Rafał Rostkowski: – VAR może działać w lidze efektywniej już od początku wiosny.

Przeglad Sportowy - - PIERWSZA STRONA - Rozmawiał Robert BŁOŃSKI

Z Rafałem

ROBERT BŁOŃSKI: Czy VAR może działać efektywniej w ekstraklasie? RAFAŁ ROSTKOWSKI: Tak, i to już nawet od początku rundy wiosennej. Polska może mieć VAR bez rozmywania odpowiedzialności za błędy i tracenia czasu na bieganie sędziego do monitora i z powrotem. Może być dużo szybciej i skuteczniej. W taki sposób VAR działa obecnie tylko w Anglii, gdzie jest testowany przed następnym sezonem Premier League. W III rundzie Pucharu Anglii funkcjonował lepiej niż w ekstraklasie. Widziałem i trudno to nawet porównać. Ewidentne błędy lub przeoczenia sędziów zostały naprawione szybko, nawet w naprawdę trudnych sytuacjach. Anglicy udowodnili, że widok arbitra biegnącego do monitora jest zbędny. Na czym polega różnica? Jeśli arbiter VAR stwierdza, że sędzia na boisku popełnił oczywisty błąd dotyczący gola, rzutu karnego, czerwonej kartki lub identyfikacji zawodnika – od razu przekazuje, że trzeba zmienić decyzję. Sędzia słucha i robi, co VAR podpowiada. Przerw w grze jest mniej i są krótsze. Dotychczas tylko sugerowano sędziemu wideowe-ryfikację na ekranie ustawionym blisko boiska. Zwykle korzystał z sugestii, biegł do monitora i czasem zmieniał swoją decyzję, a czasem nie. Jakie są szanse, że u nas uda się to wprowadzić tak szybko? To łatwe – wystarczy wydać sędziom instrukcje, żeby już nie biegali do monitora, lecz uwzględniali informacje od arbitra VAR, włącznie ze zmianą decyzji. W wozie VAR siedzą rozjemcy tej samej klasy, z tej samej ligi, często międzynarodowi. Czemu im nie zaufać? Po co biegać do monitora i sprawdzać coś, co VAR już sprawdził? Nie wiem tylko, co na to PZPN. W Kolegium Sędziów zbyt często ważniejsze jest „kto” proponuje niż „co”. Czasem osobiste uprzedzenia są silniejsze od zdrowego rozsądku. Innych przeszkód do unowocześnienia nie ma. Czy zmiana sposobu korzystania z VAR jest zgodna z przepisami? W „Przepisach gry”, których częścią jest „Protokół systemu VAR”, na stronie 136 w punkcie 5 jest zapis: „Ostateczna decyzja zawsze należy do sędziego, może być oparta na informacji przekazanej przez sędziego VAR lub może być podjęta po przeprowadzeniu wide-oweryfikacji na boisku”. Jest napisane „lub”, a nie „i”. To kluczowe. Zgodnie z takim sędzia może pobiec do monitora, ale nie musi. Równie dobrze może całkowicie polegać na informacji z VAR. Może wybrać okoliczności podejmowania decyzji sam, ale może też kierować się wytycznymi przełożonych, jeśli takie istnieją. Nie ma innego zapisu, który by to podważał i Anglicy to wykorzystali. Z pożytkiem dla piłki nożnej. Dlaczego nikt tego wcześniej nie zrobił? To było tematem gorących rozmów wielu osób z IFAB (Międzynarodowa Rada Piłkarska – organizacja zajmująca się tworzeniem oraz nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną i futsal – przyp. red.), FIFA, sędziów międzynarodowych i byłych arbitrów, gdy zaczęły się dyskusje o eksperymentach z powtórkami wideo i kiedy powstawał projekt systemu VAR. IFAB przyjmowała argumenty, że szkoda czasu na bieganie do monitora, że lepiej i zdrowiej będzie, jeśli proces podejmowania decyzji będzie transparentny i dwuinstancyjny. Ale lobby sędziów, którzy chcieli zachować swoje wpływy, było silniejsze. Niektórym nie mieściło się w głowie, w jakim kierunku zmierza

nowoczesna piłka. Ustalono więc zasadę, że VAR będzie informować sędziego, który po obejrzeniu powtórki wideo podejmie ostateczną decyzję. Potem ustalono, że wyjątkiem będzie zmiana decyzji z powodu spalonego. Powstał „Protokół systemu VAR”, którego zapisy nie kłóciły się z ustaleniami ustnymi, więc pewnie dlatego nikt nie zwrócił uwagi, że zapisany tekst pozwala interpretować go w taki sposób, jak teraz zrobili Anglicy. Sędzia główny przestaje być boiskowym sądem ostatecznym? W tym kierunku to zmierza. Są warianty rozwijania systemu VAR zapewniające znacznie większą przejrzystość i utrudniające rozmywanie odpowiedzialności za błędy. Dla skutecznego zapobiegania różnym rodzajom korupcji to ważne. W jednym wariancie VAR może być drugą instancją, która analizuje na bieżąco wszystkie sytuacje i w przypadku stwierdzenia błędu wypaczającego przebieg lub wynik meczu nakazuje sędziemu zmienić decyzję. Monitor przy boisku stałby się zbyteczny. W drugim wariancie można wyróżnić trzy typy sytuacji. Jeśli VAR stwierdza ewidentny i istotny błąd, to zawsze nakazuje zmianę dezapisem cyzji. Jeśli potencjalny błąd wiąże się z interpretacją konkretnego zdarzenia, to nakazuje sędziemu przeprowadzenie wideoweryfika-cji – wtedy też wiadomo, że VAR wykonał swoją pracę prawidłowo, a za ostateczną decyzję odpowiedzialny jest arbiter z boiska. A jeśli kluczowy błąd nie został naprawiony, a sędzia nawet nie został wezwany do monitora, odpowiedzialność spada na VAR. Dotychczas tak nie było? Nie i dlatego dochodziło do rozmywania odpowiedzialności. Zdarzały się próby tłumaczenia, że błąd nie został naprawiony, bo „czułem, że coś tam mogło się zdarzyć, ale nie słyszałem sygnału z VAR”. Czy sędzia powinien mieć prawo do obrony? Tak, ale niedopuszczalna jest sytuacja, gdy po meczu ekstraklasy sędzia główny opowiada dziennikarzowi swoją wersję zdarzenia, a ten z VAR swoją. I są ze sobą sprzeczne. Afera nie wybuchła chyba tylko dlatego, że dziennikarze pracowali w różnych mediach, ale zainteresowani tematem zauważyli, że z wypowiedzi sędziów jasno wynikało, iż jeden z nich kłamał. Nie chcę się bawić w śledczego, ani oskarżyciela, ale dziwne, że Kolegium Sędziów nie wyciągnęło konsekwencji. Kiedy kilka lat temu sędzia z niższej ligi oświadczył nieprawdę, został zawieszony i zdegradowany. Czy sposób używania VAR przez Anglików może utrudniać ustawianie meczów? Oczywiście, to dodatkowa zaleta, bo przecież błąd wypaczający mecz może zostać naprawiony przez VAR. Bez powtórek wideo sędzia mógł tłumaczyć, że „po prostu tego nie widziałem”. W obecnym systemie może „niedosłyszeć”, co powiedział VAR i błąd też nie zostanie naprawiony. Przyjęcie rozwiązania angielskiego ukróci możliwość nieuczciwego wywierania presji na sędziów i tanich wymówek. W sprawie VAR sędziowie zaczęli zmieniać zdanie, bo odpowiedzialność za pracę w tym systemie stała się dla niektórych kłopotliwa, a niektórych przerosła. Nie każdy dobry sędzia jest dobrym arbitrem VAR i odwrotnie, tym bardziej jeśli w jednej kolejce ligowej musi pracować w obu rolach, często dzień po dniu. Nawet najlepszy system nie będzie działał wydajnie, jeśli będą nim zarządzać ludzie niekompetentni lub przemęczeni.

W Kolegium Sędziów zbyt często ważniejsze jest „kto” niż „co”. Czasem osobiste uprzedzenia są silniejsze od zdrowego rozsądku. Innych przeszkód do unowocześnienia nie ma.

Nie za każdym razem sędzia z boiska musi biegać do monitora i sprawdzać. Decyzję może mu podpowiedzieć kolega od VAR.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.