydziały to Braniewo i Kraków. W dawnej stolicy Rydzyk organizuje koncerty i spotkania z artystami w przykościelnej salce. Przychodzą Zbigniew Herbert i Jacek Kaczmarski.

Do tego pielgrzymki. Lata 80. są złotym okresem dla tej branży. Wierni pod komendą mnicha chodzą i jeżdżą nie tylko do polskich sanktuariów, ale także do Medziugorie, Lourdes, na spotkania w Taizé. Rydzyk ma już pieniądze.

Ojciec Galiński: – Organizowanie pielgrzymek było dochodowe, bo z pielgrzymką łatwiej było wyjechać na Zachód. SB nie wymagała zaproszenia z zagranicy. Ludzie płacili ojcu Rydzykowi za udział, a odbijali to sobie w handlu i przemycie.

W 1985 roku obywatel Rydzyk ma już konto dewizowe, co wynika z oświadczenia złożonego na SB. Jeździ na Zachód nie tylko z pielgrzymkami. Esbekom deklaruje, że „załatwia sprawy zgromadzenia”. W Jugosławii (1982), Francji (1982), we Włoszech (1983, 86), kilka razy w Austrii (1984, 86) i w Niemczech (1983, 84, 85) zbiera datki na zakon i dary dla biedujących za żelazną kurtyną Polaków. W przerwach prowadzi duszpasterstwo akademickie. Wzoruje się na wspólnocie z Taizé. Dużo muzyki, wspólne wyjazdy i noclegi. – Raczej klub zainteresowań niż grupa katolicka – powie po latach jeden z członków, Paweł Chojecki.

Między 1985 a 86 rokiem wybucha skandal. Grupa Rydzyka domaga się doktrynalnej rewolucji w Kościele, rozluźnienia obyczajów. Zakonnik nie potrafi sobie poradzić z rozdyskutowaną młodzieżą. Sam przecież ledwie zdał maturę. Młodzi przechodzą do zielonoświątkowców. Krakowscy przełożeni Tadeusza zostają wezwani na dywanik przez kardynała Franciszka Macharskiego. Nad Rydzykiem znów kłębią się chmury. Zwierzchnicy zakazują mu prowadzenia pielgrzymek. On tłumaczy, że paszporty wyrobione, ludzie zapisani – mus jechać.

Udaje się tak raz, drugi, trzeci. Z czwartej pielgrzymki – we wrześniu 1986 do Rzymu – Rydzyk nie wraca. Ucieka z Polski i ze zgromadzenia. Przez pół roku nikt z przełożonych nie wie, gdzie jest. Objawia się nagle w polskiej misji katolickiej w Monachium. Rozdygotany, wystraszony. Przyjmuje go dawny nauczyciel, o. Galiński. Zaleca powrót do kraju. Tadeusz nie chce. Prowincjał zgromadzenia wysyła mu więc do Niemiec suspensę – wymówienie. Rydzyk nie odbiera pisma, wymawia się chorobą.

Galiński: – Tadeusz miał pomysł na wyjście z sytuacji. Chciał zacząć pracę jako zwykły ksiądz w diecezji bamberskiej albo monachijskiej. Obie mu odmówiły po zasięgnięciu opinii u władz zakonnych w Polsce.

Problem rozwiązuje bawarski prowincjał zakonu redemptorystów. Umieszcza niepokornego Rydzyka – na próbę – u sióstr prowadzących dom dziecka w górskim miasteczku Oberstaufen. Ledwo mówiący po niemiecku Polak ma być ich spowiednikiem. Faktycznie rozkręca handel autami. Wysyła do Polski używane volkswageny i ople. Posługując się pieczątką zakonnic, robi z nich darowizny na rzecz podmiotów kościelnych. Wozy wjeżdżają bez cła.

Drugim biznesem są wyjazdy do Medziugorie. Galiński: – Przyjechał do Monachium nasz współbrat, ojciec Stanisław Kwiatkowski. Do Niemiec ściągnął go Rydzyk, bo dobrze znał język. Kwiatkowski siadł u mnie i mówi: „Nie wiesz nawet, jak to wszystko gra. Wozimy dewocyjne babcie [z Niemiec do Jugosławii], robota przy tym żadna, a je się najlepiej goli z forsy. Z jednego wyjazdu mamy więcej niż wszyscy nasi misjonarze przez rok”.

Trzecim przedsięwzięciem będzie radio katolickie. 10 km od Oberstaufen, w Balderschwangu, działa niepoprawna politycznie rozgłośnia Radio Maria Internazional. Lewicowe media niemieckie zarzucają jej emisję agresywnych i ksenofobicznych treści. Ale datki płyną. RMI ma piękną siedzibę i nowoczesne studia. Rydzyk chce mieć coś podobnego w Polsce, gdzie właśnie upadł komunizm. Zaraża ideą swego pierwszego dużego sponsora: Angela Pietrobellego, byłego konsula Włoch w RFN, wcześniej niewierzącego, ostatnio gwałtownie nawróconego. Polskie Radio Maryja założą obaj w Krakowie.

Jadą. Audiencja u metropolity Franciszka Macharskiego kończy się jednak klapą. Kardynał ma inne plany – pod Wawelem powstanie diecezjalne Radio Mariackie. Dziś, gdy Radio Maryja jest potęgą, po tamtym nie została nawet notka w Wikipedii.

Pierwsza audycja z magazynu jabłek

Niezrażony redemptorysta zbiera datki – prócz sponsorów z Włoch są donacje szwajcarskie, niemieckie, austriackie. Jeździ po kasę osobiście, czerwonym audi. Tu dadzą 10 tys. franków, tam 10 tys. marek. A tymczasem nowym przełożonym warszawskiej prowincji redemptorystów zostaje druh z Olkusza – Leszek Gajda. Lokuje Tadeusza i jego pomysł na radio w klasztorze w Toruniu. I przyznaje nowej instytucji pełną autonomię. Rydzyk – teraz dyrektor stacji in spe – dość się już naużerał z zakonnymi przełożonymi, chce mieć coś swojego.

Startuje z kilkudziesięcioma tysiącami marek zachodnioniemieckich. Na dzisiejsze pieniądze – równowartość nowego auta średniej klasy. W roku 1990 – majątek. Za tysiąc DM można kupić mieszkanie własnościowe, za trzy tysiące – dom. Maszt wyrasta w sadzie przekazanym klasztorowi przez starsze małżeństwo. Pierwsza audycja z murowanki, w której sadownicy przechowywali jabłka, płynie 8 grudnia 1991 r. Bez żadnych pozwoleń. Pytającemu o nie dyrektorowi z Ministerstwa Łączności ojciec dyrektor sam zadaje pytanie: – Czy pan jest ochrzczony? A kiedy był pan u spowiedzi? Bo ja mogę pana najwyżej wyspowiadać, a nie jakieś pozwolenia pokazywać.

Urzędnik odpuszcza. Podobnie jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która przyznaje koncesję, sankcjonując fakty.

Na posiedzeniach KRRiT Rydzyk poznaje Ryszarda Bendera (potężne wówczas Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe), a przez niego – Lecha Wałęsę. Słuchaczy, głównie starszych i konserwatywnych, przybywa, a stacja sprzęga się z prawicą ku obopólnemu pożytkowi. RM wpierw popiera obóz wałęsowski i tzw. przyspieszenie, potem Akcję Wyborczą Solidarność. W 2001 roku prawnik o. Rydzyka Marek Kotlinowski zgłasza do wyborów parlamentarnych nowy twór – Ligę Polskich Rodzin.

To pierwsza partia, o której można powiedzieć, że jest nie tylko popierana, ale też stworzona przez Rydzyka. Program ogłoszony z anteny: rozbicie układu Okrągłego Stołu, wypowiedzenie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, wstrzymanie prywatyzacji. LPR wprowadza do Sejmu 38 radiomaryjnych posłów i posłanek.

Odtąd politycy prawicy wiedzą (lub wierzą), że poparcie Torunia oznacza mandat.

Ćwierć miliona marek w worku

Dyrektor ma coraz więcej nieformalnej władzy i coraz więcej pieniędzy, choć nikt nie wie ile. Ani przełożeni redemptoryści, ani toruńska skarbówka nie mają wglądu w księgi radiostacji. Nikłe światło na zasobność szkatuły Rydzyka rzuca kryminalny wypadek z 1995 r., gdy zostaje okradziona jedna z pracujących w radiu starszych wiekiem wolontariuszek. Trzymała w worku w bydgoskim mieszkaniu ćwierć miliona niemieckich marek.

Jeszcze ciekawsze jest to, że zakonnik macha ręką na stratę. Nie chce śledztwa, złości się, gdy lokalna prasa pisze o rabunku.

Rydzyk ma na oku nowe biznesy: zbiórkę na Stocznię Gdańską, zbiórkę świadectw udziałowych NFI – czyli przyznawanych każdemu obywateli bonów, tj. udziałów prywatyzowanych przedsiębiorstw. Miały one uczynić Polaków jednocześnie inwestorami i współwłaścicielami narodowego majątku – oraz pomnożenie gotówki na giełdzie.

Na ratowanie Stoczni i ze świadectw NFI ojciec dyrektor zebrał około 25 mln zł i 2,5 mln dol. Kasa nigdy nie trafiła do Gdańska. O. Jan Król, prawa ręka Rydzyka, kupił za to m.in. jedną trzecią giełdowej spółki budowlanej ESPEBEPE. Spółka padła, pieniądze wyparowały. Razem z o. Tadeuszem nabyli – za ponad 100 tys. zł – gazetę „Ilustrowany Kurier Polski”. Przy tej transakcji padły słynne słowa Rydzyka skierowane do Króla: – Jeszcze więcej marności, ojcze Janie.

Chodziło o to, by młodszy redemptorysta wysypał na stół kolejną porcję banknotów. Zakup został szczęśliwie sfinalizowany, ale „IKP” okazał się katastrofą. Miało być ogólnopolskie pismo, wyszedł regionalny dziennik ze sprzedażą poniżej 20 tys. egz. Mało udane były również dwa późniejsze przedsięwzięcia: telefonia komórkowa W Naszej Rodzinie i sieć geotermalna, która miała zapewnić ciepłą wodę całemu Toruniowi.

Przyszły też sukcesy. Nowa siedziba radia z Domem Pielgrzyma i sieć nadajników RM (deklarowane koszty emisji ponad 15 mln rocznie), Prywatne Liceum Ogólnokształcące i Gimnazjum w Szczecinku, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, ogólnopolski „Nasz Dziennik” z newsroomem w stolicy, szczecinecka księgarnia wysyłkowa fundacji Nasza Przyszłość, Telewizja Trwam ze studiami w Toruniu i Warszawie (deklarowane koszty nadawania – 20 mln rocznie; firmowe zestawy satelitarne do odbioru stacji – jedne z droższych na rynku), wreszcie nowa świątynia pod wezwaniem Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II połączona z mauzoleum Polaków ratujących Żydów.

Każde z tych przedsięwzięć zarabia, co nie przeszkadza dyrektorowi prosić o pieniądze na całym świecie. Szczególnie często jeździ do USA i Kanady. Kwesta za oceanem zwykle jest połączona z obiadem dla zamożnych polonusów. Każdy, kto wpłaci datek, w Polsce i poza nią, zostaje wciągnięty do komputerowej bazy. Dostaje podziękowanie, czasem życzenia na święta.

Jeszcze kłamią, że ksiądz ma dużo

Liga Polskich Rodzin też przyniosła pieniądze – i z Brukseli, i z Warszawy. W 2004 r. partia uzyskała drugi wynik w eurowyborach (16 proc.) i wprowadziła do Parlamentu Europejskiego dziesięciu posłów. Każdy brał z unijnej kasy prawie pół miliona euro rocznie (miesięczne wynagrodzenie 8,5 tys., zwrot kosztów ogólnych 4,5 tys., zwrot podróży 4,3 tys., miesięczne utrzymanie biura 24,5 tys.). Większość świeżo upieczonych krezusów hojnie dotowała rozgłośnię.

Gdy LPR weszła do pierwszego rządu PiS, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska przyznał fundacji zakonnika Lux Veritatis ponad 25 mln na odwierty geotermalne. Wypłatę wstrzymał w 2007 r. rząd PO-PSL, ale po powrocie do władzy (Rydzyk czekał aż osiem lat) PiS pieniądze odblokował.

Rządy Szydło i Morawieckiego przyznały też nowe fundusze. Zależna od Lux spółka Geotermia Toruń dostała z NFOŚ 19,5 mln (na ciepłownię), a później 12,3 mln (na rury). W wodach podziemnych Rydzyka rząd PiS utopił w sumie 58,3 mln zł bezzwrotnych dotacji plus 8,4 mln zł preferencyjnego (na 2,6 proc.) kredytu przyznanego zakonnikowi przez NFOŚ.

Nie skąpiły grosza resorty. Ministerstwo Sprawiedliwości dało 3 mln toruńskiej WSKSiM. To dotacja na szkolenie rzeczników sądów i prokuratur z wystąpień przed kamerą. Ten sam resort przelał ponad 600 tys. na rzecz RM i Trwam. Z Ministerstwa Spraw Zagranicznych holding Rydzyka dostał 1,6 mln na kultywowanie pamięci o Polakach ratujących Żydów i innych bohaterach z przeszłości. Ministerstwo Nauki dało przeszło 700 tys. zł na uczelnię. Ministerstwo Rozwoju – ponad 400 tys. na radio i telewizję. Ministerstwo Zdrowia – 200 tys. z ogonkiem na emisję programów o profilaktyce chorób. MON – ponad 100 tys. na audycję o szczycie NATO. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – na różne działania ponad 280 tys. Nawet Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wysupłało 120 tys. na budowę stoiska z darmowymi rybami, które redemptoryści ustawili na pikniku słuchaczy. Z agencji rolnych podległych władzy spłynął jeszcze milion.

Mimo to ojciec dyrektor uważa, że rząd PiS jest skąpy. – Funkcjonujemy od pierwszego do pierwszego z marnych groszy, modlitwy i silnej woli – poskarżył się na ostatnim festynie Rodziny Radia Maryja. – Każdy mówi: dobra zmiana, a zapytajcie, jak wiele oni dali reklam do innych telewizji, a jak mało dali Telewizji Trwam, „Naszemu Dziennikowi”? Niby rządzi prawica, a pieniądze dostają uczelnie przesiąknięte lewactwem. Jeszcze kłamią, że ksiądz ma dużo.

Dosyć więc tego dziadowania. Politycy związani z redemptorystą tworzą Ruch Prawdziwa Europa. Chcą powtórzyć skok na kasę, który udał się LPR. A gotówka jest pilnie potrzebna, bo ojciec Tadeusz podkręcił tempo inwestycji. W najbliższych latach obok gmachów szkoły wyższej, akademika, świątyni z mauzoleum, nowej kawiarni i starej wiertni geotermalnej (siedziby RM i Trwam są w innych punktach Torunia) staną termy ze zjeżdżalniami, hotel spa z 70 apartamentami oraz wielkie Muzeum Pamięć i Tożsamość imienia Jana Pawła II. Wykonawca szacuje koszty na 140 mln, a rząd obiecał tylko 70 mln.

SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AGENCJA GAZETA (2)

Urodziny Radia Maryja w hali sportowej w Toruniu, listopad 2014 r. Tadeusz Rydzyk demonstruje prezent otrzymany od prezydenta miasta

* PIOTR GŁUCHOWSKI jest (wraz z Jackiem Hołubem) współautorem biografii o. Rydzyka „Imperator”. Jego ostatnia książka „Nic co ludzkie” – powieść inspirowana scenariuszem filmu „Kler” – już w księgarniach

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.