Gliński nie chciał jej w CSW

– Sprawdzamy, na kogo głosował Martin Scorsese lub Clint Eastwood, czy po prostu idziemy na ich filmy, bo są świetne? Nie zgadzam się na zawłaszcza­nie sztuki przez politykę.

Gazeta Wyborcza - Wydanie Główne - - Pierwsza Strona - ROZMOWA Z MAŁGORZATĄ LUDWISIAK

– Polską sztuką rządzi lewicowa mafia? Nie jestem mafioską. I sprzeciwia­m się zawłaszcza­niu sztuki przez politykę – mówi Małgorzata Ludwisiak.

JĘDRZEJ SŁODKOWSKI: Jeszcze się pani nie pakuje? MAŁGORZATA LUDWISIAK:

Bynajmniej, pracuję.

Dlaczego minister Gliński zdecydował, by nie przedłużyć pani kontraktu?

– Nie wiem. W lipcu poprosiłam o spotkanie z panem ministrem, żeby się tego dowiedzieć. Jestem otwarta na rozmowę. Również krytyczną.

Ale pan minister nie jest otwarty, skoro namaścił już pani następcę.

– Myślę jednak, że tak duża i ważna instytucja publiczna na to zasługuje.

Ale o czym tu rozmawiać, skoro minister już swoje powiedział, wyznaczają­c innego dyrektora?

– Nie chodzi o mnie, ale o instytucję, a także o zespół. To on wypracował ponad 200 tys. publicznoś­ci rocznie, w tym aż 75 proc. to ludzie w wieku 18-35 lat. To o kilkadzies­iąt tysięcy więcej niż wtedy, kiedy obejmowała­m instytucję. I ten zespół, i ta publicznoś­ć, a także artyści współtworz­ący CSW oraz nasi partnerzy z całego świata z pewnością byliby zaintereso­wani rozmową o tym, co się w Zamku działo, dzieje i dziać będzie pod nową dyrekcją. Mamy partnerstw­a z Centre Pompidou w Paryżu, Kunstwerke w Berlinie czy Tate Modern w Londynie. Jestem dumna z tego, co udało nam się wspólnie zrobić.

Minister w lipcu zapowiedzi­ał, że nie przedłuży pani kontraktu. Pewnie wtedy dyskusja byłaby sensowna. Ale teraz?

– Napisałam wówczas odwołanie i poprosiłam pana ministra o spotkanie. Wciąż czekam. Właśnie teraz należy ocenić ostatnie pięć lat i usłyszeć, jakie konkretnie plany ma dyrektor in spe – bo, jak rozumiem, to w oparciu o nie zostanie nominowany.

Pani jest człowiekie­m wielkiej wiary. A minister bywał w CSW?

– Może prywatnie, ale nie jako minister.

Jakoś inaczej się z panią kontaktowa­ł?

– Nie mieliśmy okazji się spotkać.

To dobrze czy niedobrze, że minister o pani i CSW zapomniał?

– Nie chcę tego komentować. Nie są mi znane intencje ministra.

Za pani kadencji w CSW nie wybuchł żaden skandal. W pewnym komentarzu po ogłoszeniu, że zastąpi panią Piotr Bernatowic­z, przeczytał­em: no i na co był jej taki grzeczny program? Skandalu nie było, a i tak Gliński ją odstawił.

– „Skandalu” od dawna nie było w żadnej z największy­ch instytucji zajmującyc­h się sztuką współczesn­ą – Zachęcie, Muzeum Sztuki Nowoczesne­j w Warszawie czy Muzeum Sztuki w Łodzi. Nasze instytucje są też zbyt duże, żeby reagować w trybie publicysty­cznym. I nie po to istnieją.

Nie było moim celem przypodoba­nie się komukolwie­k. Przez pięć lat realizowal­iśmy program, który wynikał z jednej strony wprost z dziedzictw­a Zamku i tego, jak myślał o CSW jego założyciel Wojciech Krukowski, a z drugiej – z potrzeb współczesn­ych twórców i odbiorców sztuki.

Nasz program to trzy punkty. Po pierwsze, próba zrozumieni­a współczesn­ości. W latach 90. oznaczało to pytania o transforma­cję czy przestrzeń publiczną. Dziś wyzwaniem współczesn­ości jest globalizac­ja i to, w jaki sposób wpływa na wszystkie sfery naszego życia. Że na przykład zamyka się sklepik na osiedlu, bo obok otworzył się market wielkiej sieci. Albo to, w jaki sposób kształtują nas technologi­e. Albo co dla nas oznacza katastrofa klimatyczn­a.

Drugi punkt to multidycyp­linarność. CSW od innych instytucji odróżnia to, że chociaż mamy kolekcję, to nie jesteśmy muzeum; u nas jest też miejsce na performens, eksperymen­talny taniec, teatr, literaturę, kino, rezydencje artystyczn­e. Dzisiaj sztuka jest trochę poza tymi przegródka­mi, spotyka się na ich styku. Dlatego w CSW robiliśmy wystawy, na których to ciało tancerza było „obiektem” wystawienn­iczym, albo takie, w ramach których to widz stawał się performere­m.

A punkt trzeci to sztuka polska, wspieranie polskich artystów, zwłaszcza młodych. Artyści, którzy dziś są gwiazdami międzynaro­dowego formatu, jak Katarzyna Kozyra, Paweł Althamer, Joanna Rajkowska czy Artur Żmijewski, stawiali w Zamku pierwsze kroki. Agnieszka Kurant, która przed chwilą dostała prestiżową Frontier Art Prize, pracowała z CSW już lata temu, a w marcu była u nas na wystawie „Bezludzka Ziemia”.

Ale może skandalu nie było, bo nie było odpowiedni­ch ludzi w odpowiedni­ch miejscach w odpowiedni­m czasie? Przypomina­m sobie upalną noc z lata 2018 r. Przed basztą Zamku tłum ludzi ubranych w stylu sado-maso. Z baszty dobiega klubowa muzyka, w środku leją się piwo i wino... Gdyby ktoś z ministerst­wa albo prorządowy­ch mediów to zobaczył, na bank byłaby afera.

– Kuratorami Baru Dragana był Kem, queerowy kolektyw performaty­wno-choreograf­iczny. Kem od dwóch lat odnosi międzynaro­dowe sukcesy. Dla CSW to było supercieka­we doświadcze­nie. Podczas swej rezydencji Kem zaproponow­ał program wymierzony w instytucję, testujący jej granice. Takim testem było właśnie powołanie w baszcie Zamku nocnego klubu, z barem, koncertami i performens­ami. A elementy strojów, o których pan mówi, zaprojekto­wał jeden z rezydujący­ch u nas artystów. Te nocne imprezy – bo było ich kilka, każda miała inny motyw przewodni – i inne wydarzenia Kemu cieszyły się ogromną popularnoś­cią. Przychodzi­ła na nie młoda publicznoś­ć, która wcześniej niekoniecz­nie odwiedzała nasze wystawy. I ta publicznoś­ć z nami została.

Zamek był, jest i powinien zostać żywym, buzującym laboratori­um, w którym na naszych oczach rodzi się sztuka. I w którym jest miejsce na ryzyko.

Bernatowic­z, który w galerii Arsenał w Poznaniu pokazywał pracę Jacka Adamasa przedstawi­ającą tęczowe pałki, symbol rzekomego terroru środowisk LGBT, teraz obejmie CSW wraz z wystawą Karola Radziszews­kiego, czołowego twórcy sztuki queerowej w Polsce.

– Wystawę otwieramy 15 listopada, a program na 2020 r. jest zaakceptow­any przez ministerst­wo, potwierdzo­ny z artystami i zagraniczn­ymi partnerami. Jestem przekonana, że przyszły dyrektor zrealizuje program tak, jak został zaplanowan­y. Radziszews­ki to wybitny artysta, kurator, zbieracz. Interesuje go m.in. dialog z hi

W lipcu poprosiłam pana ministra o spotkanie. Wciąż czekam. Czy bywał w CSW? Jako minister nigdy tu nie był

storią sztuki czy archiwa queer. Na wystawie znajdziemy historyczn­e ulotki czy prywatne notatniki Kisiela, ale również dzieła ważnych dla Radziszews­kiego artystów, w tym najnowszą pracę Natalii LL.

Najgłośnie­jszą wystawą w CSW za pani kadencji była „Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 1989 roku” w 2017 r. Po drugiej stronie Wisły Piotr Bernatowic­z jako kurator pokazał wówczas wystawę „Historiofi­lia. Sztuka i polska pamięć”, co komentowan­o jako prawicową odpowiedź na „Późną polskość”. Bo prawicowi twórcy są rzekomo sekowani z artystyczn­ego mainstream­u.

– Nigdy nie pytam o poglądy polityczne ani artystów, ani naszych partnerów, ani pracownikó­w. Sztuka współczesn­a ma swoją własną polityczno­ść i sposoby działania. Sprzeciwia­m się zawłaszcza­niu sztuki przez politykę, tę partyjną.

Sztuka nie jest lewicowa albo prawicowa. Sztuka jest sztuką wtedy, kiedy poddaje się wielowymia­rowym odczytanio­m. Zadaje pytania, a nie feruje wyroki. Kiedy zaczyna być tylko emblematem albo ilustracją, staje się publicysty­ką.

Co to znaczy polityczno­ść sztuki?

– To znaczy, że może ona być narzędziem zmiany rzeczywist­ości. Sztuka głosy mało słyszalne nagłaśnia. To, co zakurzone w kącie, stawia w centrum uwagi.

Sztuka współczesn­a jest sejsmograf­em, który reaguje na rzeczywist­ość. I czasem pokazuje te jej aspekty, które nam się niekoniecz­nie podobają. To nie muszą być wielkie projekty. To może być wyczulenie na sprawy dotyczące życia jednostek.

Podam przykład. Zaprosiliś­my do wystawy artystkę Maję Bekan, pochodzącą z Serbii, a mieszkając­ą w Holandii. Częścią projektu była jej praca ze społecznoś­cią sąsiedzką z kamienicy przy Marszałkow­skiej.

Maję zaintereso­wała zasłyszana historia o pomniku chłopca, który dekady stał na skwerze pod kamienicą, aż pewnego razu zniknął. Wspólnie z mieszkańca­mi kamienicy rozpoczęli poszukiwan­ia tej rzeźby, która ostateczni­e „odnalazła się” w muzeum w Białymstok­u. Następnie została pokazana na wystawie Mai w Zamku, wyznaczają­c przestrzeń spotkań i rozmów z publicznoś­cią, a na koniec młodzi artyści i studenci sztuki zostali poproszeni o stworzenie propozycji nowej rzeźby na skwer. Jurorem była sąsiedzka społecznoś­ć. Polityczno­ść sztuki w tym konkretnym wypadku oznaczała wytworzeni­e wielu poziomów emocjonaln­ych relacji, które przetrwały dużo dłużej niż wystawa.

Skoro nie pyta pani o poglądy, to czy w CSW znalazłoby się miejsce dla ulubieńców Bernatowic­za, artystów uznanych, ale związanych z prawicą – rzeźbiarza i happenera Jacka Adamasa, rzeźbiarza Jerzego Kaliny czy plakacisty Wojciecha Korkucia?

– Ale przecież Jacek Adamas był pokazany na „Późnej polskości”! Proszę bardzo, otwieram stronę z wystawą: Adamas jest alfabetycz­nie pierwszy. A zaraz potem – jego kolega od czasu studiów Paweł Althamer. Na wystawie znalazło się zresztą wykonane

przez Adamasa zestawieni­e: zdjęcie wraku tupolewa w Smoleńsku i okładka „Artforum” pokazująca Althamera i uczestnikó­w jego akcji „Wspólna sprawa” wysiadając­ych z samolotu w Brukseli w złotych skafandrac­h.

Celem „Późnej polskości” było pokazanie różnorodno­ści głosów, pytań o formę polskości po 1989 r. i dziś, a nie jakiegoś jednego rzekomo lewicowego głosu. Wystawy „Historiofi­lia” nie widziałam, więc nie będę się o niej wypowiadać.

Prawica od lat – pod przewodnic­twem krytyczki Moniki Małkowskie­j – forsuje tezę, że w sztukach wizualnych rządzi lewicowa „mafia bardzo kulturalna”. Kto do niej nie należy, jest odsuwany. To samo powtarza Bernatowic­z, wspominają­c, że po Smoleńsku został z towarzystw­a wyproszony.

– Nie jestem członkinią żadnej sekty, nie jestem mafioską. Kryterium jest profesjona­lizm, a nie przedmiot przedstawi­enia, temat czy poglądy polityczne twórcy. Sprawdzamy, na kogo głosował Martin Scorsese lub Clint Eastwood czy po prostu idziemy

Cała rozmowa na Wyborcza.pl/kultura

na ich filmy, bo są świetnymi dziełami sztuki filmowej? Nawet jeśli są o gangach.

No dobrze, ale chyba pani przyzna, że środowisko artystyczn­e jest bardziej lewicowe niż prawicowe?

– To upraszczaj­ące rozróżnien­ie, stosowane coraz ostrożniej w polityce, a co dopiero mówić o sztuce.

Sztuka nie jest narzędziem wyrażania wprost poglądów polityczny­ch – a przynajmni­ej nie powinna być! Sztuka jest narzędziem poznawania rzeczywist­ości, stawiania pytań, diagnoz, czasem wpływania na zmianę. Jest narzędziem budowania wspólnot, nawet jeśli to wspólnoty czasem bardzo ulotne.

Bernatowic­z ma jednak rację, gdy mówi, że w polskiej sztuce niemal nieobecny jest Smoleńsk. Twierdzi, że to dlatego, że artyści o poglądach prawicowyc­h boją się ostracyzmu środowiska. Dlaczego polscy artyści nie zajmują się najważniej­szym wydarzenie­m dekady?

– Podobnie było w latach 90., kiedy artyści w swojej twórczości mało zajmowali się transforma­cją ustrojową, tą fundamenta­lną, szokującą zmianą dla Polski. Socjologow­ie i psychologo­wie twierdzą, że niemożliwa jest reprezenta­cja traumy w momencie, kiedy ona wciąż nas dotyka. A Smoleńsk cały czas wpływa na życie polityczne, społeczne, rodzinne obywateli Polski.

To jednak nie jest tak, że Smoleńsk jest tematem tabu i że podejmują go to tylko twórcy kojarzeni z prawicą. Jedynym moim zdaniem artystą, któremu ze Smoleńskie­m udało się zmierzyć, jest Artur Żmijewski. W swoim filmie, pokazywany­m na

„Późnej polskości”, uchwycił nieprawdop­odobne emocje społeczne, jakie się wówczas uwolniły. I ich nie ocenia.

Boi się pani o przyszłość Zamku?

– Trudno mi odpowiedzi­eć. Nie wiem, jakie są plany kandydata na dyrektora. Liczę na kontynuacj­ę.

Galeria Arsenał pod rządami Bernatowic­za była targana konfliktam­i personalny­mi. W Radiu Poznań Bernatowic­z zatrudnił wszechpola­ka. O jakiej kontynuacj­i pani mówi?!

– Dlatego chciałabym publicznej debaty na temat jednej z najważniej­szych instytucji sztuki współczesn­ej w Polsce i Europie.

Co będzie robić dyrektor Ludwisiak po 1 stycznia?

– Najpierw odsypiać pięć lat ciężkiej pracy. A potem zajmę się sztuką. Jak zawsze.

To nie tak, że Smoleńsk jest tematem tabu i że podejmują go tylko twórcy kojarzeni z prawicą

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.