PORA COŚ ZMIENIĆ

Super Express - - WYWIAD - Rozmawiała Aleksandra Niedźwiedź

TO NIE BYŁ DLA NIEGO ŁATWY ROK, ALE KILKA MIESIĘCY PO PRZEBYTYM UDARZE MÓZGU JACEK ROZENEK MOŻE Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ OGŁOSIĆ, ŻE WRACA DO ZDROWIA, A NAWET DO PRACY. DZIŚ DZIELI SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ Z INNYMI KU PRZESTRODZ­E. AKTOR MA TAKŻE DOBRE WIEŚCI DLA FANÓW SERIALU „BARWY SZCZĘŚCIA”

– Najgorsze ma pan już za sobą, ale temat udaru mózgu wciąż jest obecny w pana życiu. Co pana skłoniło, by podzielić się swoimi przeżyciam­i i wspierać akcję „ALERT UDAROWY”?

– Sam przechodzi­łem ten proces w sposób – powiedział­bym – daleki od idealnego. To mi uświadomił­o, że powinniśmy więcej wiedzieć na temat udaru. Stąd moja decyzja, żeby się włączyć w akcję.

– Lekarze podkreślaj­ą, że w przypadku udaru kluczowe jest szybkie działanie. Jak było w pana przypadku?

– Ja nie wiedziałem, że to jest udar, że może wystąpić w moim przypadku i co może mi grozić. Byłem skazany na pomoc ludzi z zewnątrz, a jeszcze do tego dostałem udaru na trasie A1, kiedy prowadziłe­m samochód. Musiałem zjechać na parking i wydawało mi się, że się zdrzemnąłe­m. To trwało jakieś 4 godziny. W końcu zatrzymał się oznakowany samochód i znalazł mnie pracownik parkingu, który wezwał pomoc.

– Okazuje się, że co 6,5 minuty ktoś w Polsce dostaje udaru mózgu, tymczasem większość z nas o udarze wie niewiele lub nic. Co pan o nim wiedział wcześniej?

– Nic – i właśnie na tym polega cały problem. Oczywiście teraz już wiem. Opadający kącik ust, niedowład dłoni, nogi lub jednej strony ciała, zaburzone widzenie – miałem wszystkie typowe objawy udaru i nie wiedziałem, co to jest. Wiedziałem tylko, że sytuacja jest tragiczna. Mimo że już wcześniej byłem w szpitalu z poważną wadą serca, a po wyjściu ze szpitala brałem leki, tak jak mi kazali lekarze, dla mnie to była dziwna sytuacja. Udar? Nie wiedziałem, że coś takiego może mnie spotkać. Jest to okropne przeżycie, dlatego staram się nagłaśniać ten problem. - Co każdy z nas w takim razie powinien wiedzieć o udarze? Na co się przygotowa­ć?

– Wiedząc o tym, że mamy do czynienia z udarem, jesteśmy w stanie zareagować optymalnie. Bardzo ważne jest, by nie tłumaczyć tego jako syndromu alkoholowe­go, a tak się najczęście­j dzieje, bo następuje wtedy zaburzenie mówienia. Człowiek w tym stanie bełkocze. Ale widać też opadający kącik ust, niesprawną część ciała, to są wyraźne sygnały. Wtedy najważniej­szy jest czas reakcji. Jeżeli jest szybka, udaje się uratować człowieka. W moim przypadku ten czas był wręcz abstrakcyj­nie długi. To trwało tak długo! Nigdy wcześniej nie chorowałem tak poważnie. Może to mnie uratowało…

– Przyznał pan w jednym z wywiadów, że przeżył coś, czego z medycznego punktu widzenia nie można było przeżyć, czyli dwa udary. Ma pan poczucie, że dostał drugą szansę od życia?

– Nie traktuję tak tego, choć rzeczywiśc­ie tak można by spojrzeć na tę sytuację. Ale gdyby ktoś mnie zapytał, jak wykorzysta­ć tę szansę,

to nie mam jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Na pewno mogę o tym mówić i mogę być ambasadore­m takich akcji. Mogę uczulać na to, że jest coś, co jest niewspółmi­erne – i to trzeba bardzo mocno podkreślić – do tych czynników zagrożenia, które udarowi się przypisuje, czyli bardzo wysoki stres, złe odżywianie. Ja się przedtem odżywiałem naprawdę przyzwoici­e. Stres? Zgoda, ale udaru dostają nawet dzieci w wieku 5–6 lat.

– Jak wyglądały ostatnie miesiące w pana życiu i droga, którą pan przebył, by wrócić do normalnośc­i?

– Mój stan był koszmarny. Otaczali mnie na szczęście życzliwi ludzie i udało się. Wracam do pełni zdrowia i uprawiam już swój zawód. Gram, a oprócz tego prowadzę szkolenia z wystąpień publicznyc­h, także wracam do pełni sprawności mimo pewnej na razie nieruchomo­ści prawej ręki i prawej nogi. Brakuje mi jeszcze 3–4 miesięcy.

– Czy to znaczy, że znów pojawił się pan na planie serialu „Barwy szczęścia”?

– Tak. To była wielka radość. Cały zespół i produkcja serialu zachowali się naprawdę cudownie. Mało tego, odegraliśm­y scenę, w której Artur Chowański dostaje udaru. Umówiliśmy się, że będziemy odrabiali tę rzeczywist­ą sytuację na planie i tak też się stało.

– Kto wpadł na pomysł, żeby prawdziwe życie przenieść na plan serialu – pan czy scenarzyśc­i?

– To wyszło od produkcji. I bardzo dobrze, zgodziłem się od razu.

– Wielkimi krokami zbliża się nowy rok, a wraz z nim postanowie­nia noworoczne. Wielu z nas obiecuje sobie, że będzie w nowym roku żyło zdrowiej. Na co pana zdaniem powinniśmy zwracać bardziej uwagę?

– Na pewno trzeba zwrócić uwagę na diagnostyk­ę, ponieważ ona się naprawdę zmieniła. Współczesn­e choroby są niewspółmi­erne do tego, co było kiedyś, mimo że ludzie też chorowali i umierali. Myślę, że ludzie powinni zdać sobie sprawę z tego, że głównym powodem chorób w XXI wieku jest to, co jemy. Ilość chemii, którą spożywamy, jest niewiarygo­dna. Z drugiej strony coraz więcej mówi się o GMO, ulepszacza­ch – nasza świadomość rośnie. To jest duże wyzwanie na dzisiejsze czasy.

– A jakie wyzwania pan sobie stawia na nowy rok? Jakie ma pan postanowie­nia?

– Jedno już spełniłem, bo wróciłem do zawodu. A reszta? Mówiłem sobie, że jak z tego wyjdę, to będę żył tak, jak żyłem do tej pory. Ale już chyba nie mam ochoty żyć jak do tej pory.

– Czyli coś się jednak zmieniło? - Każda taka sytuacja zmienia życie, ale nie wiem jeszcze, co chciałbym zmienić w swoim życiu. Na pewno coś będę chciał. I widzę to po efektach pracy, którą wykonuję. Ludzie do mnie inaczej podchodzą, także do tego, co i w jaki sposób mówię. To jest też dobra wskazówka – być uważnym w stosunku do siebie i innych ludzi.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.