ZWYCIĘSTWO BRAKU WYOBRAŹNI

Gazeta Wyborcza - - OPINIE - DAWID WARSZAWSKI GAZETA WYBORCZA

Cena chleba wzrosła czterokrotnie, inflacja sięga 70 proc. Prezydent, który objął władzę w drodze zamachu stanu 30 lat temu, właśnie zmienia konstytucję, żeby móc rządzić dalej. Jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny za ludobójstwo, a część ludności nadal nie pogodziła się z jego zgodą na secesję roponośnego południa kraju.

Trudno się dziwić, że w końcu w grudniu wybuchły protesty. Policja je rozpędza, używając jedynie, jak twierdzi, gazu łzawiącego – i zarazem prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci od kul trzech demonstrantów. No i potępia Amnesty International za oszczercze doniesienia, jakoby liczba zabitych sięgnęła już 40. Zresztą najlepszym dowodem na niezmienne poparcie, jakim się cieszy pan prezydent, był wiec 1 stycznia z okazji rocznicy niepodległości, na który dowieziono autobusami tysiące ludzi, by skandowali: „Za tobą, Baszirze, zawsze pójdziemy!”.

Nie, nie chodzi o syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada: szczegóły się nie zgadzają. Za to al-Asad niedawno gościł swego sudańskiego odpowiednika Omara al-Baszira. I obaj zgodnie uznali to za sukces. Sudańczyk był pierwszą głową państwa odwiedzającą Damaszek od wybuchu wojny domowej osiem lat temu, co zwiastuje początek normalizacji międzynarodowego statusu zwycięskiego reżimu. Zaś dla al-Baszira wizyta oznaczała, że Syria też nie zamierza się listem gończym MTK przejmować. Też – bo odkąd al-Baszir został postawiony w stan oskarżenia, odwiedził 33 kraje, z których większość, jak RPA czy Egipt, uznaje MTK i powinna go była aresztować. Jego wizyty w Rosji, Chinach czy Turcji były tylko odrobinę mniej skandaliczne, bo kraje te w Międzynarodowym Trybunale Karnym nie uczestniczą – ale podpisały konwencję o ludobójstwie, co powinno wystarczyć do aresztowania. Bezkarność, którą al-Baszir się cieszy, jest dowodem jego międzynarodowego poparcia: nikt nie ma interesu w jego obaleniu. Jeśli świat przełknął ludobójstwo około 300 tysięcy Darfurczyków, to nie przejmie się trzema demonstrantami uśmierconymi gazem łzawiącym. Ani czterdziestoma.

Wśród popierających al-Baszira jest także UE, choć w Europie, której przezornie nie odwiedza, aresztowania zapewne nie udałoby mu się uniknąć. Ale Sudan jest kluczowym partnerem Unii w „procesie chartumskim” mającym zapobiegać migracji z Rogu Afryki do Europy. Minister Jacek Czaputowicz też podpisał zresztą w Chartumie porozumienie o współpracy. Al-Baszir nie ma się również czego obawiać ze strony USA, które odkąd w 2017 r. zerwał z Iranem i zawarł sojusz z Arabią Saudyjską, zniosły sankcje antyterrorystyczne nałożone 20 lat wcześniej. Rijad zainwestował zaś w Sudanie 2,2 mld dolarów – a Sudan wysłał 10 tys. żołnierzy na saudyjską wojnę w Jemenie. Rosja dostarczyła samolot, którym Baszir poleciał do Baszara, dostarcza – obu zresztą – broń, a jej najemnicy „wagnerowcy” po walkach w Syrii byli widziani na ulicach Chartumu podczas tłumienia demonstracji. Chiny importują 75 proc. sudańskiej ropy i są największym partnerem handlowym kraju. Izrael liczy na ocieplenie stosunków z kolejną afrykańską dyktaturą i puszcza mimo uszu prezydenckie oskarżenia, że demonstranci to wyszkoleni przez Mosad Darfurczycy. Egipt wyciszył konflikt graniczny, Turcja chce budować bazę morską. Słowem, na świecie al-Baszir ma spokój.

To oczywiście nie wystarczy, gdy w kraju ludzi nie stać na chleb. Ale wykrzykiwane w Chartumie hasło arabskiej wiosny „Lud chce obalenia reżimu” też nie wystarczy, bo lud zarazem boi się tego, co może być potem: Egipt, Libia czy Syria nie poszły w niepamięć. Meczety, inaczej niż gdzie indziej, popierają reżim, który już w 1989 r. wprowadził szariat: policja karze kobiety publiczną chłostą za noszenie spodni i siłą strzyże „nieislamskie” afro mężczyzn. Zaś armia, która dwukrotnie poparła w Sudanie ludowe powstania przeciw władzy, tym razem jest przez prezydenta i hojnie wynagradzana, i ściśle kontrolowana. A poza tym nadal są dżandżawidzi (milicje muzułmańskie finansowane częściowo z unijnej pomocy antymigracyjnej), którzy tak dobrze się wcześniej sprawdzili w Darfurze.

Jedynym rzeczywistym zmartwieniem al-Baszira może być sąsiednia Etiopia, gdzie też była krwawa dyktatura, kryzys ekonomiczny, utrata terytorium i konf likt etniczny – a gdzie teraz premier reformator Abiy Ahmed skutecznie przeprowadza demokratyczne zmiany. Przykład mógłby być zaraźliwy – ale na szczęście Abiy to chrześcijanin, choć z muzułmańskiej rodziny, i zawsze będzie można go potępić jako odszczepieńca i zdrajcę.

Zresztą dwie trzecie Sudańczyków ma poniżej 25 lat i innego Sudanu niż pod władzą al-Baszira nie znają. Pan prezydent jest pewien, że zawsze już brakować im więc będzie wyobraźni. Podobnie jak reszcie świata.

Sudan jest kluczowym partnerem UE w „procesie chartumskim” mającym zapobiegać migracji z Rogu Afryki do Europy

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.