Wiadomości alternatywne Kto w TVP jest najgorszy? Nie potrafię wybrać, zbyt duża konkurencja

Z ROZMAWIA

Gazeta Wyborcza - - WYDARZENIA -

KRZY SZTOFEM LESKIM*

AGNIESZKA KUBLIK

AAGNIESZKA KUBLIK: Oglądasz „Wiadomości” na okrągło od 15 miesięcy.

KRZYSZTOF LESKI: To był impuls. Obejrzałem „Wiadomości” kilka dni z rzędu i poczułem, że to coś tak niebywałego, że trzeba to zacząć dokumentować.

To, czyli co?

– Beczkę z g…. Zrobiłem sobie przerwę na święta i nie wiem, czy się zmuszę, żeby wrócić do oglądania tego codziennego szamba.

Nie przebierasz w słowach.

– Najgorsza jest ta nienawiść. I język, w którym jest rozsiewana. Bo sama propaganda sukcesu to nic nowego, znamy dość dobrze te mechanizmy z czasów komunistycznych. Natomiast nowością w całej 29-letniej historii programu jest nienawistny język epitetów. Wymierzony głównie w „totalną opozycję” i „brukselskie elity”.

I w uchodźców.

– No tak, to źródło całego zła.

Ale „Wiadomości” przestały być programem informacyjnym, czy nawet propagandowo-informacyjnym, nie tylko przez ten język. Dziś zdecydowaną większość treści stanowią wątki historyczne. Newsy są o tym, co było dawno, w PRL, i niedawno, czyli w epoce 1989-2015 – ale cały czas przedwczoraj, nie wczoraj i dziś. „Wtedy tamci”, czyli komuna, postkomuna i skorumpowani nieudacznicy, nie „tu i teraz my”.

Jeśli dziś rolnicy protestują, to dlatego, że w latach 2008-15 Platforma z PSL doprowadziły do upadku polski przemysł przetwórczy. Jeśli w roku 2019 protestują lekarze albo pracownicy sądów, to dlatego, że PO-PSL w latach 2008-15 nie dawała im podwyżek. I tak dalej.

Oczywiście w ten sposób telewizja publiczna objaśnia wszelkie problemy – skoro ich źródła tkwią w przeszłości, to PiS nie może za nie odpowiadać, skoro wtedy nie rządził.

Ależ bracia Kaczyński pełnili bardzo ważne funkcje w III RP. Jarosław Kaczyński był szefem kancelarii prezydenta Wałęsy, potem premierem, Lech Kaczyński był szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego u Wałęsy, prezesem NIK, ministrem sprawiedliwości i prezydentem.

– To się pomija, a jeśli z jakichś przyczyn nie można, to okazuje się, że braciom przeszkadzały jakieś złe siły. Nie pozwalały Lechowi jako ministrowi dokonać znaczącej reformy, a im obu szkodził Wałęsa, bo był donosicielem, który chciał się kumać z Ruskimi.

No, ale o teraźniejszości też jest sporo newsów. „Rząd Zjednoczonej Prawicy jest pierwszym gabinetem po 89, który tak wiele miliardów wydaje na programy prospołeczne”.

– Otóż to: po 2015 wszystko jest „naj”, same superlatywy i wielkie kwantyfikatory, wszystko jest rekordowe i niespotykane. Ale trudne do weryfikacji, bo co to są „cele prospołeczne”?

Inny news: „Gospodarka rośnie jeszcze szybciej, niż zakładali ekonomiści”.

– Jeśli jakiekolwiek dane dadzą się zinterpretować pomyślnie dla rządu, zawsze są w ten sposób komentowane. Dane, których się tak zinterpretować nie da, najczęściej są pomijane. A gdy coś idzie nie tak, neutralny komentarz, że coś jest efektem czynników zewnętrznych, np. dekoniunktury na świecie na ten czy inny surowiec, jest niezwykle rzadki. Raczej dowiadujemy się, że to wina opozycji.

Która „nie ma nic konstruktywnego do zaproponowania Polakom”.

– Wywołuje awantury, bo boli ją, że rząd ma sukcesy, za wszelką cenę chce odzyskać władzę albo ma problemy i chce odwrócić uwagę.

No i zawsze musi być przymiotnik. Jak sędziowie, to „z komunistycznym rodowodem” albo „wydają błędne wyroki”.

– Liczba epitetów w „Wiadomościach” jest niebywała, ale kluczowy jest ton, w jakim są podawane – pełen profesjonalnej werwy, jak gdyby to były fakty czy gorące newsy.

Jacek Kurski wrócił do zjadliwego języka propagandy Urbana w stu procentach, choć czerpie także z Macieja Szczepańskiego, słynnego prezesa telewizji z lat 70., który ją unowocześnił i uprawiał propagandę sukcesu w światowej oprawie.

A nawet sięga głębiej. Historyk prof. Piotr Osęka zauważa podobieństwa w tym, jak „Wiadomości” mówią o uchodźcach, a propagandą hitlerowskich Niemiec i nacjonalistycznej prasy II RP, dla których „żydostwo” to było robactwo albo chytrzy obcy, którzy chcą zniewalać kobiety, osłabiać naród i wiedzą, jak omotać naiwnych.

– Cokolwiek się wydarzy na Zachodzie – zamach, demonstracja, protest społeczny – zawsze jest mowa o złych uchodźcach.

I wtedy pokazywani są ciemnoskórzy mężczyźni, nie widać kobiet i dzieci.

– A obrazek często nie ma związku z tym, o czym mowa. Leci sensacyjny materiał, co nas czeka, gdy przyjadą uchodźcy, a ilustrują go zdjęcia z zadymy bułgarskich chuliganów w Berlinie. A podczas trzytygodniowych protestów „żółtych kamizelek” we Francji krążyły obrazki z dwóch pierwszych dni. Nawet gdy gniew opadł i manifestowały kilkusetosobowe grupy, oglądaliśmy wielotysięczne tłumy z komentarzem na pasku: Francuzi protestują, Francuzi mają dość, Francuzi nie chcą Macrona.

Za to gdy w tym samym czasie w Budapeszcie przeciwko poluzowaniu prawa pracy demonstrowały dziesiątki tysięcy ludzi, to ich podburzyły obce, wrogie Węgrom siły. Czyli w jednym i tym samym wydaniu „Wiadomości” zbuntowani zwykli Francuzi mieli dość nieudolnego, aroganckiego Macrona, a Węgrzy dali się zmanipulować Sorosowi, który próbuje zdestabilizować legalnie wybranego Orbána.

To kolejna charakterystyczna konstrukcja – skoro rząd PiS pochodzi z wolnych wyborów, to każda krytyka czy ruch w niego wymierzony oznacza, że krytycy nie akceptują demokracji.

Mówisz, że Jacek Kurski wrócił do propagandy z czasów PRL. On czy pracujący na Woronicza od lat reporterzy, wydawcy i prezenterzy?

– Dawniej w „Wiadomościach” pracowało kilkunastu reporterów i każdy miał swój styl. Dzisiaj wszystkie materiały są identyczne. Robią to różni ludzie, ale w każdym materiale jest ten sam język, te same tezy, te same frazy. W relacjach z francuskich protestów jednego dnia materiał w 80 procentach był powtórką z dnia poprzedniego, tyle że podpisał go inny reporter i inny głos mówił z offu.

Czyli to nie reporterzy są autorami podpisanych przez siebie materiałów?

– Najwyraźniej istnieje bardzo precyzyjna instrukcja, jak mówić o sprawach gospodarczych, wewnętrznych, politycznych, zagranicznych, o wszystkim. Weźmy zdrowie. Reporterka Małgorzata Wiśniewska specjalizuje się w tym temacie od lat, nie jest z nowego zaciągu i nie mogę jej zaliczyć do najgorszych tub „Wiadomości”, ale od dłuższego czasu wszystkie jej materiały są takie same. Wprost lub mimochodem przy okazji niewinnego materiału o zdrowiu mówią, że służba zdrowia wreszcie dostaje pieniądze, pacjenci mają nowoczesny sprzęt, Polacy są lepiej leczeni, szybciej leczeni, zdrowsi.

Od pewnego czasu przyznajesz „Tubę dnia” dla reportera, który podpisuje swoim nazwiskiem najgorszy propagandowo materiał.

– Tak. Czasami to trudny wybór, tyle tego produkują. Komu przyznałbyś „Tubę roku”?

– Nie jestem w stanie wybrać jednego reportera, bo takich, którzy nie cofną się przed żadnym zleceniem, naliczyłem 17: Cierpiał, Diaz, Graczak, Korab, Marciniak, Maszenda, Pawelec, Sawicki, Stankiewicz, Szewczak, Szypszak, Smagliński, Tulicki, Wąs, Wierzchowska, Wojtanowicz, Wolski. Mają bardzo ogólne specjalizacje. Czasem mam wrażenie, że szefostwo próbuje każdego z reporterów umazać w g... Bo każdy z nich ma na koncie wiele wyjątkowo perfidnych materiałów, takich, z których każdy – stale brakuje słów, jak to nazwać...

...zakłamuje rzeczywistość?

– Jaką rzeczywistość? Oni w 80 procentach opowiadają o historii i political fiction. Co było, gdy źli ludzie rządzili Polską, i co by było, gdyby ci źli ludzie znowu rządzili Polską.

A prezenterzy? Komu przyznałbyś „Tubę” – Holeckiej, Ziemcowi, Adamczykowi?

– Nie potrafię wybrać. Jeszcze rok temu wydania prowadzone przez Ziemca były łagodniejsze niż Holeckiej i Adamczyka. Np. Ziemiec, prowadząc wywiad z gościem „Wiadomości”, był łagodniejszy, próbował udawać w miarę bezstronnego. Ale już gdzieś od wiosny nie widzę żadnej różnicy.

Holecka i Adamczyk nie udają?

– Holecka ewidentnie nie udaje, a znam ją od bardzo dawna dość dobrze. A Adamczyk? Nie umiem powiedzieć, nie znam go w ogóle.

Ale jest jeszcze trzecia kategoria, która zasługuje na własną „Tubę”. To eksperci, których zestaw jest bardzo ograniczony. Kiedyś nazwiska nie powtarzały się tak często, reporterzy szukali kogoś możliwie wyspecjalizowanego, a jeśli od danego tematu było tylko kilku albo potrzebny był publicysta czy profesor, który szerzej podsumowałby jakieś wydarzenie, to dbano, żeby pula „dyżurnych” była jak najszersza i żeby nazwiska rotowały.

Dziś przekaz jest ograniczony, więc i zestaw komentatorów też, bo nie wystarczy, żeby ekspert miał „właściwe” poglądy – on musi jeszcze powtórzyć tezę, najlepiej tym samym językiem co obóz władzy, i broń Boże nie może wychylić się poza słuszną interpretację. Dlatego regularnie widzimy osoby mało znane lub kompletnie anonimowe, często podpisane po prostu jako „ekonomista” czy „politolog”, owszem, z tytułami naukowymi, ale bez żadnej afiliacji, zasług uzasadniających zaproszenie.

Mam tu listę: niemal etatowo komentują socjolog Arkadiusz Jabłoński z KUL, którego profil na stronie uczelni składa się z telefonu i zdjęcia, Zbigniew Krysiak, specjalista od zarządzania z SGH, dr Bogdan Pliszka, politolog z Politechniki Śląskiej, magister Artur Wróblewski, asystent na stosunkach międzynarodowych w Uczelni Łazarskiego, czy Wiesław Wysocki, historyk z UKSW. Nie bardzo wiadomo, co robi w tym towarzystwie wybitny socjolog Henryk Domański.

Osobne przypadki to Norbert Maliszewski z UW, kiedyś neutralny badacz, politolog i psycholog społeczny, który dziś wygłasza kompletne banały, oraz prof. Witold Modzelewski, niewątpliwy specjalista, współtwórca podatku VAT, bliski prawicy, który przydaje się, żeby „demaskować” przekręty albo nieudolności poprzednich rządów.

Druga kategoria komentatorów to „publicyści” i „dziennikarze”, czyli ludzie zaprzyjaźnionych mediów prorządowych. Wśród nich najczęściej pojawiają się Wojciech Biedroń z portalu wPolityce.pl, Karol Gac z „DoRzeczy”, Jerzy Jachowicz, kiedyś dziennikarz śledczy, dziś publicysta „Sieci”, Jakub Jałowiczor z „Gościa Niedzielnego” czy Adrian Stanowski z „Gazety Polskiej Codziennie”. A kiedy potrzebny jest ktoś większego kalibru, z poważnym dorobkiem, wypowiadają się Michał Karnowski, dawny naczelny „Dziennika”, od lat jeden z publicystów najbliższych PiS, były sekretarz KC PZPR, potem wydawca „Wprost” Marek Król oraz naczelny „Do Rzeczy” Paweł Lisicki. Dwaj pierwsi zazwyczaj w kwestiach politycznych, trzeci również o Kościele, chrześcijańskiej tożsamości, kulturze społecznej.

Osobnym bytem jest Adam Borowski. Człowiek zasłużony w latach 80., aktywny w podziemiu w stanie wojennym i po nim, ma w TVP monopol na występowanie w imieniu dawnej opozycji. Legitymizuje obecną władzę jako jej duchowych dziedziców przy okazji wszelkich rocznic, wydarzeń związanych z „Solidarnością”, ruchem oporu; Sierpień ’80, grudzień ’81 – zawsze jest Adam Borowski. Z reguły przy okazji obrzuca błotem tych dawnych kolegów, którzy nie pasują Kaczyńskiemu, czyli większość głównych postaci opozycji demokratycznej.

Ale najciekawszy wydaje się Miłosz Manasterski. Pozostali mają konkretny zawód, tytuł, niektórzy dorobek, a o nim – choć występuje najczęściej, przynajmniej trzy razy w tygodniu – wiemy tyle, że jest ekspertem, bo kilka lat temu założył stronę internetową o nazwie Agencja Informacyjna i teraz może skomentować dosłownie wszystko – politykę wewnętrzną, gospodarkę, sprawy zagraniczne.

„Wiadomości” wyglądają, jakby były robione dla dwóch rodzin, dla Rodziny Radia Maryja i rodziny Klubów „Gazety Polskiej”. Czy to ma sens?

– Program codziennie ogląda około dwóch milionów ludzi. Część z przyzwyczajenia, część z ciekawości, co oni dziś wykręcą, jak odjadą, ale większość musi coś dla siebie znajdować.

Prowadziłeś kiedyś wieczorne wydanie.

– Tak, ale krótko, z pół roku.

Wstyd ci, gdy teraz oglądasz „Wiadomości”?

– Nie. To raczej niekończące się zdumienie, że można coś aż tak g… puszczać o 19.30, w najlepszym czasie, na głównej antenie telewizji publicznej i nazywać to programem informacyjnym.

„G...” – nie boisz się, że cię prezes Kurski pozwie?

– A niech mnie pozwie!

Dawniej w „Wiadomościach” każdy reporter miał swój styl. Dzisiaj wszystkie materiały są identyczne. U każdego ten sam język, te same tezy, te same frazy

*KRZYSZTOF LESKI

– dziennikarz. W czasach PRL m.in. redaktor naczelny Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Politechnice Warszawskiej, reporter Agencji Solidarność i „Tygodnika Mazowsze”. Internowany w stanie wojennym. Po 1989 r. pracował m.in. w „Wyborczej”, TVP i Polskim Radiu. Korespondent „The Daily Telegraph” i BBC. Od października 2017 r. codziennie opisuje na Twitterze materiały z głównego wydania „Wiadomości” TVP 1

TRZY LATA Z RZĄDOWĄ TELEWIZJĄ

Czy Kaczyński wie, że Kurski w TVP robi go w konia?

TVP Info uświadamia naród. Co odkrył Jacek Kurski

Tak się pracuje dziś w „Wiadomościach” TVP. Świetne zarobki za propagandę

To one robią „paski grozy” w TVP Polska z „Wiadomości” TVP Jacka Kurskiego. Europą rządzą źli

Co Agnieszka Kublik zobaczyła w TVP?

Więcej na Wyborcza.pl i Wyborcza.pl/magazyn

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.