Tomasz Hajto: – Ja się nigdy nie zmienię. Nie będę nikomu przytakiwał.

Nie będzie pisał autobiografii i obrzucał kolegów błotem, żeby zarobić 300 tys. zł. I tak przy każdej okazji nie boi się wypowiadać swojego zdania.

Przeglad Sportowy - - PIERWSZA STRONA -

DARIUSZ DOBEK: W młodości Tomasz Hajto jeździł na nartach i grał na pianinie. Zdobył pan wicemistrzostwo Polski w narciarstwie alpejskim wśród harcerzy do lat 15.

TOMASZ HAJTO: Pojechałem nawet na obóz harcerski do dawnej Jugosławii. Zwiedzaliśmy rejony, gdzie żył Tito i spaliśmy w namiotach. Mama dała mi wtedy trochę srebra i dwa śpiwory, żebym mógł sprzedać na miejscu i mieć na cały wyjazd. Bo na takim obozie najeść się człowiek nie mógł. Musiałem być obrotny już w wieku 14 lat, w przeciwnym razie skończyłoby się chyba na dojadaniu po kimś innym. Takie były czasy. Czym zajmują się pańscy koledzy z dzieciństwa? Gdy przyjeżdżam do Makowa Podhalańskiego, niektórym daję na „browar” pod sklepem. Ale jeden z kolegów z klasy jest burmistrzem, inny pracuje jako celnik, kolejny jest nauczycielem – niektórym w życiu się powiodło. Reszta gdzieś po drodze się zachwiała. Zresztą umówmy się: pozostanie w niewielkiej miejscowości nie daje większych perspektyw, żeby normalnie żyć i zarabiać. Gdy przeniósł się pan do Hutnika Kraków, też nie było kolorowo. Pierwsze stypendium, które dostałem w Hutniku, wynosiło 1,6 mln zł. Nie starczało nawet na jedne buty. Zdarzało się też, że w ogóle mi nie płacono, tak że gdyby rodzice mi nie pomagali, to bym tego nie ogarnął. Rano kupowałem bagietkę i dwa jogurty, a że w tramwajach było dużo kontroli, to opuszczałem dwa przystanki i w trakcie spaceru jadłem śniadanie. Po treningu wsiadałem do tramwaju, jechałem do szkoły chyba z 18 przystanków, aż pod rondo Mogilskie, znowu jedząc po drodze, najczęściej pierogi leniwe albo ruskie, sztuk 30. Kupowałem je w barze na osiedlu Na Skarpie w Nowej Hucie, który do dzisiaj funkcjonuje. Lekcje miałem od 15 do 20, w mieszkaniu byłem z powrotem o 21 i musiałem zrobić sobie kolację. Najczęściej „jechałem” na parówkach, bo można je przygotować najszybciej i najmniejszym kosztem. Przypiekałem sześć parówek, do tego sześć jajek i miałem jajecznicę. Kiedyś obliczyłem, że w miesiącu zjadłem z 200 jajek. Niesamowicie buzował mi testosteron, kipiał mi prawie uszami. Do jakiej szkoły chodził pan w Krakowie? Skończyłem pięcioletnie technikum mechaniczne obróbki skrawaniem. Miałem lekcje w warsztatach, więc musiałem umieć posługiwać się tokarką czy frezarką. Moja praca dyplomowa była na temat funkcjonowania wielkiego pieca. Mama zawsze mi powtarzała, że muszę skończyć jakąś szkołę, mieć zawód, gdyby nie wyszło mi w piłce. Maturę zdałem dobrze: z polskiego miałem trzy z plusem, a z matematyki była piątka. Po ojcu mam ścisły umysł, liczby szybko wchodzą mi do głowy. Miał pan przed oczami wizję spędzania ośmiu godzin dziennie przy frezarce? Po pierwszym półroczu miałem jakiś moment załamania. Zwłaszcza że naśmiewano się w klubie, że nic ze mnie nie będzie. Wśród tych osób był jeden z wybitnych piłkarzy Hutnika. A gdy kilka lat później w meczu z Rosją strzeliłem dwa gole i miałem asystę, przyszedł do mnie i poprosił o autograf dla syna. To była dla mnie największa satysfakcja. Karierę zaczynał pan w latach 90. Nie był to nudny okres w polskiej piłce. To były czasy wielkich układów. Zresztą do dzisiaj się to ciągnie, bo uważam, że jedną z rzeczy, z którą nie poradził sobie PZPN, jest korupcja. To mnie boli. Każdy mówi: „Dajmy spokój, to już minęło, takie były czasy, że wszyscy byli umoczeni”. No właśnie nie wszyscy. Niektórzy mieli większe ambicje. Uważam, że to nie w porządku, że ludzie bardzo zamie- szani w przeszłości w korupcję – trenerzy i piłkarze – dalej działają w polskiej piłce. Dla mnie to tragedia, że Hermes – broń Boże, nie jestem rasistą – który został prawomocnie skazany za korupcję, szkoli dzisiaj młodzież w polskiej piłce. Skandalem jest, że przyjęto go na kurs trenerski w PZPN. Pan nigdy nie miał propozycji korupcyjnej? Jestem szczęśliwy, że mimo sytuacji, jaka była w polskiej piłce, mogę z podniesionym czołem powiedzieć, że nigdy nie wziąłem złotówki za jakiś mecz ani żadnego nie sprzedałem. Były propozycje, przeciwnicy przychodzili do szatni i namawiali, ale mówiłem, że nie ma szans. Starsi zawodnicy byli oburzeni na mnie, 22-letniego chłopaka. Ale miałem to gdzieś. Grał pan na pewno w jednym szemranym meczu, w ostatniej kolejce sezonu 1993/94. Tyle że wtedy żaden z chłopaków z Górnika Zabrze nie sprzedał meczu, tylko raczej Legia zapłaciła sędziemu. Wojtek Kowalczyk powiedział do mnie na murawie, że dostał więcej niż wszyscy piłkarze Górnika mają do podziału za wygranie mistrzostwa. Powiedziałem sędziemu, żeby dał mi czwartą czerwoną kartkę i zakończył mecz, a on na to, że jeśli Legia nie strzeli na 1:1 (remis dawał jej mistrzostwo – przyp. red.), to „wykartkuje” Górnika i Legia dostanie walkowera. To, że nie jest pan już trenerem, traktuje jako swoją porażkę? Nie. Wszyscy dookoła mówili, że nie będę trenerem, rzucano mi kłody pod nogi. Z drugiej strony ci szkoleniowcy, którzy nie byli piłkarzami, mieli uproszczoną ścieżkę trenerską i byli forowani. Na przykład? Marcin Dorna. Cała Polska mówiła, że będzie wielkim trenerem. Prowadził reprezentację do lat 21 w mistrzostwach Europy w Polsce i skończyło się totalnym blamażem. To wielka porażka, że został trenerem kadry na tak ważny turniej. Chłop bez do-

Naśmiewano się w klubie, że nic ze mnie nie będzie. Wśród tych osób był jeden z wybitnych piłkarzy Hutnika. A gdy kilka lat później w meczu z Rosją strzeliłem dwa gole i miałem asystę, poprosił o autograf dla syna. To była dla mnie największa satysfakcja.

Tomasz Hajto z Mateuszem Borkiem od kilku lat tworzą barwny duet komentatorów telewizyjnych.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.