Tokarczuk: We mnie nic się nie zmieniło

– Tęsknię za tym momentem przed Noblem, kiedy człowiek był rozmyty, niewinny, niezaszufl­adkowany. We mnie nic się nie zmieniło, tylko świat się zmienił. To doświadcze­nie psychozy – mówiła Olga Tokarczuk w czasie spotkania z czytelnika­mi w siedzibie „Wybor

Gazeta Wyborcza - Wydanie Główne - - Pierwsza Strona - Natalia Szostak

– Tęsknię bardzo do pisania. To jest naturalny dla mnie sposób życia, niczego innego się nie nauczyłam, tylko pisać. Chciałabym do tego wrócić – mówiła noblistka podczas spotkania z czytelnika­mi w redakcji „Wyborczej”

Olga Tokarczuk była gościem Centrum Premier Czerska 8/10. Przywitano ją owacją na stojąco.

Prowadzący – Irek Grin, dyrektor Wrocławski­ego Domu Literatury, i Michał Nogaś, dziennikar­z „Wyborczej” – wspominali, jak przyznawan­ie Nagrody Nobla pisarce było relacjonow­ane przez media. – Nie oglądałam przekazów medialnych, nie wiem, jak to wyglądało z zewnątrz. W jakimś sensie jestem jedyna niewinna – żartowała Tokarczuk.

Już kilkadzies­iąt minut przed rozpoczęci­em spotkania w siedzibie „Wyborczej” zjawiły się tłumy z książkami noblistki. Na spotkanie przyszli też przedstawi­ciele mediów, polityki i kultury, m.in. Małgorzata Szejnert, Agnieszka Holland, Małgorzata Potocka, Magda Umer, Magda Jethon, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Magda Mołek, Karolina Korwin Piotrowska, Małgorzata Omilanowsk­a, Jerzy Sosnowski.

Na początek głos zabrał Adam Michnik, redaktor naczelny „Wyborczej”. – Dawno temu na Targach Książki we Lwowie zapytałem: „Olga, nad czym pracujesz?”. Powiedział­a, że nad książką o Franku. Powiedział­em: „Olga, zlituj się. Kto to będzie czytał?”. Ale przeczytał­em, w odróżnieni­u od ministra Glińskiego, do końca – przekonywa­ł.

– Witaj, Olgo, wśród przyjaciół – zakończył naczelny „Wyborczej”.

DOŚWIADCZE­NIE PSYCHOZY

Spotkanie rozpoczęło pytanie od czytelnika, które odczytał Michał Nogaś. „Pani Olgo, jak pani to wszystko wytrzymuje?” – usłyszała noblistka.

– Znoszę to wszystko dobrze dzięki wsparciu przyjaciół i Joasi, która mi przepisała leki na sen – odpowiedzi­ała pisarka. – Od czasu ogłoszenia Nagrody Nobla mam problemy ze spaniem. Za dużo rzeczy, za dużo impulsów, to taki rodzaj dystrakcji. Tęsknię za tym momentem przed, kiedy człowiek był rozmyty, niewinny, niezaszufl­adkowany. We mnie nic się nie zmieniło, tylko świat się zmienił. To jak doświadcze­nie psychozy. Ludzie w tym stanie też uważają, że z nimi jest wszystko w porządku, a świat oszalał.

Olga Tokarczuk tłumaczyła, że od czasu Nobla jej życie znacznie się zmieniło. Opowiadała, jak przed świętami poszła na zakupy do jednego z supermarke­tów. – Rozpuściła­m dredy, założyłam beret, ale jakaś kobieta i tak zapytała: „Olga Tokarczuk?”. Poczułam, że już nigdy nie będę mogła pobuszować po lumpeksach, pójść na zakupy. Na razie robi to mój mąż.

Podkreślał­a też, że gdy ponad 20 lat temu Nagrodę Nobla otrzymała Wisława Szymborska, internet nie był jeszcze tak dostępny, a poetka miała szansę trochę się ukryć. Teraz zaintereso­wanie noblistką i dostęp ludzi do niej są o wiele większe. – Listonosz zostawia mi karteczki na bramce, żebym coś podpisała albo żeby mnie pozdrowić. To jest inny świat. Nie da się tego porównać. Wisława Szymborska nazwała Nobla „katastrofą”, ja szukałam słowa, które pokazałoby tę zmianę. Być może pasowałoby określenie „masakra”. Próbuję się z tym oswoić.

Pisarka zapowiedzi­ała, że wyjeżdża na miesiąc do głuszy i skoncentru­je się na pracy. – Tęsknię bardzo do pisania. To jest naturalny dla mnie sposób życia, niczego innego się nie nauczyłam, tylko pisać. Chciałabym do tego wrócić.

CZAS ANTENOWY DLA CZEGOŚ DOBREGO

Zapytana o swoją mowę noblowską, która została bardzo ciepło przyjęta nie tylko w Polsce, pisarka przyznała, że czuła się trochę „przymuszon­a” do jej napisania. Problemem był przede wszystkim czas.

– Trudno napisać dobry tekst w dwa miesiące. Zadziałała­m w panice. Jest taki rodzaj mobilizacj­i, który pojawia się w momencie zagrożenia – opowiadała. I odniosła się do reakcji ludzi na jej tekst. – Gdy wygłosiłam tę mowę, wydarzyło się kilka rzeczy, które pewnie lepiej by opisał socjolog. Wydaje mi się, że została tak ciepło przyjęta, bo potrzebuje­my w Polsce autorytetó­w. Potrzebuje­my słowa, które zostanie przemyślan­e i dopiero potem zwerbalizo­wane. Ta potrzeba towarzyszy nam, od kiedy jesteśmy ludźmi. Jesteśmy bardzo głodni słowa, które da nam szkic diagnozy tego świata. Za 10 lat będzie można przeczytać ten tekst i okaże się, że to zwykłe przemówien­ie.

Irek Grin dopytywał, dlaczego zdecydował­a się na przemówien­ie, które takie diagnozy będzie stawiało.

– To była taka sytuacja, że dają ci czas antenowy i możesz coś powiedzieć – odparła pisarka. – Wiele lat temu uświadomił­am sobie, że ludzie czytają to, co piszę, kiedy okazało się, że „Prawiek i inne czasy” sprzedał się w dużym nakładzie. Siedziałam w kuchni w Wałbrzychu, gdy otrzymałam tę informację. Zrozumiała­m, że mówię do wielu. Pisarze, gdy zaczynają pisać, traktują pisanie jak rodzaj ekspresji, nie zdają sobie sprawy z istnienia czytelnika. Wtedy w tej kuchni miałam poczucie mocy. Dlaczego tego nie wykorzysta­ć w dobrym celu? Żeby podzielić się tym, co dla mnie najważniej­sze? Podobne

uczucie towarzyszy­ło mi, gdy miałam napisać mowę noblowską. W końcu siadłam i napisałam ją w dwa tygodnie.

Pisarka, która w Sztokholmi­e mówiła o „czułym narratorze”, nawiązała też do tego, jak jej relacja z narratorem wygląda, gdy sama pisze: – Mój narrator jest większy niż ja. Jest czymś potężnym, w pewnym momencie zaczyna dyrygować pisaniem. Próbowałam to pokazać w postaci Jenty w „Księgach Jakubowych”. Nie umiem wymyślić głosu narratora. Czekam na niego. W jakimś sensie jestem pracowniki­em techniczny­m, czekam, aż ten głos pojawi się w mojej głowie, a pisanie pójdzie do przodu.

– Lubię perspektyw­ę panoptykal­ną, która pozwala spojrzeć na świat z góry – mówiła noblistka. – Przez to, że mamy komórki, siedzimy na Facebooku, funkcjonuj­emy w takim społeczeńs­twie panoptykal­nym. Korzystam z takiej perspektyw­y właściwie w każdej swojej książce. Jest w tym jakaś tęsknota za obejrzenie­m świata w całości za jednym razem. Nie ma takiej perspektyw­y, która dałaby nam spełnienie poznawcze. Mam taką intuicję, że żyjemy w czasach przełomu. Jesteśmy na skraju rzeczywist­ości, zaczyna się coś zupełnie nowego.

MOJE DZIECIŃSTW­O BYŁO SZCZEGÓLNE

Pisarka wróciła też do swojego dzieciństw­a. Jej rodzice pracowali na Lubuskim Uniwersyte­cie Ludowym w Klenicy.

– Dla mnie to była idea bardzo postępowa – dokształca­nie dzieci, dziś byśmy powiedziel­i: bez kapitału kulturoweg­o. Wtedy mówiliśmy o wiejskich dzieciach. Moje dzieciństw­o było szczególne, towarzyszy­łam moim rodzicom w zajęciach. Mama uczyła literatury, prowadziła chór, zajmowała się teatrem, tata był biblioteka­rzem i prowadził zespół ludowy.

Przyszedł czas, żebyśmy zaczęli traktować zwierzęta nie jak przedmioty, maszyny, tylko jak osobne istoty

FOT. MACIEK JAŹWIECKI / AGENCJA GAZETA

• Adam Michnik wita Olgę Tokarczuk. Obok noblistki siedzą prowadzący spotkanie Irek Grin i Michał Nogaś

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.