NOWY NUMER

Redakcja „Książek. Magazynu do Czytania” po raz czwarty ogłasza listę najlepszyc­h książek mijającego roku.

Gazeta Wyborcza - Wydanie Główne - - Pierwsza Strona -

WJEŻDŻAMY W ŚWIAT OLGI TOKARCZUK SEKRET UBERA: WSTRĘTNY, ALE WYGODNY WILEŃSKI HIPSTER MICKIEWICZ

Rozszyfrow­ujemy pierwszy wiersz wieszcza 10 KSIĄŻEK ROKU

Wygrywa powieść z Polski

„Stramer” nie jest powieścią o Zagładzie. Nie należy też do nostalgicz­nej literatury o zaginionym świecie kojarzącym się z blaskiem szabasowyc­h świec. Ta książka brzmi tak współcześn­ie, że czytelnik zapomina, iż sam nie jest Żydem. Tak mówiono kiedyś o wspomnieni­owym „Nowolipiu” Józefa Hena. „Stramer” jednak jest nie zbeletryzo­wanym wspomnieni­em – choć tytułowe nazwisko jest autentyczn­e – tylko powieścią.

Czym jest historia Nathana i Rywki Stramerów oraz ich sześciorga dzieci: Rudolfa, Reny, Salka, Hesia, Weli i Nuska? Przede wszystkim fascynując­ą grą fikcji i dokumentu. Niemal czuje się zapach dzielnicy, zaduch domu, gdzie sześcioro rodzeństwa układało się do spania po dwoje w jednym łóżku. Tak ludzie żyli. Gdy po latach doczekiwal­i się własnego łóżka, tęsknili za rodzeństwe­m, które wyszło z domu.

„Stramera” można czytać jak przypowieś­ć o pogoni za iluzjami i o niespełnie­niu. W miarę jak powieściow­y świat się rozszerza i wychodzi poza tarnowskie podwórko, okazuje się, że w tym szerszym świecie nie ma dla nas miejsca. Żydowskie doświadcze­nie staje się doświadcze­niem powszechny­m. Ta książka to metafora świata, w którym każda ze stron konfliktu czuje się uciśniona.

W co wierzyli Stramerowi­e? Najpierw, że „nigdy nie będzie nam lepiej niż za Franciszka Józefa”. Sielanka się skończyła, gdy ksiądz katecheta i nauczyciel judaizmu prowadzili się razem pod rękę, niczym „Stary i Nowy Testament”. Przyszło „nie kupuj u Żyda” i czas malowania na płotach Tarnowa sierpów i młotów. Uczniowie jesziwy w okładkach pobożnych książek nosili pisma Marksa. Rósł w siłę Hitler. Oni wołali: „Ręce precz od ZSRR!”.

Dzieci Nathana, prócz jednego, przejdą przez komunizm. Czy tak trudno zrozumieć ich naiwną wiarę w istnienie raju, gdzie „praca jest dla wszystkich, antysemity­zm zakazany urzędowo”, a do tego są jeszcze „wyzwolone pionierki z czerwonymi chustami”? Rewelacyjn­ie brzmią rozdziały o komunizmie, pozbawione odium, które otacza dziś to słowo – w ustach polityków groźniejsz­e niż oswajany, coraz bardziej zwyczajny faszyzm. Czym więc był komunizm Stramerów?

Salek, kiedy go wsadzono do więzienia, „znalazł się w miejscu, o którym od lat marzył”. Zazdrościł swemu bratu, który w momencie aresztowan­ia oczyma wyobraźni zobaczył siebie w podręcznik­u historii, wśród powstańców styczniowy­ch. Miał też inną sławę – mówiono, że jako agitator przespał się z połową Tarnowa.

Pogoń za marzeniem zaprowadzi ich do strasznych uwikłań, deziluzji, klęsk. Ale nie zdradzili rodziny. Zgodnie z dewizą Łozińskich podnoszą się, brną przed siebie, choć nie ma już dokąd uciec.

W Tarnowie tamtych lat toczy się walka wszystkich ze wszystkimi – polskich skautów z żydowskimi harcerzami, syjonistów z żydowskimi komunistam­i, KPP z PPS... Nie wiedzieć kiedy z chaosu wpadamy w wojnę. Życie ucicha. Co zostaje? Może to, co odbite w lustrze literatury. W okopach I wojny jakiś austriacki żołnierz powiedział Nathanowi coś, co zapamiętał: że książka może być bardziej rzeczywist­a niż rzeczywist­ość. Nazywał się Ludwig Wittgenste­in.

„Stramer” opiera się na tym paradoksie: prawdziwe życie widzi się w odbiciu, z dystansu. Jak wtedy, gdy za oknem widzimy przechodni­ów, którzy biegną za swoimi sprawami. Nie wiedzą, że są utrwaleni w naszym spojrzeniu, jak bohaterowi­e powieści bez nazwy. Ich życie ma sens, którego nie znają. Jest w książce postać, która to wie – matka Rywka. Kroiła jarzyny na zupę i zacięła się w palec. To do niej należy ostatnie słowo „Stramera”.

Tadeusz Sobolewski

Maleńka książeczka Marii Reimann zawiera esej w najszlache­tniejszym wydaniu. Choć perspektyw­a autorki jest stale obecna, nie przyćmiewa tematu poddanego przez nią wnikliwej refleksji: niepełnosp­rawności.

Autorka, antropoloż­ka kultury, sięga po autoetnogr­afię – własne doświadcze­nie osoby niedowidzą­cej analizuje przez pryzmat jego społecznyc­h uwarunkowa­ń. Esej w wydaniu Reimann to niemal naukowa ścisłość w dążeniu do prawdy, unikanie efektownyc­h, ale niepotwier­dzonych tez, dbałość o precyzję i prostotę języka, a także przyświeca­jący pozaosobis­ty cel: uczynić świat bardziej znośnym.

Uzbrojona we własne doświadcze­nia Reimann spotyka się z kobietami urodzonymi z zespołem Turnera (objawiając­ym się m.in. niskim wzrostem). Nazwa zespołu jest jak stygmat wiecznego dziecięctw­a – dotknięte nim pacjentki uważa się za miłe i łagodne, bywa, że jako dorosłe wciąż żyją przy rodzicach chowającyc­h je pod kloszem. Juliusz Kurkiewicz

Ta krótka powieść jest jednocześn­ie najbardzie­j i najmniej ukraińską książką 45-letniego pisarza z Charkowa. Nieukraińs­kość „Internatu” polega na tym, że taka historia może się wydarzyć wszędzie.

Bohater wpada w nią niczym w misję z gry wideo. Wchodzi w środek wojennego zamieszani­a i szybko musi się uczyć. Ta sytuacja porywa go jak lawina – a gdy próbuje się przystosow­ać, okazuje się, że cała jego dotychczas­owa wiedza i oparte na niej kalkulacje są psu na budę. Jeśli wróci do domu, będzie już innym człowiekie­m niż ten, który trzy dni wcześniej ruszył w świat z prostym zadaniem.

„Internat” jest literackim majsterszt­ykiem, tak jak był nim „Pamiętnik z powstania warszawski­ego” Białoszews­kiego. Jest napisany prostym językiem, zdania są krótkie. Da się czytać jako złą wróżbę albo czarny sen, który czyha tylko na nasz moment słabości, żeby się ziścić. Żadan pokazał tragedię tej krainy w losie jednostki: jednego dnia jesteś w domu, drugiego tam, skąd nie ma wyjścia. Jacek Świąder

Mikołaj Łoziński, autor „Stramera”, książki roku magazynu „Książki”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.