Rokitnik kontra apokalipsa Rezygnacja ze słomek nie wystarczy. Trzeba wymyślić cały system od nowa. Skoro artyści mogą proponować własne wizje przyszłości, dlaczego politycy się tym nie jarają?

Z ROZMAWIA

Gazeta Wyborcza - - WYDARZENIA -

NNATALIA SZOSTAK: W środę odebrałaś Paszport „Polityki” w kategorii sztuki wizualne. Na scenę Teatru Polskiego w Warszawie wyszedł z tobą dzik.

DIANA LELONEK: A właściwie moja koleżanka Anna Siekierska w stroju lochy.

To była spontaniczna akcja – wynik kolektywnej burzy mózgów na Facebooku i konsultacji w naszej aktywistycznej podgrupie Strajku dla Ziemi. W Polsce właśnie planowana jest eksterminacja niemal całego gatunku dzików, w ciągu miesiąca ma zostać zabitych 220 tys. tych zwierząt.

Ania miała sobie chodzić wśród ludzi, aby jak najwięcej osób się z nią sfotografowało, myślałyśmy, że może udzieli komuś wywiadu. Nie planowałyśmy, że wejdzie na scenę, bo nie sądziłam, że wygram – to wyszło spontanicznie. Już na gali Ania powiedziała mi: „Gdybyś dostała nagrodę, to wyjdę z tobą i powiem parę słów”. „Jasne, ale pewnie jej nie dostanę” – odparłam. Stało się inaczej.

Zaprosiłyście wszystkich na Strajk dla Ziemi: „korzystając z tego, że jesteśmy w telewizji, bo rzadko się nam to zdarza”.

– Grono odbiorców sztuk wizualnych jest wąskie. Rzadko zdarza się okazja, aby dostać się do mediów masowych. Musiałyśmy to wykorzystać, szczególnie że zaraz zaczynają się polowania. Dzięki występowi Ani udało nam się zachęcić sporo ludzi do podpisania petycji przeciwko rzezi dzików. W czwartek było już prawie 350 tys. podpisów.

A co z jedzeniem dzików udomowionych, czyli świń? Jesz mięso?

– Jestem w procesie, dążę do weganizmu, ale muszę przyznać, że mi nie wychodzi, zjadłam w święta pasztet od babci. Idealnie byłoby, gdyby jak najwięcej osób przeszło na weganizm, ale już samo ograniczenie produktów odzwierzęcych jest ważne i wykonalne dla wszystkich.

Jak na elegancką galę Paszportów udało się ci wejść z osobą w stroju dzika?

– Najpierw weszłam z moim chłopakiem, a potem na to samo zaproszenie wprowadziłam Anię. Strój miała w plecaku. Nikt nie zwrócił na nią uwagi.

Zrobiłaś jeszcze jednego psikusa – kiedy na scenie powiedziałaś prowadzącym, że nie do końca zrozumiałaś laudację na swój temat.

– Pomyślałam, że w tej laudacji trochę było trudnych, akademickich słów. Nie chciałam, żeby ktoś z telewidzów poczuł się wykluczony, że tylko on ma problem ze zrozumieniem. Możesz zatem wytłumaczyć po ludzku, czym się zajmujesz?

– Robię projekty, które mają być komentarzem na temat zbliżającej się katastrofy ekologicznej. Jesteśmy w takim momencie historii, kiedy po prostu musimy coś zmienić. Moje prace kręcą się wokół wpływu człowieka na naturę. Są to przede wszystkim fotografie, ale ostatnio głównie inne, coraz dziwniejsze media: śmieci wyciągnięte z lasu albo przetwory z rokitnika.

Jeden z moich projektów, „Zoe Terapia”, był rodzajem zemsty na człowieku za jego dominację. Termin „zoe” wywodzi się z greki i oznacza „życie” w znaczeniu czysto biologicznym, gorszym niż wyżej postawiony byt ludzki. I rzeczywiście, sięgnęłam po materię ożywioną, organizmy rozkładające materię – po grzyby, pleśnie. Zagrzybiałam wizerunki wielkich europejskich myślicieli, karty ksiąg historycznych, obrazy wielkich holenderskich malarzy. Wszystko to, co kojarzy się ze światem, w którego centrum jest człowiek, najczęściej mężczyzna, Europejczyk. Pleśń robiła z tym, co chciała. Działaliśmy razem z Jaśkiem Garstką, biologiem i designerem, w zaadaptowanym Możylinek trójnerwowy i krótkosz strumieniowy na bucie

Na następnej stronie:

Rozchodnik ostry w butelce PET na laboratorium pofabrycznym pomieszczeniu i czuliśmy się trochę jak biohakerzy. To była nasza symboliczna zemsta.

W kolejnych projektach coraz mocniej wchodzę w realną strefę działań. Powstaje coś, co sięga po narzędzia spoza świata sztuki. Opowiesz o tym coś więcej?

– Zaczęło się w 2016 r., kiedy byłam zimą w Puszczy Białowieskiej na pierwszym patrolu obywatelskim obrońców Puszczy. Na jednej z polan znaleźliśmy śmieci – szkielet motocykla, kilka butelek po wódce. Wszystko było zarośnięte. To było w okolicy wycinek, przy ambonie.

Kiedy przyjrzałam się tym butelkom, zobaczyłam, że wewnątrz nich zaczął się tworzyć mały ekosystem. Była zima, wokół nie rosło nic zielonego, a w tej butelce żyły rośliny. Przypomniało mi się, ile razy widziałam już coś takiego – śmieci porośnięte roślinami. Pomyślałam, że można to odczytać na innym poziomie, poza tym oczywistym, że jak coś się wyrzuci, to zarośnie. To przecież także namacalny dowód na ogromną nadprodukcję towarów – te buty, rękawice, materace, pralki, opony nie są już nikomu potrzebne. To pokazuje też, że ingerencja człowieka w naturę jest tak duża, że produkowane przez nas śmieci wchodzą w zależności z roślinami czy zwierzętami.

Inne gatunki próbują wykorzystać nasze odpady?

– W starym bucie można złożyć jaja, można się w nim schować. Ślimaki zakładają tam gniazda, mchy porastają podeszwy. Wytworzone przez człowieka przedmioty zaczynają wchodzić w funkcje, które są tożsame z funkcjami np. kamieni, kory drzewnej, pozostałości organicznych, naturalnych.

Jest taki rzadki gatunek mchu, który występuje na skałach i korze drzew. Tymczasem znalazłam kawałek styropianu, który został przejęty przez ten mech. Styropian leżał na kamienistym zboczu nad brzegiem rzeki i roślina potraktowała go jak jeden z głazów. To było dla mnie wskazówką, że trzeba szukać nowych klasyfikacji dla tych śmiecioroślin. W jakiś sposób próbować nazywać te fuzje pomiędzy rośliną a na przykład styropianem, materacem albo adidasem.

Zaczęłaś śmieciorośliny zbierać.

– Pomyślałam, że jeśli tylko wyjmę te śmieci z lasu i postawię w galerii, to będzie za mało. Ludzie skupią się wtedy na stronie wizualnej, która jest atrakcyjna, można nawet powiedzieć, że ładna. Zaczęłam współpracować z Ogrodem Botanicznym w Poznaniu. Wymyśliłam formułę „jednostki badawczej” Center of Living Things – Centrum Rzeczy Żyjących.

Ogród kolekcjonuje i pokazuje piękne, rzadkie, chronione rośliny. Zadałam sobie pytanie, dlaczego odtwarza się tam wydmę nadmorską i jej roślinność, a nie na przykład hałdę poprzemysłową i to, co na niej wyrasta. Przecież tak naprawdę otacza nas ta poprzekształcana przez człowieka natura. Wydaje mi się, że to wypieramy. Jeśli spojrzymy na mapę Ziemi, to zobaczymy, jaki jest stosunek obszarów nieprzekształconych przez człowieka do obszarów przez niego zmienionych. Ogromną część stanowią obszary przekształcone, a nawet zdegradowane. Takie, które mają kłopoty przez działalność ludzką.

A co, jeśli z twoich prac ktoś wyciągnie wniosek, że właściwie nie powinniśmy się przejmować zaśmiecaniem świata, bo natura i tak wszystko wykorzysta i przekształci?

– Rzeczywiście, często jestem o to pytana. Jeden leżący na ziemi but to jeszcze nic. Ale nadprodukcja przedmiotów na ogromną skalę powoduje, że zmieniane są całe ekosystemy. Najbogatsze kraje wypychają śmieci poza swoje widzenie, do krajów uboższych, powstają

DIANĄ LELONEK*

NATALIA SZOSTAK

1

Śmieciorośliny Diany Lelonek: Na górze:

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.