Chiny się skurczą

Najludniejszy kraj świata osiągnie szczyt w 2029 r., ale potem jego populacja zacznie szybko maleć – przepowiadają chińscy demografowie. To będzie problem dla wszystkich.

Gazeta Wyborcza - - WYDARZENIA - MARIA KRUCZKOWSKA

Najludniejszy kraj świata osiągnie szczyt w 2029 r., ale potem jego populacja zacznie szybko maleć – przepowiadają chińscy demografowie. Według naukowców z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, CASS, na koniec przyszłej dekady Chińczyków będzie 1,44 mld. To o blisko 30 mln więcej niż dziś. W Chinach żyje 1,415 mld ludzi. W 2030 r. zacznie się spadek demograficzny „nie do powstrzymania” – ostrzega akademia.

Pokolenia Mao

Dla świata spadek ludności Chin to na dłuższą metę zła wiadomość – choćby dlatego, że spadnie konsumpcja, która napędza globalną gospodarkę. Ale na razie z punktu widzenia władz w Pekinie największym kłopotem jest towarzyszące mu starzenie się Chin i kurczenie się ludności aktywnej zawodowo, słynnej „chińskiej armii pracy”, która pozwoliła komunistycznemu z nazwy krajowi na cud gospodarczy.

Za chiński boom demograficzny odpowiada Mao Zedong. Gdy przejmował władzę w 1949 r., ludność Chin wynosiła 540 mln osób. Ale przewodniczący, który uważał, że w liczbie siła, nie słuchał demografów, którzy mu wtedy doradzali regulowanie liczby ludności. I gdy Mao umierał po niemal trzech dekadach rządów, Chińczyków był już prawie miliard. Ale ten szybki przyrost to już przeszłość.

400 mln emerytów

W „Zielonej księdze ludności i pracy” demografowie z CASS stwierdzają, że od 2016 r. systematycznie spada ilość siły roboczej, co wymusza wzrost zarobków. Przybywa też szybko ludzi starszych, co dla kraju, gdzie tradycyjnymi opiekunami starzejących się rodziców są dzieci i któremu brakuje odpowiedniej infrastruktury opieki, jest ogromnym problemem. „Będzie to miało dalekosiężny wpływ na społeczny i ekonomiczny rozwój kraju” – piszą naukowcy, których cytuje Reuters.

Jeszcze w tym wieku Chiny, dziś kraj stosunkowo młody, zaczną demograficznie przypominać Japonię. Według BBC w 2017 r. ludzi po sześćdziesiątce było 240 mln, w 2035 r. ich liczba wzrośnie do 400 mln.

W Chinach system ubezpieczeń emerytalnych (a też socjalnych) to dziś gmach w budowie. Starsze pokolenie tęskni do minionej epoki, gdy każdy gdzieś „należał” – do fabryki czy do ludowej komuny, która mu zapewniała „żelazną miskę ryżu”, opiekę „od kolebki po grób”, przedszkola dla dzieci, opiekę lekarską i emerytury. Ten system skończył się wraz z faktycznym komunizmem.

Komuny padły, a wraz z nimi ich fundusze emerytalne. Dawne socjalistyczne fabryki postawiły na zysk i zlikwidowały fundusze socjalne. „Roztrzaskano żelazną miskę ryżu” – mówili Chińczycy.

O emerytury nie musieli się nadal martwić pracownicy budżetówki, urzędnicy, lekarze czy nauczyciele. Z pozostałych najgorzej ma się dziś wieś, czyli prawie połowa ludności Chin, która liczy na solidarność rodzinną. Dla reszty rząd – który zrozumiał, że brak ubezpieczeń socjalnych to na dłuższą metę zasadniczy hamulec rozwoju, buduje od lat 90. system emerytalny – ale nie jeden, powszechny, jak w Europie, tylko wiele lokalnych, opartych na środkach miast i prowincji. Jednak zabrał się do tego późno, więc nie jest pewne, czy zdąży przed demograficzną katastrofą.

Dzieci – ile chcecie

Jedyną szansą na odwrócenie niekorzystnych tendencji byłby wzrost przyrostu naturalnego.

W 2016 r., po latach deliberacji – bo partyjna góra miała obsesję na punkcie boomu ludnościowego, który trzeba ograniczać – Chiny wycofały politykę jednego dziecka.

Wprowadzona w 1979 r., w początkach reform rynkowych Deng Xiaopinga, miała zapobiec sytuacji, w której eksplozja liczby ludności pochłania owoce przemian. Był to najbardziej masowy eksperyment z inżynierii socjalnej w historii. Partia do dziś chwali się, że w jej efekcie na świat nie przyszło 400 mln dzieci.

Zachód szokowała brutalność polityki jednego dziecka – zmuszanie do aborcji kobiet w zaawansowanej ciąży czy karna rozbiórka domów chłopów, którzy przekroczyli dozwolony limit (na wsi można było mieć drugie dziecko, jeśli pierwsza urodziła się dziewczynka).

Ale choć od dwóch lat wolno już mieć w Chinach dwójkę dzieci, przyrost naturalny wciąż spada. Tylko w 2017 r. zmalał o 3,5 proc.

Na dane z minionego roku trzeba jeszcze zaczekać, ale już ocenia się, że potwierdzą one tendencję spadkową.

Na jedną Chinkę w wieku rozrodczym (15-49 lat) współczynnik dzietności wynosi dziś 1,6 (dla porównania: w przypadku Polki to 1,32), tymczasem prostą zastępowalność pokoleń zapewnia współczynnik 2,1.

Pekin szykuje więc nowelizację kodeksu cywilnego i całkowite wycofanie ograniczeń urodzeń. Może się jednak okazać, że to za późno. Większość Chińczyków mieszka już w miastach, dorabia się i konsumuje. Nowe pokolenia Chinek nie chcą siedzieć w domu i rezygnować z kariery. W dodatku młodzi doskonale zdają sobie sprawę, że nie stać ich na większe mieszkania i na dobrą edukację potomków.

Jeśli nic się nie zmieni, już w połowie stulecia ludność Chin spadnie do 1,36 mld. A ludzi aktywnych zawodowo może ubyć do raptem 200 mln – ostrzegają autorzy raportu.

Świat śledzi z uwagą starzenie się Chin. Czy pójdą drogą bogatej Japonii, która się wyludnia, czy też posiwieją, zanim się dorobią? Czy z kurczącą się siłą roboczą i spadającą dynamiką urzeczywistnią swoje globalne ambicje i prześcigną USA?

W jeszcze dalszej przyszłości Chińczyków wciąż będzie ubywać – w 2065 r. za Wielkim Murem będzie mieszkało „tylko” 1,17 mld ludzi – uważają naukowcy. Indie, które dziś z 1,358 mld mieszkańców już doganiają sąsiada, mają go prześcignąć w 2024 r.

Choć od dwóch lat wolno już mieć w Chinach dwójkę dzieci, przyrost naturalny wciąż spada. W 2017 r. zmalał o 3,5 proc.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.