DZIK jest ZŁY i my też

Z ROZMAWIA

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA -

ANNA DOBIEGAŁA: „To nie ma być odstrzał, to nie ma być pozyskanie, to nie ma być redukcja populacji, to ma być masakra”. Tak pan zaczyna apel do kolegów myśliwych. Mocno. MAREK PORCZAK: Jestem człowiekiem świadomym – i mocy oraz znaczenia słów, i faktów, złożoności sytuacji, sprzecznych interesów. Wiem, że hodowla trzody chlewnej w Polsce jest niezwykle ważną gałęzią rolnictwa, ba, całej gospodarki. W obliczu zagrożenia wirusem afrykańskiego pomoru świń ci ludzie boją się o swoje miejsca pracy, u niektórych jest to być albo nie być dla całej rodziny. A populacja dzików w ostatnim czasie znacznie się zwiększyła – zwierzęta mają dostęp do wysokobiałkowego pokarmu, choćby w jedzeniu, które wyrzucamy, więc lochy mają młode już w drugim roku życia, a nie w trzecim, jak było kiedyś. I rodzą nawet dwa razy w roku, co wcześniej było nie do pomyślenia.

Więc rozumiem, że trzeba prowadzić racjonalną gospodarkę, ale...

Cztery lata temu w Polsce pojawił się wirus ASF i zniesiono – jeszcze za poprzedniego rządu – okres ochronny dla dzików. Wcześniej nie można było strzelać do loch od 15 stycznia do 15 sierpnia. Miały czas na urodzenie i odchowanie młodych. Starsi myśliwi, tacy jak ja, dalej go przestrzegali. Ale obecnie to coś zupełnie innego. Wtedy, jak ktoś zastrzelił lochę, nie był karany, teraz po 15 stycznia myśliwi mają prowadzić masową eksterminację gatunku. W Ministerstwie Środowiska zdają sobie sprawę, że odstrzał lochy to uśmiercenie za jednym razem sześciu czy nawet dziesięciu zwierząt.

Teraz jest okres, kiedy niektóre lochy mają już młode, a inne będą się prosić w ciągu kilku dni czy tygodni. A myśliwym każe się wtargnąć do lasu z psami, z nagonką.

Jak się o tym dowiedziałem, pomyślałem: obrońcami trzody chlewnej są rolnicy, występują w imieniu świń. W imieniu rolników występuje minister rolnictwa oraz związki rolnicze. A w imieniu dzików nikt. Zrobiło mi się żal tych zwierząt.

Dalej jest jeszcze mocniej: „Dzik, ten przesympatyczny zwierzak, stał się celem nagonki obecnej władzy ze względu na to, że nie ma głosu. Bo przecież władza nie powie, że winą za rozprzestrzenianie ASF obarczyć trzeba hodowców, bo hodowcy to wyborcy, to elektorat, to suweren, ich trzeba hołubić”. Nie boi się pan takich słów?

– Dlaczego mam się bać? Mam nadzieję, że jeszcze żyjemy w takim kraju, że jeśli ktoś zabiera głos w publicznej dyskusji, nie będzie miał problemów.

Naukowcy z całej Polski twierdzą, że wystrzelenie dzików niczego nie zmieni, jeśli chodzi o ASF. Jeżeli ludzie z dorobkiem naukowym mówią, że to nieefektywne, pytanie, dlaczego robi się wokół tego takie fajerwerki. Zgadzam się, że jeśli ktoś jest producentem trzody chlewnej, to wzięcie na głowę dodatkowych obowiązków, np. wyposażenia gospodarstwa w maty dezynfekcyjne, wymaga czasu i pieniędzy. I rozumiem, że rządzący nie chcą naciskać na hodowców. Ale rolnik jak każdy przedsiębiorca nie może oczekiwać, że państwo weźmie pełną odpowiedzialność za jego zagrożony interes.

Dzikom dostało się rykoszetem. Zwierzęta nie mogą zabrać głosu, w związku z czym rządzący mówią: panowie rolnicy, robimy wszystko, żeby ograniczyć ASF.

A co to znaczy – wykonywać polowania „zgodnie z zasadami etyki łowieckiej”?

– Kiedy ktoś wstępuje do Polskiego Związku Łowieckiego, odbywa różnego rodzaju szkolenia. Uczy się obsługi broni, selekcji zwierzyny, ale poznaje też tradycje i obyczaje łowieckie oraz właśnie etykę. Bez etyki łowieckiej nie ma łowiectwa, jest tylko zabawa w strzelanie.

Etyka mówi myśliwym, że mogą pozyskiwać zwierzę danego gatunku tylko w okresach, które są przewidziane w kalendarzu polowań. Nie można polować wtedy, kiedy zwierzęta są w okresie rozrodu. To jednak nie wszystko. Do zwierzyny można strzelać pod warunkiem, że jest to zwierzę selekcyjne – trzeba mieć dużą wiedzę, kiedy można strzelać do koziołka, jakie musi mieć poroże, w jakim musi być wieku, jakie cechy zewnętrzne musi mieć, żeby myśliwy mógł oddać strzał.

To nie wygląda tak, że wchodzimy do lasu, widzimy zwierzę i robimy „pach”. Kiedyś w okresie ochronnym wielu myśliwych w ogóle nie oddawało strzałów. Każdy się bał jak ognia, żeby nie ustrzelić ciężarnej lochy.

Co jeszcze mówią zasady etyki łowieckiej?

– Kiedy jedziemy do lasu wykonywać polowanie, zapisujemy się do tzw. książki polowań. Nikt nie może wjechać do lasu ot tak sobie. Myśliwy musi też mieć wystawiony przez zarząd koła tzw. aktualny odstrzał. Zarząd na bieżąco monitoruje, ile zwierzyny zostało odstrzelonej zgodnie z planem i czy można jeszcze pozyskać zwierzynę danego gatunku. Jeśli plan został wykonany, łowczy informuje, że nie wolno już do tego gatunku strzelać.

Ważne też, by cały czas udoskonalać umiejętności strzeleckie. Przy pozyskaniu zwierzyny liczy się to, by nie została zraniona i gdzieś się potem nie męczyła. Jeśli myśliwy decyduje się już oddać strzał, powinien być celny, żeby zwierzęcia nie narazić na męki.

Każdy myśliwy musi też złożyć ślubowanie.

– Większość myśliwych robi to, co ślubowała. Chcę powiedzieć jasno: nie próbuję podważać decyzji władz, przypominam tylko myśliwym o złożonym ślubowaniu. Niech każdy sięgnie pamięcią do tego, że kiedyś, klęcząc na lewym kolanie i trzymając broń w obecności starszego kolegi, który go wprowadzał do łowiectwa, ślubował przed łowczym, że będzie się w taki, a nie inny sposób zachowywał.

Zadzwonił do mnie myśliwy z Poznańskiego, który przeczytał kolegom mój apel na zbiorowym polowaniu w niedzielę. Myśliwi z jego koła podjęli decyzję, że nie będą strzelać po 15 stycznia do loch, a jeśli komuś się to zdarzy, nie będą takiej osobie podawać ręki i nie będą się do niego zwracać „kolego” – bo tak do siebie mówimy – tylko per pan. Bardzo mnie to ucieszyło.

Słyszałam, że takie skrupuły mają tylko starsi, z czasów fuzji i brezentowych kurtek. A młodzi w ogóle nie przejmują się jakąś tam etyką albo ślubowaniem.

– Jeśli ktoś do mnie przychodzi i mówi, że chce wstąpić do łowiectwa, pytam go, dlaczego to robi. Kiedy odpowiada: „A wie pan, postrzelałoby się”, mówię mu: „Bracie, tutaj nie masz już czego szukać”.

Wielu młodych myśliwych to dzieci albo wnuki obecnych myśliwych. Zdarza się, że poluje dziadek, ojciec i syn. Etyka łowiecka jest w takich rodzinach od pokoleń, młodzi mają wpojone zasady.

Ale sam sobie bym nie uwierzył, gdybym przekonywał, że nie zdarzają się wśród nas i tacy, którzy mają etykę w nosie. Nad takimi ludźmi trzeba pracować, tłumaczyć im zasady, a niekiedy nawet ich karać.

Ci młodzi korzystają z nowoczesnego sprzętu do polowań? Noktowizorów, dezodorantów maskujących zapach człowieka?

– Niestety. Na terenach, gdzie występuje ASF, dopuszczono polowanie z noktowizorami. Kiedyś było to nie do pomyślenia.

Myśliwy nie może zdominować zwierzęcia tak, że nie ma ono szansy na ucieczkę. Strzelec jest tylko człowiekiem, może mu zadrżeć ręka, polować może tylko wtedy, kiedy coś widzi, np. leży śnieg albo świeci księżyc. Po ciemku nikt nie jedzie na polowanie, bo nie ma po co. A jeśli dopuszcza się noktowizory, to zwierzę nie ma żadnej szansy ucieczki.

Kiedyś myśliwy przyłapany na użyciu noktowizora mógł zostać wykluczony ze związku. Teraz noktowizor jest legalny, więc są tacy, którzy go używają. Chociaż ja nikogo za rękę nie złapałem.

Nie ma pan wrażenia, że minister środowiska, może niechcący, próbuje zrobić z myśliwych bandytów? I tak nie macie najlepszej opinii w społeczeństwie.

– Proszę sobie wyobrazić, że jest pani na polowaniu i pozyskuje ciężarną lochę, tak się zdarzyło. Myśliwy musi taką lochę wypatroszyć. Otwiera ją, a w jej brzuchu są embriony, które żyją. Dla każdego człowieka to dramatyczna sytuacja. Zajmujemy różne stanowiska, mamy różne poglądy, jesteśmy myśliwymi, ale przede wszystkim jesteśmy ludźmi. Swój apel kieruję do kolegów myśliwych, którym w większości ufam, ale nie zawsze ten czy inny się zasta-

MARKIEM PORCZAKIEM*

ANNA DOBIEGAŁA

1

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.