NACJONALIŚCI IDĄ NA EUROPĘ

Gazeta Wyborcza - - Z DRUGIEJ STRONY - TOMASZ BIELECKI GAZETA WYBORCZA

Wicepremier Włoch Matteo Salvini nie mógł ogłosić aliansu między Ligą Północną a PiS po swym środowym spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim, choć chyba na to liczył, wybierając się do Warszawy. Nie oznacza to jednak, że obie partie nie pójdą na współpracę w nowym europarlamencie.

Możliwe, że szykuje się tam frakcja twardszych i łagodniejszych „nacjonalistów”, którzy rządzą lub współrządzą swymi państwami, więc nie stać ich na prawdziwą „antysystemowość” i muszą się jednak jakoś z Brukselą układać.

To głównie PiS, Liga, a także Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA) – największa i w zasadzie centroprawicowa partia Belgii, która ostatnio znów zaczęła mocno uderzać w antyimigracyjne tony.

Jak długo taka frakcja „nacjonalistów” może się utrzymać? Stanowiska (a zatem prestiż i pieniądze) w europarlamencie dzieli się w sprzyjającym dużym klubom systemie D’Hondta. Ale na razie solidniejsze spoiwo to straszenie obcymi i utratą europejskiej tożsamości.

Trzeba jednak pamiętać, że N-VA, który już teraz zasiada z PiS we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, dawno przestał żyrować ataki polskich władz na niezawisły wymiar sprawiedliwości. Zamach na sądy – przynajmniej na razie – nie przyszedł też do głowy Salviniemu, który wsłuchuje się w głosy przedsiębiorców oczekujących od państwa stabilności prawnej.

Przywódca Ligi cynicznie zbił kapitał polityczny na straszeniu obcymi, ale musi wiedzieć, że głównym powodem wyboru Włochów są efekty długotrwałej stagnacji gospodarczej – bezrobocie i realne średnie dochody wciąż na poziomie sprzed 20 lat. Włosi mogą retorycznie chłostać „biurokratów z Brukseli”, ale droga do poprawy w przypadku gospodarki tak wrośniętej w eurostrefę wiedzie i tak przez Brukselę. W tym poprzez reformy uzgadniane przez Rzym z innymi państwami Unii.

Jeśli odsiać publiczne popisy Salviniego od słów jego wysłanników do Brukseli, widać wyraźnie, że w Lidze to rozumieją. Stąd niedawny kompromis Rzymu i Brukseli w sprawie włoskiego budżetu.

Czarno-biały przedwyborczy podział „Europa otwarta – Europa zamknięta” jest zatem kuszący, ale unijna rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Niewykluczone, że w eurowyborach głównym problemem nie będzie pytanie, czy „europarlament obroni się przed destrukcyjnym działaniem bloku nacjonalistów”, tylko kwestia podziału na frakcje europoselskie niepokrywające się z prawdziwymi podziałami politycznymi.

To centroprawica – z Viktorem Orbánem, wrogą Salviniemu PO oraz kandydatem na szefa Komisji Europejskiej Manfredem Weberem, który dla zdobycia tej posady chętnie sięgnie po głosy PiS i Ligi. To także centrolewica – z kandydatem Fransem Timmermansem, a z drugiej strony z partią rumuńskich socjaldemokratów, którzy rządząc teraz krajem, odwracają reformy praworządnościowe i antykorupcyjne.

Taka nieprzystawalność poglądów i składów frakcji to z jednej strony pocieszenie, że nawet „oś nacjonalistów” niekoniecznie oznacza alians wymierzony w zachodnią tradycję z trójpodziałem władz. Z drugiej to zmartwienie, że np. ksenofobia Orbána będzie nadal skażać euroklub partii mających się za centrowe i chadeckie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.