Pokolenie, które nie zna granic w przechwałkach

„Nie jestem raperem, bo jestem zbyt szczery” – czyli o czym nawijają weterani hip-hopu, czego słuchają młodzi i czy da się to pogodzić.

Gazeta Wyborcza - - PIERWSZA STRONA - JAREK SZUBRYCHT

„Nie jestem raperem, bo jestem zbyt szczery” – czyli o czym nawijają weterani hip-hopu i czego słuchają młodzi

Pokoleniowa, mentalna i estetyczna przemiana w muzyce hiphopowej odbija się w trzech ważnych płytach, które ukazały się pod koniec zeszłego roku. Dawni bohaterowie odchodzą w cień, ich miejsce zajmują nowi. Czy lepsi?

„Everythangs Corrupt” to dziesiąta płyta Ice Cube’a. Lata mijają, ale ta gęba, jak była niewyparzona, tak pozostała – płytę rapera otwiera utwór „Arrest the President” („Aresztujcie prezydenta, macie dowody/ Ten czarnuch jest z rosyjskiego wywiadu”), a zamyka protest przeciwko brutalności i rasizmowi policji („Dobry glino, dobry glino, gdzie twoja godność?/ Gdzie twoja empatia? Gdzie twoje współczucie?/ Zły glino, gdzie twoje człowieczeństwo?”).

W tym samym czasie ukazała się 13. płyta Gucci Mane’a, samozwańczego króla trapu. To odmiana hiphopu charakteryzująca się podkładami opartymi na cykaniu automatu perkusyjnego i smętnych melodiach z syntezatora. Do tego pozbawione energii i zniekształcone autotune’em partie wokalne. Wśród tematów poruszanych przez gwiazdy stylu mało kwestii społecznych, dominują seks (i seksizm), pochwała ćpania i żądza pieniądza.

Najwięcej emocji wzbudziła płyta „SKINS” rapera XXXTentacion, przedstawiciela szkoły wyraźnie nowszej od zgranego trapu Gucci Mane’a. Bełkotliwy rap – jest. Ale są też interesujące zaśpiewy, lamenty i groźne pokrzykiwania. Mamy do czynienia z nieźle wyprodukowaną piosenką w konwencji r’n’b/soul, trafia się też niemal metalowy hałas.

„SKINS” robi za album, ale to tylko dwudziestominutowy szkicownik. XXXTentacion mógłby potwierdzić etykietkę geniusza, ale płyty nie skończył. W czerwcu 2018, pół roku po swoich 20. urodzinach, został zastrzelony przez rabusiów, co nie było zaskakujące – żył na bakier z prawem. Ale zginął w tragicznych okolicznościach, więc został kolejnym popkulturowym świętym, patronem walczących z depresją i uzależnieniem rapujących małolatów.

Słucham małolatów/ słucham zgredów

Jak zmiany w amerykańskim rapie przekładają się na polskie realia? Zmiany stylistyczne, pojawienie się nowych pomysłów na podkłady i stylów rapowania, zbiegły się u nas z pierwszą pokoleniową zmianą warty. Tak jakby celebrowane dobrych parę lat dwudziestolecie polskiego hip-hopu – wszystko zależy od tego, czy mierzyć od Kazika, Liroya, kompilacji „Smak B.E.A.T. Records” czy jeszcze innego wydarzenia – był sygnałem, że starzy zrobili swoje, starzy mogą odejść.

Młodzi nie chcą żyć cudzymi wspomnieniami. Nie pamiętają przecież wieczorów na ławkach pod blokiem i programów w nieistniejących stacjach radiowych. Chcą mówić własnym językiem o swoich problemach i aspiracjach. Nie wszyscy pewnie ośmielą się, jak przed rokiem Sitek, powiedzieć w wywiadzie: „Na scenie nie ma już miejsca dla trzydziestoparolatków”, ale swoje wiedzą. Przyszedł ich czas.

Sokół, doskonale wyczuwając to napięcie, rapował w „Chcemy być wyżej”: „Ja słucham małolatów, żeby wiedzieć, co się kroi/ Słucham zgredów, żeby wiedzieć, jak było”. Utwór ten powstał w ramach akcji „Projekt Tymczasem”, która na jednej scenie połączyła raperów różnych generacji.

Za naturalnego pośrednika pomiędzy nową a starą szkołą robi Paluch, który na wydanej jesienią znakomitej płycie „Czerwony dywan” przypomina grzecznie, że trap to już nie nowość („Nie robię żadnego popu, robię sobie nowe rapy/ Musisz być w głębokiej dupie jak nowe dla ciebie są trapy/ Lecę na tym od dekady”). Jeśli więc nie po podkładach można odróżnić w naszym kraju nową szkołę od starej, to po czym?

Złośliwi twierdzą, że młoda publiczność nie wymaga od swoich idoli umiejętności rapowania. Flow, biegłość w rytmicznym podawaniu tekstu, nie jest już podstawowym kryterium wartości rapera, bo upowszechnił się auto-tune, znajdując dla partii wokalnych nową formę, a z drugiej strony zwolenników zdobywa rozhisteryzowany styl emo. Jak to brzmi? Wystarczy posłuchać tytułowego utworu z płyty „Kwiat polskiej młodzieży” Bedoesa (20 l.), ze znamiennym wersem: „Nie jestem raperem, bo jestem zbyt szczery”.

To Bedoes rozpętał przed rokiem jedną z największych awantur w polskim rapie. Na koncercie w warszawskiej Stodole, chcąc przypodobać się kolegom z wytwórni, rzucił do mikrofonu: „Jeśli wasz ulubiony raper nie jest z SB Maffiji albo nie jest zaprzyjaźniony z SB Maffiją, to prawdopodobnie właśnie teraz ssie komuś pałę” (później przeprosił). Typowe dla pokolenia, które nie zna granic w przechwałkach – czy to dotyczących umiejętności, czy grubości portfela.

Nigdy wcześniej puszenie się w tekście i przed kamerą nie przybierało tak groteskowych rozmiarów. Jak skromne wydają się złote łańcuchy sprzed dwóch dekad w porównaniu z klipami, w których nastolatki szpanują pożyczonymi samochodami, oraz z tekstami, które składają się głównie z wyliczanek luksusowych marek.

Nie dla sławy, nie dla pieniędzy

– Przez wiele lat w polskim hip-hopie obowiązywała zasada, że rap robi się „po pierwsze, nie dla sławy, po drugie, nie dla pieniędzy”. Teraz wahadło wychyliło się w drugą stronę – uważa dziennikarz Marcin Flint specjalizujący się w hip-hopie. Wskazuje na paradoks: jeszcze niedawno raperzy, którzy sporo zarabiali, nie przyznawali się do tego, bo nie wypadało, a dziś na krezusów pozują nawet ci, co groszem nie śmierdzą. – To wyznacza status i, niestety, imponuje odbiorcom.

Według Flinta głównym powodem tej zmiany jest zapatrzenie młodych w zachodnie wzorce, przede wszystkim z USA. Owszem, rap stamtąd pochodzi, ale może przecież być (i od dwóch dekad jest) językiem, którym opowiada się o doświadczeniach z własnego podwórka. Tymczasem wielu młodych adaptuje formę razem z treścią.

Zdaniem Flinta pozowanie na dzianych gangsterów i instagramowych influencerów jeszcze do niedawna nie byłoby w Polsce możliwe, bo istniały bezpieczniki w postaci „obciachu” czy „przypału”, granic śmieszności, których nie można było przekroczyć bez narażenia wiarygodności. Dzisiaj kryteria się zmieniły, godne pochwały jest to, co jest popularne, bez względu na środki.

Młodzi słuchają innych młodych

Nowe brzmienia i nowe twarze napotykają opór ze strony części środowiska. – To w dużej mierze tradycyjny konf likt między tym, co znane i klasyczne, a nowością i zmianami – tłumaczy Mateusz Natali z serwisu Popkiller, pomysłodawca akcji „Młode wilki”, która co roku wyciąga na światło dzienne młodych i zdolnych.

Co najbardziej drażni wyjadaczy? – Z jednej strony duże zmiany muzyczne, przeskok tempa utworów i przesunięcie ciężkości w kierunku brzmienia i melodii. Z drugiej – zmiana kręgosłupa wartości i to, jak dużą rolę odgrywa dziś pieniądz, hedonizm i konsumpcjonizm. Ale gdy damy raperom rozwinąć myśl, wychodzi na to, że Hemp Gru, Peja czy Włodi mówią jednym głosem i podkreślają, że nie krytykują całego pokolenia, tylko jego część.

Podobnego zdania jest Marcin Grabski, szef wytwórni Asfalt. Wśród jego podopiecznych mamy weteranów, takich jak O.S.T.R., jak i zdolną młodzież, choćby Adiego Nowaka i Otsochodzi, którzy nie tylko nie skaczą sobie do gardeł, ale bez trudu znajdują publiczność. Każdy swoją.

– Młodzi ludzie słuchają głównie muzyki tworzonej przez innych młodych ludzi. Nawet jeśli ci z ich pokolenia są muzycznie wtórni i artystycznie mniej ciekawi, to mają podstawową przewagę: świeżość i młodość, a to w muzyce kapitał bardzo cenny, szczególnie w hip-hopie – zauważa Grabski. – Osobiście nie dzielę muzyków i raperów na nowych i starych, ale na dobrych i słabych.

W Asfalcie nowymi trendami bawią się Taco Hemingway i Otsochodzi. Utrzymane w tej konwencji płyty „Szprycer”, „Café Belga”, „Nowy kolor” i „Miłość” są dopracowane, dobrze wyprodukowane i stoją za nimi utalentowani muzycy. Reszta to konwencja. Konwencję można zawsze zmienić, talent nagle z nieba nie spadnie. Zanudzić potrafią nie tylko traperzy, ale i weterani trueschoolu. Zalecam szerokie horyzonty i nietrzymanie się schematów. Subkultury się skończyły. Zostali słuchacze muzyki.

Gucci Mane, samozwańczy król trapu, odmiany hip-hopu, która zyskała pogardliwe miano rapu mamrotanego

Otsochodzi bawi się nowymi trendami na płytach „Nowy kolor” i „Miłość”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.