LICENCJA NA PODGLĄDANIE

Gazeta Wyborcza - - SPORT - RAFAŁ STEC

WAnglii wybuchła afera szpiegowska, w której szczególnie pocieszne jest to, że naprawdę wywołała poruszenie, ba, wywołała wręcz moralne uniesienie.

Rolę demonicznego arcyłotra odgrywa Marcelo Bielsa, trener piłkarski niepodobny do żadnego innego trenera, sławny jako „El Loco”, czyli „Szaleniec”. Absolutnie nieprzewidywalny ekscentryk, który przed sezonem rozkazał graczom Leeds United przez trzy godziny sprzątać śmieci wokół ośrodka treningowego, ponieważ obliczył, że tyle pracuje przeciętny kibic, by zarobić na bilet na mecz – niech kopacze wiedzą, dla kogo mają na murawie rzęzić z wycieńczenia. To zarazem zamordysta żądający od podwładnych, by przebywali w klubie od świtu do zmroku, i katujący ich reżimem treningowym z pogranicza tortur – obrońcy praw człowieka nie interweniują, więc piłkarze często nie wytrzymują i Argentyńczyk prawie nigdzie nie wytrzymuje długo. To wreszcie perfekcjonista tak bezkompromisowy, że posadę w rzymskim Lazio rzucił po dwóch dniach, uznając, że nie ogarnie zastanego bałaganu. I radykał tak nawiedzony, tak obsesyjnie przywiązany do głoszonych idei, że faktycznie nadawałby się do thrillera o opętanym geniuszu zła, który chce zniszczyć świat.

Dotąd jednak angielski świat zbawiał, wzbudzając powszechny zachwyt. Reputację zszargał, dopiero gdy beztrosko przyznał się, że przed meczem z Derby County – hitem na szczycie drugiej ligi – wysłał zwiadowcę, by ten podglądał, jak ćwiczą rywale. Zatrzęśli się nie tylko rozhisteryzowani publicyści, według których Bielsa „wykazał kompletny brak szacunku dla kolegów po fachu”, ale również byli piłkarze, jak Martin Keown dramatyzujący o „złamaniu etycznych zasad”.

Za swojego trenera przepraszają szefowie Leeds, wyrok skazujący ogłosił również prowadzący rywali Frank Lampard – jego zdaniem Argentyńczyk nie przekroczył granicy o paznokieć, lecz całym sobą wtargnął na terytorium niegodziwości, popełnił raczej sportową zbrodnię niż występek, należy go za nikczemne oszustwo przykładnie ukarać. Istny sąd ostateczny. Sąd ostateczny nad potworem, przed którym 007 uciekłby, gdzie pieprz rośnie.

Zadymę obserwuję tym bardziej rozchichrany, że włamywanie się do obozu przeciwnika to zjawisko prastare, ale dotąd miewało jedynie rangę ciekawostki, drobnostki kwitowanej najwyżej półuśmiechem. Tylko w minionych kilkunastu miesiącach szpiegowski dron wykryto nad boiskiem treningowym Hoffenheim; szwedzki tajny agent zakradł się podczas mundialu w pobliże zajęć Koreańczyków (z teleskopem w ręku), jednak ci sprytnie pozamieniali się koszulkami, wiedząc, że dla Europejczyka każdy Azjata łypie identycznie skośnym spojrzeniem; jeden z asystentów trenera Genoi założył wojskowe moro, zamaskowany wczołgał w krzaki i stamtąd podpatrywał, co przygotowuje na derby Sampdoria. A w Ameryce Płd. to już w ogóle szpiegują na potęgę, dlatego zgorszenia wyspiarzy nie rozumie ani szkoleniowiec Tottenhamu Maurizio Pochettino, który incydent bagatelizuje, ani właśnie Bielsa, który niby przeprosił, ale równocześnie ujawnił, że niecne praktyki stosował wielokrotnie, zaczął jeszcze jako selekcjoner reprezentacji Argentyny. I zasugerował, że z licencji na podglądanie nie zrezygnuje.

Czy ktokolwiek przytomny przypuszczał zresztą, iż trener Leeds nie uprawia działalności wywiadowczej? On, który sezon poprzedził przeanalizowaniem wszystkich 552 meczów sezonu minionego, czyli 828 godzin gry plus czas doliczony? Owszem, rozdzielił oglądanie między współpracowników, ale to niewiele zmienia – mamy do czynienia ze skrajnym popaprańcem, ja od dawna podejrzewam, że kiedy oczy ma zajęte czym innym, futbolowe transmisje lub retransmisje aplikuje sobie dożylnie. I jeśli Lampard nie zamyka treningów, to albo kłamie, gdy twierdzi, iż czytał książki Bielsy, albo obnaża się jako nie tyle sportowy dżentelmen, co nieodpowiedzialny naiwniak. Toż wiadomo, że Argentyńczyk nie przepuści żadnej okazji, by zajrzeć rywalowi do notesu.

Kiedy wyspiarzy wzdęło od świętego oburzenia, najpierw pomyślałem, że to klasyczny przykład tzw. problemów pierwszego świata. My zamartwiamy się, czy krakowska Wisła dopłynie do wiosny choćby cieniutkim strumykiem, a u nich nawet Leeds stać na wynajęcie Bielsy – czy na poziomie drugiej ligi kiedykolwiek pracował wybitniejszy trener? – więc od nadmiaru w pupach im się poprzewracało. Ale nie, to niekoniecznie fochy multimiliarderów, to może być rzeczywista kulturowa odmienność byłego imperium, które pęka z dumy, że przez wieki roznosiło kaganek oświaty po innych kontynentach. Jak to ujął sir Lampard: „Jeśli mam szczęście podróżować do obcego kraju, zapoznaję się z tamtejszą etykietą i się do niej stosuję”.

Pozostaje tylko wątpliwość, czy wyspiarze istotnie chcą, by masowo zapraszani obcokrajowcy hołdowali miejscowym obyczajom. Barbarzyńcy już nie stoją bowiem u bram, lecz dawno je sforsowali i zaprowadzają całkiem nowe porządki – wznoszą nową cywilizację, ewidentnie uważając, że wylądowali w ciemnogrodzie. Leeds pokonało w tym sezonie Derby dwukrotnie, w stosunku 4:1 oraz 2:0, i na pozycji lidera pręży się właśnie Bielsa, który dodał kojarzonej z topornością drugiej lidze mnóstwo wdzięku, natomiast na szczytach pierwszej ligi dokazują Pep Guardiola oraz wspomniany Pochettino, dla których Bielsa jest mentorem, może wręcz guru – obaj pielgrzymowali do niego, szukając natchnienia. W Premier League zagranicznych trenerów zatrudnia już 16 z 20 klubów, bo typowy tubylec ma opinię raczej Jasia Fasoli (pamiętacie „Johnny’ego Englisha”?) niż Jamesa Bonda – i rodzimi fachowcy uchowali się jedynie w leżących w dołach tabeli Bournemouth, Burnley, Crystal Palace oraz Cardiff.

Zbiegiem okoliczności trener tej ostatniej drużyny, niejaki Neil Warnock, nawoływał w weekend, by czym prędzej sfinalizować brexit, ponieważ „bez tego cholerstwa” Anglicy poradzą sobie lepiej w każdej dziedzinie, również w piłce nożnej, niech więc „resztę świata piekło pochłonie”. Polemizować nie ma sensu, warto za to zauważyć, że żadne inne futbolowe rozgrywki na planecie nie polegają do tego stopnia – czyli totalnie – na imporcie myśli szkoleniowej. I wychodzą na drenażu umysłów wspaniale. Pada tam najwięcej goli od półwiecza, choć zawodnicy oddają rekordowo mało strzałów, a oddają ich rekordowo mało, bo maniacko analizujący grę trenerzy uczą podwładnych podejmować sensowne decyzje. Słowem, piłkarze od zagranicznego prania mózgów inteligentnieją. Aż niepojęte, że angielscy szkoleniowcy nie zakradają się stadami na importowane treningi.

Marcelo Bielsa dodał kojarzonej z topornością drugiej lidze angielskiej mnóstwo wdzięku

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.