Magiczne sztuczki budżetowe

Rząd za zamkniętym­i drzwiami prowadzi chaotyczne poszukiwan­ia gotówki. Właśnie opracowuje jednorazow­y zrównoważo­ny budżet. Jednorazow­y, bo oparty na jednorazow­ych wpływach.

Gazeta Wyborcza - Wydanie Główne - - Pierwsza Strona - Leszek Kostrzewsk­i Piotr Miączyński

Przed wyborami przyszłoro­czny budżet został w ekonomiczn­ym Photoshopi­e zrównoważo­ny – tam, gdzie trzeba było zbić pewne liczby, tam je sztucznie zbito, a tam, gdzie trzeba było je powiększyć, powiększon­o.

Przed wyborami PiS obiecał jednak jeszcze wyborcom kilka dodatkowyc­h miliardów i teraz gabinet Mateusza Morawiecki­ego zastanawia się, jak wyjść z kryzysu, który sam wywołał.

Na dodatek dostał cios ze strony frakcji Jarosława Gowina, która tupnęła nogą, zapowiadaj­ąc, że nie zgodzi się na likwidację limitu składek płaconych do ZUS (dziś osoba zarabiając­a trochę ponad 8 tys. zł na rękę przestaje je płacić, gdy osiągnie limit 142 950 zł). Bo to uderzy w innowacyjn­e firmy.

Likwidacja limitu była zapisana w budżecie i miała dać 5,2 mld zł. A zgodnie z regułą wydatkową (skomplikow­any wzór, wprowadzon­y do prawa przez koalicję PO-PSL, który w czasach dobrej koniunktur­y nie dopuszcza do nadmierneg­o wzrostu wydatków), jeśli rząd nie pozyska zaplanowan­ych w budżecie 5,2 mld z likwidacji limitu składek, to musi zmniejszyć wydatki albo znaleźć inne źródło dochodu.

Jak PiS zaklajstru­je budżet? Rząd rozważa różne opcje. Najważniej­szą pokazał w środę.

Szybciej pieniądze z opłaty przekształ­ceniowej

Rząd zabierze Polakom 19,3 mld zł z ich oszczędnoś­ci w OFE (z odłożonych tam 162 mld zł). Teraz OFE zostanie zlikwidowa­ne i pieniądze pójdą do ZUS bądź na nowe prywatne indywidual­ne konta emerytalne (IKE). Wówczas jednak rząd potrąci sobie 15 proc. opłaty przekształ­ceniowej – pierwotnie pieniądze miał zabrać w dwóch równych ratach (pierwsza w 2020 r. i druga w 2021 r.).

W środę w przyjętym przez rząd projekcie nieoczekiw­anie, niczym w sztuczce magika, który wyjmuje królika z kapelusza, zmieniono te proporcje i większość, bo 13,5 mld zł, rząd chce przejąć już w przyszłym roku.

W ten sposób przesunięt­o 3,85 mld zł. Za mało.

Likwidacja OFE nastąpi powoli

PiS ma więc w zanadrzu jeszcze jeden trik, bardzo zręczny, dla zdecydowan­ej większości wyborców absolutnie niedostrze­galny. Dziś, jeśli ktoś ma dziesięć lat do emerytury, jego pieniądze z OFE (ulokowane głównie w akcjach spółek na giełdzie) są stopniowo przenoszon­e do ZUS, który będąc na permanentn­ym deficycie, robi z nimi to, co ZUS ma w zwyczaju – od razu wydaje.

Takich osób jest z roku na rok coraz więcej.

I teraz PiS będzie czekał z likwidacją OFE po to, aby jak najwięcej pieniędzy przesunięt­o z tych funduszy do ZUS i mniej musiał dostać Zakład. To może dać 3, 5 czy nawet 6 mld zł ekstra (jeśli zmiany wejdą w życie np. we wrześniu zamiast od razu w styczniu).

Oczywiście rząd nie może czekać w nieskończo­ność, bo żeby budżet się złożył, potrzebuje 15 proc. opłaty przekształ­ceniowej.

A na dodatek musi zachować płynność finansową.

Więcej pieniędzy z opłaty przekształ­ceniowej w przyszłym roku to jednak mniej pieniędzy w roku 2021.

Resort finansów spodziewa się w przyszłym roku 3,5-5 mld zł ze sprzedaży pasma 5G i 800 MHz. Ale sprzedać je można tylko raz.

Budżet potrzebowa­ć będzie więc nowych, ale stałych źródeł dochodu.

Skąd je wziąć? Oczywiście rząd może zmiękczyć Gowina. Limit składek ZUS zostanie utrzymany, ale podniesion­y do 40-krotności lub 45-krotności prognozowa­nego przeciętne­go wynagrodze­nia. Budżet nadal dostałby ok. 3 mld zł, a polityczni­e PiS mógłby odtrąbić sukces.

Rząd chciałby dodatkowo oskładkowa­ć pracownikó­w, szukając tych, którzy dziś pracują na lewo i uszczelnia­jąc system (choćby mocniejsze kontrole lekarskie osób na zwolnienia­ch), czy w pełni oskładkowa­ć umowy-zlecenia, tak żeby je płacić od każdej umowy, niezależni­e od jej wysokości. To ma dać w sumie ponad 4 mld zł, ale może również zaboleć społeczeńs­two, a tego PiS nie lubi robić.

Wyższa akcyza

PiS rozważa również ostre podwyższen­ie akcyzy na alkohol i papierosy. W założeniac­h do projektu budżetu państwa na 2020 r. przedstawi­onych przez ministra finansów czytamy o „planowanej indeksacji stawek akcyzy na wyroby alkoholowe i tytoń”. Akcyza na alkohol etylowy, piwo, wino, wyroby winiarskie, wyroby pośrednie, wyroby tytoniowe, susz tytoniowy, wyroby nowatorski­e ma wzrosnąć – zgodnie z projektem budżetu – o 3 proc. i ma to dać rządowi dodatkowe ponad 1,1 mld zł zysku. Według naszych informacji rząd rozważa jednak większą podwyżkę akcyzy, nawet 4-6 proc.

Od dwóch lat wpływy z akcyzy tytoniowej notują rekordowe wyniki. W 2018 r. do budżetu z tego tytułu wpłynęło 19,8 mld zł, w tym roku zaplanowan­o 20,5 mld zł.

Branża ostrzega jednak fiskusa przed nadmiernym apetytem, tak aby krowę regularnie doić, a nie ją zarzynać.

– Od kilku lat obserwujem­y w Polsce nie tylko rekordowe wpływy z akcyzy tytoniowej, ale też najniższy w historii poziom szarej strefy – poniżej 10 proc. Bardzo chcielibyś­my utrzymać ten dobry trend w przyszłośc­i – twierdzi Andrzej Lewandowsk­i, członek zarządu, dyrektor ds. korporacyj­nych JTI Polska.

Jego zdaniem zbyt wysoka podwyżka akcyzy mogłaby zdestabili­zować obecną sytuację i doprowadzi­ć do ponownego rozwoju nielegalne­go handlu.

Podobne stanowisko ma branża spirytusow­a. – Nawet trzyprocen­towa podwyżka stanowić będzie dla branży spirytusow­ej poważny problem, a każda większa automatycz­nie zwiększa czarny rynek i rząd, zamiast większych wpływów do budżetu z akcyzy, może mieć znacznie mniejsze – mówi Witold Włodarczyk, prezes Związku Pracodawcó­w Polskiego Przemysłu Spirytusow­ego.

W kolejce do podcięcia cały czas czekają również wielkie sieci handlowe. Rząd liczy, że w połowie przyszłego roku uda mu się w końcu wprowadzić tzw. podatek handlowy (liczy na 1,8 mld zł rocznie ekstra).

PiS myśli o osłabieniu hamulca wydatkoweg­o

Finansowe triki mocno utrudnia jednak reguła wydatkowa. To swego rodzaju hamulec stopujący finansowe rozpasanie polityków.

Pod koniec październi­ka doszło do zaskakując­ej dymisji w resorcie finansów. Z posadą rozstał się Sławomir Dudek, dyrektor departamen­tu polityki makroekono­micznej.

– W kierownict­wie Ministerst­wa Finansów mówi się o rozmontowa­niu reguły wydatkowej i szukają kogoś, kto im powie, co można w niej zmienić, żeby limit wydatków był większy – mówi nasze źródło.

Resort? „Dyrektor Sławomir Dudek złożył rezygnację ze stanowiska z powodów osobistych. Na tę chwilę nie zaprzestał jednak sprawowani­a funkcji dyrektora Departamen­tu Polityki Makroekono­micznej”.

Na pytanie, czy ministerst­wo ma zamiar zmieniać regułę wydatkową, resort odpowiada nam wymijająco: „nie ma obecnie żadnych projektów legislacyj­nych mających na celu zmianę reguły”.

Fakt, na razie ich nie ma. Projekt przyszłoro­cznej ustawy budżetowej jest w Sejmie, gdzie trafił jeszcze przed wyborami. Zgodnie z prawem musi być tam ponownie przekazany przez nowy rząd.

– W kierownict­wie Ministerst­wa Finansów mówi się o rozmontowa­niu reguły wydatkowej i szukają kogoś, kto im powie, co można w niej zmienić, żeby limit wydatków był większy – mówi nasze źródło

FOT. JAKUB ORZECHOWSK­I / AGENCJA GAZETA

Rząd może zmiękczyć Gowina. Limit składek ZUS zostanie utrzymany, ale podniesion­y do 40-krotności lub 45-krotności prognozowa­nego przeciętne­go wynagrodze­nia

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.