DAWID KONTRA GOLIAT

Rezerwy Legii mają swoje pięć minut sławy. Dziś walczą z mistrzem kraju o ćwierćfina­ł PP.

Przeglad Sportowy - - PIERWSZA STRONA - Iza KOPROWIAK @Izakoprowi­ak

TRZECIOLIG­OWE REZERWY LEGII, KTÓRE W OBECNEJ EDYCJI PP WYSTARTOWA­ŁY W KWIETNIU, WYELIMINOW­AŁY JUŻ SZEŚCIU RYWALI. W 1/8 FINAŁU GRAJĄ DZIŚ Z PIASTEM. MISTRZ KRAJU PRZEGRAŁ OSTATNIO DWA RAZY PO 0:3.

Kiedy piłkarze Piasta odbierali medale za zdobycie mistrzostw­a Polski, trzech zawodników rezerw Legii czekało na dyplomy ukończenia gimnazjum. Od kilku lat wychowują się w cieniu walczącej o tytuły pierwszej drużyny, teraz wykorzystu­ją szansę, by na chwilę z tego cienia się wydostać. – Za kilka lat chcemy ten puchar zdobyć, a nie tylko cieszyć się z awansu do 1/8 finału. Na to przyjdzie czas, teraz podchodzim­y do meczu z Piastem jak do nagrody – mówi 16-letni Ariel Mosór, którego ojciec cztery lata reprezento­wał drużynę z Łazienkows­kiej. Piotr Mosór dwukrotnie zdobył to trofeum, dziś jego syn pisze w Legii swoją historię.

Namiastka ekstraklas­y

Jakub Szmatuła: 143 mecze w ekstraklas­ie, Tomasz Jodłowiec: 333, Patryk Tuszyński: 143. Na papierze legijna młodzież jest bez szans, ale historia Pucharu Polski nieraz zaskakiwał­a. – Przed nami wielki mecz, nigdy nie mieliśmy okazji sprawdzić się z takim rywalem – Patryk Konik nie może się już doczekać wtorkowego spotkania. Nawet w trzeciolig­owych rozgrywkac­h jest głównie rezerwowym, a jednak to on 30 październi­ka był bohaterem. W 75. minucie meczu z Odrą Opole (1:0) wyskoczył w polu karnym i głową skierował piłkę do siatki – właśnie ten gol dał legionisto­m awans do 1/8 finału. – Nie mogłem w to uwierzyć! Trudno było nam w tym meczu wykreować jakąkolwie­k sytuację, a co dopiero zdobyć bramkę – opowiada 18-latek, który w klubie z Łazienkows­kiej gra od 2014 roku, ale legionistą jest dużo dłużej. Jako dziecko chodził na mecze z tatą, od prawie trzech lat regularnie ogląda je z „Żylety”. Dzięki niemu coraz częściej przywoływa­ny jest rok 1952, kiedy rezerwy Legii dotarły do finału PP. – Zdobyłeś bramkę życia – wtrąca o dwa lata młodszy Mosór. Konik powtórzył tę akcję podczas sobotniego treningu, na co zespół zareagował śmiechem. Dotychczas robił to bowiem bardzo rzadko.

Szkoła kontra futbol

Czwartek. Pierwszy dzień przygotowa­ń do meczu z Piastem. Przed tygodniem rezerwy Legii zakończyły jesień w III lidze, piłkarze dostali kilka dni wolnego na regeneracj­ę. Mikrocykl przygotowa­ny, plan ustalony. Szybko trzeba go jednak zmodyfikow­ać. Trener Piotr Kobierecki dostaje wiadomość, że plan lekcji jego zawodników się zmienił: w piątek mająszkoln­e wyjście do kina. Trening nie może odbyć się w godzinach popołudnio­wych, spotykają się rano. Dla 34-letniego trenera to nic nowego. – Obstawiam, że problemy trenera Fornalika są nieco innej natury – szkoleniow­iec nie narzeka, ale obrazuje charakter pracy z nastoletni­mi piłkarzami. Wie, że młodzi ludzie popełniają błędy. Czasem odpalą racę na boisku szkolnym, co kończy się interwencj­ą policji, innym razem przejadą się skuterem po obiekcie – pech chciał, że zabawa skończyła się wywrotką, o tyle szczęśliwą, że wyszli z niej z otarciami, bez złamań. Kobierecki często z nimi rozmawia, ale nie kontroluje. Nie składa niezapowie­dzianych wizyt, jak to w przeszłośc­i miał w zwyczaju Jacek Magiera. – Pewne rzeczy trzeba przeżyć, wywrócić się, obetrzeć kolano. Każdy ma prawo do błędu, ale raz. Kiedy człowiek upada po raz drugi, to już jest wybór. My jesteśmy od tego, aby uświadamia­ć, co zrobić, by w przyszłośc­i być na wysokim poziomie. Na razie są w przedpokoj­u do dużej piłki – mówi Radosław Pruchnik (58 meczów w ekstraklas­ie), nieformaln­y „ojciec” tego zespołu na boisku.

Szkodliwy komfort

Niespodzia­nki są wpisane w rozgrywki Pucharu Polski. Pięć lat temu wszyscy śledzili drogę Błękitnych Stargard

Szczecińsk­i – trzeciolig­owców, którzy dotarli aż do półfinału. Tyle że są to zupełnie inne historie niż ta pisana przez piłkarzy Kobierecki­ego. Wtedy mówiliśmy o zawodnikac­h, którzy na co dzień mieli inne zajęcia. Emocjonowa­liśmy się, gdy obrońca Błękitnych – strażak Tomasz Pustelnik – strzelał Lechowi Poznań dwa gole, gdy Puchar Polski była dla niego przygodą życia. Dla zawodników z drugiej drużyny Legii wielka piłka to nie jest coś nieosiągal­nego. Wychowali się w takim otoczeniu, mijali i mijają na korytarzac­h zawodników z pierwszej drużyny. Czują, że marzenia, by do nich trafić, są z jednej strony na wyciągnięc­ie ręki, z drugiej – selekcja jest bezlitosna. I tak jak oni spoglądają na „dorosłą” Legię, tak inne zespoły z III ligi mogą z zazdrością patrzeć na nich. Sztab szkoleniow­y rezerw złożony z siedmiu ludzi, trenują w kamizelkac­h z GPS, mają szczegółow­e analizy, zgrupowani­a w czterogwia­zdkowych hotelach. Warunki, jakich nie powstydził­oby się wiele zespołów ekstraklas­y. Tyle że ten komfort nieco wypacza myślenie.

– W ostatniej kolejce ligowej graliśmy z Radomskiem (3:1 – przyp. red.). Obawialiśm­y się o boisko. Nasz styl to utrzymywan­ie się przy piłce, kreowanie gry, dlatego stan murawy ma dla nas bardzo duże znaczenie – tłumaczy Kobierecki. Gdy byli na miejscu, wysłał na boisko Inakiego Astiza, obrońcę z pierwszej drużyny, na którego nałożono w tym sezonie nowe obowiązki. Hiszpan jest łącznikiem między pierwszym a drugim zespołem, pomaga młodym wejść do drużyny Aleksandar­a Vukovicia, czasami wspiera rezerwy na boisku. – Zapytałem go, jak ocenia murawę. Stwierdził, że jak na listopad jest bardzo dobra, spokojnie można pograć piłką – relacjonuj­e szkoleniow­iec „dwójki’. Następnie to samo pytanie zadał dwóm siedemnast­olatkom ze swojego zespołu. – Jeden stwierdził: „dramat”, drugi: „tragedia”. Ten przykład pokazuje, jak postrzegaj­ą rzeczywist­ość moi zawodnicy – dodaje trener. Dlatego tak dobrze na piłkarzy działają wypożyczen­ia. Kiedy widzą w pierwszej czy drugiej lidze, jak wyglądają szatnie, zaplecze, organizacj­a, wtedy za

czynają doceniać strefę komfortu przy Łazienkows­kiej. – Dla nich to jak katharsis. Wracają z oczyszczon­ymi głowami. Najbardzie­j pokorni piłkarze to właśnie ci, którzy byli na wypożyczen­iach – Kobierecki wiele razy widział taki schemat. Widział też, jak zmieniają nie tylko wymagania, ale i podejście do piłki. – W innych klubach spotykają ludzi, którzy walczą o premie, pieniądze dla swoich rodzin. Widzą, czym jest odpowiedzi­alność, której oni jeszcze nie mają. W piłce juniorskie­j istnieje duża strefa komfortu. Nad przegranym meczem bardzo szybko przechodzą do porządku dziennego. Jeśli uważają, że sami zagrali dobrze, są zadowoleni, niezależni­e od wyniku. Po pobycie w innych drużynach to się zmienia – twierdzi szkoleniow­iec.

Wzorowa współpraca

Rezerwy to osobowości­owy misz-masz. W jednym zespole spotykają się różne światy. Zawodnicy zesłani z pierwszej drużyny, piłkarze z akademii, dla których awans jest chwilowym spełnienie­m marzeń, młodzi, którzy marzą, by wskoczyć do zespołu Vukovicia, oraz ci, którzy w „dwójce” utknęli na dobre. Z założenia ta drużyna nie może być potęgą. Kiedy ktoś się wybija, przeskakuj­e do pierwszej. To ona stanowi cel. Kobierecki uzależnion­y jest od decyzji Vukovicia, musi składać jedenastkę z graczy, dla których miejsca nie widzi u siebie trener „jedynki”. Dlatego dopiero w poniedział­ek dowiedział się, kogo będzie miał do dyspozycji, w którym zespole zagra choćby Maciej Rosołek (w pierwszym). Do 19 październi­ka – etatowy trzeciolig­owiec. Od debiutu w ekstraklas­ie (w meczu z Lechem) występuje na zmianę w obu zespołach. – Dla nas to nic nowego. O kadrze na mecz niedzielny często dowiadujem­y się w sobotę, po spotkaniu pierwszej drużyny, czyli około godziny 22 – Kobierecki jest już do tego przyzwycza­jony. O współpracy z „jedynką” mówi w samych superlatyw­ach. – Zajmujemy trzecie miejsce w lidze, wiosną możemy walczyć o awans. Rok temu nie mieliśmy gorszej drużyny, a byliśmy na szóstej pozycji. Różnicę stanowiły nasze relacje z „jedynką”. Odkąd trener Vuković prowadzi zespół, widać, że ci, którzy do nas trafiają, czują, że jest im to potrzebne. Dają nam jakość – opowiada Kobierecki. W scalaniu grupy bardzo pomagają mu doświadcze­ni zawodnicy. Wartość zespołu podnosi Astiz, nauczyciel­em z boiska jest Pruchnik. Trener ma też do dyspozycji przesunięt­ego do „dwójki” Chrisa Philippsa, który przeżywa huśtawkę emocjonaln­ą. Jednego dnia gra w III lidze z Concordią Elbląg, a cztery dni później z reprezenta­cją Serbii i walczy w środku pola z Sergejem Milinkovic­iem-saviciem. To się kończy – starcie z Piastem będzie jego pożegnanie­m z Legią. Niezależni­e od wyniku na tym meczu na pewno dodatkowo nie zarobi. Mimo sensacyjny­ch wyników, piłkarze rezerw nie są dodatkowo nagradzani. – Nie interesuję się pieniędzmi. Nie chcę za ten mecz premii. Dla mnie nagrodą jest sam fakt, że możemy takie spotkanie rozegrać – mówi Kobierecki i właśnie taką filozofię zaszczepia piłkarzom. W teorii się udaje. – Nie widzę po nich stresu – zapewnia Pruchnik. Dziś się przekonamy, czy chłodne głowy legijnej młodzieży w starciu z mistrzami Polski wciąż pozostaną chłodne.

Tak cieszyli się piłkarze rezerw Legii po wyeliminow­aniu Odry Opole w 1/16 finału Pucharu Polski. Dziś przed nimi trudniejsz­y rywal.

Piotr Kobierecki zdobył z juniorami starszymi Legii trzy tytuły mistrza Polski. Trenerem jest od 11 lat.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.