Kongo to nadal Kabila

Niespodziewane zwycięstwo opozycji w wyborach prezydenckich w Kongu. Joseph Kabila odchodzi, ale czy naprawdę?

Gazeta Wyborcza - - ŚWIAT - ROBERT STEFANICKI

Grudniowe wybory prezydenckie wygrał Felix Tshisekedi, przywódca największej partii opozycyjnej. Spokojne przekazanie władzy może się nie udać, bo drugi kandydat opozycji nie godzi się z przegraną.

55-letni Felix Tshisekedi, przywódca Unii Demokracji i Postępu Społecznego, to syn lidera opozycji za reżimu Mobutu Etienne Tshisekediego, który zmarł w 2017 r., pozostawiając Felixowi partię w spadku. Zdaniem krytyków brak mu charyzmy i doświadczenia.

Będzie dopiero drugim przywódcą Demokratycznej Republiki Konga, który zdobył władzę w drodze wyborów. Przed nim dokonał tego Patrice Lumumba, pierwszy premier po uniezależnieniu się kraju od Belgii w 1960 r. Wkrótce potem Lumumba zginął w zamachu, w którym palce maczała CIA. Władzę przejął Joseph Désiré-Mobutu – rządził dyktatorsko do 1997 r., kiedy to obalił go Laurent Kabila. Cztery lata później Kabila senior został zabity, a urząd prezydenta objął jego syn Joseph. Zgodnie z konstytucją miał oddać władzę już dwa lata temu, ale wynajdywał preteksty, by to opóźnić.

Kabila nie mógł ponownie startować, wyznaczył swego kandydata: 58-letniego Emmanuela Ramazaniego Shadary’ego, b.szefa MSW (jest na liście sankcji UE za łamanie praw człowieka). Obserwatorzy przewidywali, że Shadary zostanie ogłoszony zwycięzcą, opozycja i Zachód tego nie uznają, z tylnego siedzenia państwem będzie kierował Kabila, a Kongo pogrąży się w nowej fali chaosu.

Stało się inaczej. Wczoraj komisja wyborcza podała, że Tshisekedi zdobył 38,5 proc. głosów i zostanie prezydentem. Zaskoczenie tym większe, że w sondażach wcale nie był on faworytem. O całe 20 proc. wyprzedzał go inny przywódca opozycji, biznesmen Martin Fayulu.

Nic dziwnego, że Fayulu nie uznał wyników – powiedział, że był to „zamach wyborczy”.

Pojawia się podejrzenie, że Tshisekedi dogadał się z Kabilą. Zwycięstwo Shadary’ego byłoby zbyt bezczelnym oszustwem, nie do przełknięcia dla świata, a legitymację Tshisekediego trudniej podważyć. Nie rozmontuje on grabieżczej oligarchii stworzonej przez Kabilę, będzie posłuszny jego służbom specjalnym, a w następnych wyborach Kabila, który ma dopiero 47 lat, może wystartować ponownie. To wariant Putin – Miedwiediew, tyle że rolę Miedwiediewa odgrywa kto inny, niż się spodziewano...

Są to jednak tylko spekulacje. Uzasadnione m.in. pełnym spokojem, z jakim otoczenie Kabili przyjęło wygraną Tshisekediego. A ten nie tylko obiecał, że „będzie prezydentem wszystkich Kongijczyków”, ale też nazwał Kabilę „ważnym partnerem na drodze demokratyzacji naszego kraju”.

Wszystkie partie mają teraz tydzień na zgłoszenie zastrzeżeń do przebiegu wyborów i rezultatów. Miejscowi obserwatorzy wytykali nieprawidłowości, ale obserwatorzy z Afryki uznali, że przebiegły „relatywnie prawidłowo”. Misji z Zachodu Kabila nie wpuścił. Gdy protesty zostaną odrzucone, może dojść do gwałtownych demonstracji zwolenników Fayulu.

„Wall Street Journal” zauważa, że stawką jest stabilność kraju o rozmiarze Europy Zachodniej, oraz dwie trzecie światowych zasobów koltanu, kluczowego surowca w produkcji baterii litowo-jonowych wykorzystywanych w laptopach, telefonach komórkowych i samochodach elektrycznych. Chaos i przerwanie łańcucha dostaw może wywindować ich ceny i wstrząsnąć światowymi rynkami finansowymi.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.